Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Gloria victis (E. Orzeszkowa)

Gloria victis (E. Orzeszkowa)

Czas powstania

Data napisania przez Orzeszkową opowiadania - rok 1888 - to dwudziesta piąta rocznica wybuchu powstania styczniowego - Gloria victis jest więc rodzajem hołdu złożonego przez pisarkę powstańcom, którzy zginęli walcząc o niepodległą ojczyznę. Z opisanymi w książce wydarzeniami Orzeszkowa była związana osobiście - od wybuchu powstania czynnie angażowała się w działania wojenne, brała udział w służbach pomocniczych powstania, wykonywała również szereg niebezpiecznych misji kurierskich (m.in. latem 1863 ukrywała w swym domu, a później przewiozła do granicy Królestwa Polskiego, Romualda Traugutta) - miała więc do Glorii victis stosunek bardzo emocjonalny.

Tytuł

Pochodzące z Plauta (Pseudolus) słowa „vae victis!” oznaczają „biada zwyciężonym!”. W brutalnym świecie tylko zwycięzcy mają rację i są nagradzani. Od wieków walczono dla sławy, chwały i rozgłosu. Tymczasem Orzeszkowa zasadniczo zmienia treść wykrzyknika, oznajmiając „chwała zwyciężonym!”. Okazuje się, że porażka może jednak być sukcesem - przynajmniej w kategoriach moralnych. Okrzyk „gloria victis!” ma jeszcze jeden wymiar: stanowiąc próbę uwznioślenia powstania, staje się jednocześnie wytłumaczeniem klęski, rodzajem „pokrzepienia serc”, balsamem na rany.

Czas i miejsce akcji

Czas akcji to rok 1863 - taki jest zresztą podtytuł utworu. To ważna data historyczna. W styczniu tego roku (dokładnie: 22 I 1863 r.) wybuchło na ziemiach polskich kolejne powstanie narodowowyzwoleńcze, skierowane przeciwko Rosji. Akcja właściwa rozpoczyna się w maju 1863 roku, kiedy powstańcy przybywają na leśną polanę, która stanie się ich domem i bazą wypadową (dąb - narrator opowiada: „Piękny maj był na świecie, kiedy tu przyszli”). Koniec akcji właściwej przypada niedługo później, bowiem kiedy oddział powstańców zostaje otoczony w lesie i rozbity, nadciąga noc „przezroczysta, gwiaździsta, majowa”.

Walki w czasie powstania styczniowego toczono na terenach Królestwa Polskiego, Litwy, Białorusi oraz, częściowo, Ukrainy. W przypadku noweli Gloria victis miejscem akcjilasy Horeckie na Polesiu litewskim. Orzeszkowa przymiotnika „litewski” w kontekście historycznym (wskazując na dawną przynależność tych ziem do Wielkiego Księstwa Litewskiego), współcześnie Polesie należy do wschodnich regionów Polski oraz do Białorusi.

Bohaterowie

Maryś Tarłowski - O Marysiu wiadomo, że najprawdopodobniej był sierotą, z bliskich pozostała mu jedynie młodsza siostra, Anielka, wraz z którą przybył na Polesie z odległych stron („urodził się (...) kędyś daleko”). Zdobywszy gdzieś w wielkim świecie wykształcenie i sławę młodego uczonego, „naturalisty”, postanowił - jak należy się domyślać, za sprawą idei organicznikowskich - wyjechać do małego miasteczka i zająć się edukowaniem najbardziej potrzebujących wiedzy przedstawicieli nizin społecznych, czyli prostych, wiejskich dzieci („On, ten mały, wysokim był wiedzą i myślą”, „przybył w te strony, aby swą myśl i wiedzę rozdawać maluczkim”). Maryś uczył w szkole, Anielka pomagała mu, jak potrafiła.

Maryś jest bohaterem tragicznym. Wykształcony na naukowca, subtelny i delikatny, w jednej chwili musi porzucić wszystko, co dotąd było mu bliskie i ruszyć do walki o ojczyznę. Nie chce, ale poczucie obowiązku, powinności wobec ojczyzny, jest ważniejsze. Rozdarty wewnętrznie Maryś zaciąga się do oddziału powstańczego i ginie - umęczony, dosłownie rozerwany na pikach wrogów.

Jagmin - został w utworze Orzeszkowej ukazany jako człowiek i żołnierz doskonały: „na czele jazdy wybór wodza postawił młodzieńca o postawie wyniosłej i czarnym iskrzącym się oku”, „ze śniadym profilem Rzymianina”. Serdeczny druh i przyjaciel Marysia, gotów mu zawsze służyć pomocą. Jagmin przyrównany zostaje do Herkulesa (obdarzonego nadludzką siłą herosa z mitologii greckiej, syna Zeusa i Alkmeny) oraz Scypia (jednego z dwóch sławnych wodzów rzymskich z okresu wojen punickich). Zawsze zdyscyplinowany i gotów do walki, zawsze wykonujący rozkazy naczelnego wodza. W jednym z ostatnich epizodów, kiedy zachodzi potrzeba bronienia namiotu z rannymi powstańcami przed żądnymi krwi ruskimi żołdakami, Jagmin zostaje ukazany jako anioł: „dowódca czarnowłosy, do Archanioła z mieczem płomiennym podobny, pierwszy szerokiego otworu doskoczył...”. Wśród żołnierzy cieszy się ogromnym szacunkiem i poważaniem: na jeden jego rozkaz powstańcy pójdą choćby w ogień.

Romuald Traugutt - postać historyczna. Urodzony w roku 1825, w czasie powstania styczniowego dowodził oddziałem partyzanckim na Polesiu. 17 października 1863 roku został ostatnim dyktatorem powstania (po Ludwiku Mierosławskim i Marianie Langiewiczu). W nocy z 10 na 11 kwietnia 1864 r. został aresztowany, a 5 sierpnia tego roku stracony poprzez powieszenie.

Traugutt objął dyktaturę w sytuacji poważnego kryzysu sił powstańczych. Większe zgrupowania zostały rozbite, walki z zaborcą toczyły praktycznie tylko małe oddziały (szacuje się, że w ich szeregach walczyło w sumie około 150 tysięcy powstańców, którzy stoczyli około 1200 potyczek z Rosjanami). Zamiarem Traugutta jako dyktatora było zreorganizowanie wojsk powstańczych, a także - poprzez wprowadzenie w życie dekretów uwłaszczeniowych - przyciągnięcie do powstania chłopów. Tych planów nie udało się jednak zrealizować. Wojska rosyjskie nie dopuściły do zjednoczenia się malutkich oddziałów w większe siły, zaś carski dekret uwłaszczeniowy z marca 1864 roku skutecznie odciągnął chłopów od zaangażowania się w czyn narodowowyzwoleńczy. Sam Traugutt został aresztowany w nocy z 10/11 kwietnia 1864 r. W dniu 5 VIII 1864 r. stracono go, wraz z najbliższymi współpracownikami, na szubienicy.

Opisany przez Orzeszkową epizod z walk powstańczych ukazuje Romualda Traugutta jeszcze nie jako dyktatora powstania, ale jako dowódcę jednego z oddziałów powstańczych, działających na Polesiu. Postać Traugutta zostaje w noweli Gloria victis poddana zabiegowi mitologizacji. Orzeszkowa, poprzez odwołanie się do Biblii oraz historii Grecji, dokonuje nie tylko apoteozy samego powstania, ale gloryfikuje również samego Traugutta.

Traugutt został kolejno przyrównany do:

- Chrystusa („wziąwszy na ramiona krzyż narodu swego...”)

- Mojżesza („poszedł za idącym ziemią tą słupem ognistym...”) - [Ex.,13,21];

- Leonidasa („tak grzmieć musiał w wąwozie Termopilskim głos Leonidasa...”).

Plan wydarzeń

1. Maryś Tarłowski przyjeżdża wraz z siostrą Anielą do małego miasteczka na Polesiu.

2. Maryś zaprzyjaźnia się z Jagminem.

3. Między Anielą Tarłowską i przyszłym dowódcą jazdy zawiązuje się uczucie.

4. Wybucha powstanie styczniowe, następuje mobilizacja oddziałów powstańczych.

5. Jagmin i Maryś dołączają do oddziału dowodzonego przez Romualda Traugutta.

6. Powstańcy sytuują swą bazę wyjściową na leśnej polanie.

7. W czasie jednej z potyczek z Rosjanami Maryś ratuje życie Trauguttowi.

8. Oddział powstańczy zostaje otoczony przez Rosjan.

9. Ranny Maryś zostaje umieszczony w namiocie.

10. Rosjanie okrutnie mordują rannych powstańców (śmierć Marysia).

11. Ginie Jagmin, który próbował uratować swego przyjaciela.

12. Po latach leśną mogiłę odwiedza Anielka, która stawia poległym mały, prosty krzyż.

13. Po pięćdziesięciu latach nieobecności nad Polesie przylatuje wiatr, któremu leśne drzewa i kwiaty opowiadają tragiczną historię powstańczego oddziału.

Streszczenie

Nad litewskie Polesie przyleciał wiatr, dawno nie widziany gość. Latał po całym świecie, nie było go w tym miejscu od prawie pięćdziesięciu lat. Teraz przywitał się z lasem, dawnym przyjacielem, z rosnącymi w nim świerkami, dębami i brzozami. W pewnym momencie wiatr powiał za Kanał Królewski, na leśną polankę, zarośniętą dzikimi różami, trawami i paprociami. Od drzew i leśnych kwiatów usłyszał opowieść o znajdującej się na tej polanie mogile. Rolę głównego narratora przejął na siebie stary, potężny dąb, który opowiedział następującą historię:

Dawno temu, w czasie powstania styczniowego (1863/64), na polanę dotarł kilkusetosobowy oddział powstańców, walczących z rosyjskim zaborcą. Byli to młodzi ludzie, różnie ubrani i różnie uzbrojeni, ale wszyscy nosili czworokątne czapki barwy amarantowej lub polnych chabrów. Żołnierze postanowili rozbić tu obóz. Najpierw zbudowali z gałęzi kilka namiotów: dla wodza, dla lepszych koni oraz dla przyszłych rannych. Później przygotowali pierwszą w tym miejscu wieczerzę, po spożyciu której wspólnie zaśpiewali pełną „skargi, ufności i prośby”, przejmującą pieśń. Oddziałem dowodził Romuald Traugutt, „człowiek świętego imienia” (późniejszy ostatni dyktator powstania). Opowiadający historię powstańców dąb przedstawia Traugutta jako męczennika, człowieka który opuścił swój rodzinny dom, żonę, dzieci i „wziąwszy na ramiona krzyż narodu swego” ruszył do walki o wolną ojczyznę. Kiedy zabierał głos, przypominał Leonidasa, sławnego króla Sparty, który w roku 480 p.n.e. na czele 300 Spartan powstrzymał w wąwozie pod Termopilami armię perską. Wszyscy Spartanie zginęli, ale ich ofiara stała się synonimem męstwa, bohaterstwa i patriotyzmu, gotowości oddania życia dla dobra ojczyzny. Polscy powstańcy czuli się wolni, polana stała się namiastką niepodległej ojczyzny.

Dowódcą jazdy był, mianowany przez Traugutta, niejaki Jagmin, młodzieniec piękny i dostojny, przypominający z postury Herkulesa, a z rysów twarzy szlachetnego Rzymianina, Scypiona. Mieszkał w położonym blisko lasu domu, oplecionego bluszczem i otoczonego starymi drzewami oraz żyznymi polami. Kiedy przyłączył się do powstania, nieodłącznym jego towarzyszem stał się rumak, strojny, ognisty koń rasy arabskiej.

Ważną postacią w oddziale okazał się z czasem Maryś (Marian) Tarłowski. Ten młody, niespełna dwudziestoletni człowiek jakiś czas wcześniej przybył do pobliskiego miasteczka wraz ze swą siostrą, Anielą. Maryś był przyrodnikiem, „naturalistą”, który zapragnął ofiarować swą wiedzę „maluczkim” i zgodnie z idealistycznymi hasłami organicznikowskimi zaczął nauczać w małej szkole na kresach. Oprócz tego wraz z Anielą zajmowali się badaniami przyrodniczymi. Rodzeństwo cały czas spędzało razem. Wspólnie pracowali, spacerowali, rozmawiali. Bardzo się kochali. Po pewnym czasie w ich życiu pojawił się ktoś trzeci. Na spacery po okolicznych drogach i polach chodzili już nie we dwoje, ale wspólnie z Jagminem. On to bowiem okazał się być „tym trzecim”. Z Marysiem połączyła Jagmina przyjaźń, z Anielką - zalążek miłości. Przyszły dowódca jazdy okazał się być również posłańcem niosącym wieści o mobilizacji oddziałów powstańczych. Zasmuciło się serce Anielki, bo kiedy wybuchło powstanie, jej brat przyłączył się do oddziału walczącego z Rosjanami. Razem z nim w oddziale znalazł się Jagmin, który obiecał Anielce, że zaopiekuje się Marysiem.

Życie powstańców w lesie i ich walki z Rosjanami opisuje świerk, który przejął na siebie obowiązki narratora. Oddział, dowodzony przez Romualda Traugutta, stoczył wiele potyczek z oddziałami znienawidzonych zaborców. Młodzi ludzie wracali z walk zmęczeni, nierzadko poranieni, ale zwycięscy. Wódz gromadził ich wtedy na polanie i dziękował za poświęcenie, dzielność i wysiłek. Jedno wydarzenie utkwiło świerkowi w pamięci w sposób szczególny. Otóż pewnego wieczora wódz wywołał przed szereg zbrojnych Marysia Tarłowskiego. Okazało się wtedy, że ten młody chłopiec, który przecież nie wyglądał na bohatera (był niskiego wzrostu i raczej wątłej budowy) w trakcie jednej z potyczek uratował życie samemu Trauguttowi, późniejszemu przywódcy powstania. Wszyscy gratulowali Marysiowi jego odwagi. W obozie zapanowała ogólna radość, której zdawał się nie podzielać jedynie sam bohater. Długo w nocy rozmyślał o tym, co się stało, uświadamiając sobie, że krwawa walka nie jest jego żywiołem.

O myślach Marysia najwięcej wie leśna brzoza, która podjęła wątek: młody powstaniec nie oddał się sprawie walki narodowowyzwoleńczej całym sobą. Gdzieś w głębi duszy pozostał tym, kim był naprawdę: młodym naukowcem, przepojonym miłością do wiedzy, świata i całej natury. Nierzadko dzielił się swoją wiedzą na temat roślin i owadów z innymi powstańcami. Ich twarze rozjaśniały się wtedy, ich myśli odbiegały od bitewnego zgiełku i zabijania, wspólnie pochylali się nad jakimś żyjątkiem i słuchali, co młody naukowiec miał im do powiedzenia. Nocami Maryś sporo rozmawiał z Jagminem, który ciągle wspominał ukochaną Anielkę. Obaj zdawali sobie sprawę, że pozostawili za sobą normalny świat, że teraz na co dzień ryzykują życiem, ale robią to z nadrzędnego obowiązku - powinności wobec ojczyzny.

Ostatnie, tragiczne wydarzenia, które rozegrały się jesienią 1863 roku, opisuje ponownie stary dąb:

Pewnego dnia do obozu powstańców dotarł posłaniec - pan Kalikst - z wiadomością o zbliżających się silnych wojskach wroga. Moskale planują otoczyć las szczelnym kordonem, tak aby żaden z Polaków nie mógł się wymknąć z oblężenia. Powstańcy jeszcze mają czas, żeby wymknąć się z lasu, ale wszelkie dywagacje na ten temat ucina Traugutt. W swoim przemówieniu stwierdza, że „ci, co zginą, będą siewcami, którzy samych siebie rzucą w ziemię, jako ziarno przyszłych plonów. Bo nic nie ginie. Z dziś zwyciężonych dla jutrzejszych zwycięzców powstają oręże i tarcze”. Żołnierze decydują się stawić odpór. Rosjanie mają ogromną, stukrotną przewagę. Powstańcy szykują zasadzkę, ukryci za drzewami czekają na nadejście wojsk wroga. Za jednym z drzew czai się Maryś. Za koszulą na piersi schował wręczony mu przez posłańca list od siostry, drobno zapisaną kartkę papieru. W zamieszaniu przedbitewnym nie zdążył go przeczytać, odłożył tę chwilę na później.

Rozgorzała walka. Z obu stron zaczęli padać zabici i ranni. Przytłaczająca przewaga nieprzyjaciela właściwie przesądzała o losach bitwy, ale Polacy postanowili tanio nie sprzedawać swej skóry. Rannych i konających powstańców przenoszono do namiotu na polanie. Tam dwóch lekarzy uwijało się w pocie czoła, usiłując przynieść cierpiącym choć drobną ulgę. W pewnym momencie wystrzelona przez któregoś z Rosjan kula dosięgła Marysia. Ugodzony w ramię chłopiec przewrócił się na ziemi. Koledzy podnieśli go i przetransportowali do namiotu. Tymczasem oddział rosyjski zaczął stopniowo wypierać rozpaczliwie broniących się Polaków z ich stanowisk. W kulminacyjnym momencie bitwy zza drzew wyskoczył konny oddział Rosjan. Pochyliwszy piki, ruszył przez polanę, dokonując straszliwego dzieła zniszczenia. Wreszcie Moskale wpadli do namiotu, w którym leżeli ranni powstańcy. Rozpoczęła się masakra. Bezlitośni żołnierze zaczęli mordować bezbronnych, nierzadko konających już Polaków. W akcie rozpaczliwego heroizmu na ratunek rannym ruszył oddział jezdnych pod wodzą Jagmina. Gdy wpadli do namiotu, im oczom ukazał się przerażający widok: większość bezbronnych Polaków była już zabita. Okrutni żołdacy na ostrzach pik podnosili ku sklepieniu namiotu ciało małego Tarłowskiego. Strasznie poraniony, umierający Maryś poznał przyjaciela i ostatnim wysiłkiem rzucił w jego stronę ociekającą krwią chustę. Zdołał jeszcze poprosić, by Jagmin oddał ją Anielce.

Przyjaciel nie wypełnił jednak ostatniej woli Marysia. W tym samym momencie, gdy mały Tarłowski konał, runął raniony koń Jagmina. Wokół dowódcy jazdy zaroiło się od wrogów, jego los okazał się przesądzony. Nie miał szans. Zginął.

Kiedy dąb zakończył swoja historię, leżący na bezimiennej mogile wiatr zapłakał. Leśne kwiatki, małe dzwonki liliowe, opowiedziały mu historię niewielkiego krzyża wieńczącego powstańczą mogiłę. Umieściła ją na grobie pogrążona w żałobie kobieta, która odwiedziła polankę w wiele lat po tragicznych wydarzeniach. Była to Anielka, o twarzy smutnej, zszarzałej, przepełnionej smutkiem i samotnością. Długo leżała na mogile, opowiadając zmarłym o wielkim cierpieniu, które rozrywało jej serce. Kiedy podniosła się, umieściła na grobie przyniesiony skądś krzyżyk. Potem odeszła by nigdy już tu nie powrócić. I tak mijały lata, zmieniały się pory roku, przylatywały i odlatywały ptaki, przychodziły i odchodziły zwierzęta. Nie zmieniał się tylko nieśmiertelnie płynący strumień czasu oraz samotność, otaczająca zapomnianą mogiłę. Upływający czas szemrał smutne słowa o zapomnieniu i pogardzie dla zwyciężonych: „Vae victis!”.

Gdy leśne kwiaty skończyły swoja opowieść, wiatr już nie płakał. Zerwał się z mogiły i ruszył w swoją drogę. Wznosząc się nad polanę, na cały głos zakrzyknął: „Gloria victis!”. Przelatując nad lasem, a później nad polami, wodami, miastami i wioskami, wołał jeszcze nie raz: „Gloria victis!”, „Chwała zwyciężonym!”.

Problematyka

Gloria victis to cały zbiór nowel E. Orzeszkowej wydawanych w czasopismach w latach 1907-1908, wydanie książkowe ukazało się w Wilnie w 1910 roku.

Pierwotnie zamierzony tytuł tomu to: 1863, zbiór zawiera obserwacje autorki z okresu powstania styczniowego. Opowiadania o podobnej tematyce mogły ukazać się dopiero po roku 1905, kiedy nastąpiła liberalizacja cenzury. Łaciński tytuł Gloria victis po przetłumaczeniu brzmi: chwała zwyciężonym. Tak zatytułowana została również jedna z nowel zbioru. Jej głównym bohaterem jest las opowiadający swemu przyjacielowi wiatrowi historię, jaka wydarzyła się pół wieku wcześniej. Z opowieści lasu wiatr dowiaduje się o wielkiej bitwie, która rozegrała się nie opodal. Uczestniczyli w niej ludzie wcześniej obozujący w lesie. Był wśród nich Romuald Traugutt nazwany Leonidasem ze względu na swoją mądrość, szlachetność i odwagę. Byli także bezimienni żołnierze, równie piękni i dzielni jak wódz. Drzewa najbardziej przywiązały się do wątłego młodzieńca o nazwisku Tarłowski i jego przyjaciela, przypominającego wyglądem Rzymianina - Jagmina. Wiedziały, że na obydwu wiernie czeka siostra Tarłowskiego - Aniela. Obaj przyjaciele wspierali się w bitwach i trudach życia obozowego, niestety obaj zginęli i zostali pochowani w bezimiennej mogile. Po latach Aniela, odwiedzając grób powstańców, postawiła na mogile krzyżyk, cała jej postać wyrażała wówczas ból i cierpienie. Wiatr, przejęty opowieścią drzew, zerwał się i wzruszony krzyknął na całą ziemię: „Gloria victis!”.

Nowelą tą pragnęła Orzeszkowa oddać pokłon bezimiennym powstańcom poległym w walce z zaborcą, uczcić zbiorowe mogiły, w których spoczywają bohaterowie. Przez nawiązania do historii starożytnej (Rzymianin, Leonidas) podkreślona została dodatkowo heroiczność wydarzeń z poleskiego lasu. Umiłowanie przez powstańców wolności było tak wielkie, jak znanych z patriotyzmu, odwagi i waleczności Spartan i Rzymian. Nie na darmo przecież wiatr cytuje okrzyk jednego z rzymskich wodzów, zachwyconego dzielnością i wytrwałością pokonanych przeciwników: Gloria victis! - to zawołanie słusznie należy się również powstańcom z 1863 roku.

Utwory wchodzące w skład Gloria victis nie miały kształtu typowych nowel. Miały raczej cechy literatury wspomnieniowej, o wielkim ładunku emocjonalnym - świadczącym o wadze, jaką przywiązywała pisarka do spraw narodowych w ogóle, a tragicznych wydarzeń minionego powstania w szczególności. Gloria victis jest obrazem o dużych walorach poetyckich - składają się na nie liryzm, nastrojowość, oddane bardzo sugestywnie obrazy przyrody.

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.