Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Nad Niemnem (E. Orzeszkowa)

Streszczenie

Tom I

Rozdział I

W słoneczne niedzielne południe Marta i Justyna wracają z kościoła, prowadząc rozmowę. Mija je bryczka wioząca Różyca i Kirłę, którzy udają się do Korczyna. Smuci to Justynę, nie lubi tych gości. Rozmowa kobiet schodzi na położenie Justyny i jej ojca. Nie cierpią niedostatku, ale Justyna jakby specjalnie izoluje się od życia towarzyskiego: „Już odechciało mi się ich strojów i zabaw, ich poezji i ich miłości”. Jej zniechęcenie spowodowane jest nieszczęśliwą miłością do Zygmunta Korczyńskiego. Po drodze spotykają też jadącego wozem z grupą wiejskich dziewcząt Janka Bohatyrowicza. Między Justyną i Jankiem nawiązuje się nić wzajemnego zainteresowania.

Rozdział II

W salonie korczyńskim oczekują na obiad goście: Kirło i Różyc oraz domownicy - pani Emilia, Teresa, Benedykt. Kirło, z właściwym sobie brakiem taktu, przyprowadza do salonu nieco zdziwaczałego ojca Justyny, Ignacego Orzelskiego, ubranego tylko w szlafrok. Oburzona Justyna staje w obronie ojca. Przyjeżdżają ze szkół na wakacje dzieci Korczyńskich - Witold i Leonia.

Rozdział III

Rozdział ten przybliża rodzinę Korczyńskich. Ojciec Benedykta, Stanisław Korczyński studiował na Akademii Wileńskiej. Jego trzej synowie, Andrzej, Benedykt i Dominik również ukończyli studia wyższe. Po skończonej nauce, w 1861 roku, Benedykt wrócił do Korczyna. Rodzice już nie żyli, siostra wyszła za mąż, brat Andrzej ożenił się, a w prowadzeniu gospodarstwa pomagała mu Marta Korczyńska - osierocona kuzynka. Powstanie w 1863 roku zabrało Benedyktowi obydwu braci - Andrzej zginął, a Dominik został zesłany w głąb Rosji, gdzie zrobił później karierę urzędniczą. Benedykt ożenił się i zaczął gospodarować w zubożałym i zadłużonym Korczynie. Początkowo marzyły mu się jakieś idee, „reformy aby mieszkańcy (...) jego wiosek nauczyli się czytać, owocowe ogrody zasadzać, u doktorów leczyć, karczmy omijać...”, ale mimo swej gospodarności i zapobiegliwości ciągle borykał się z kłopotami finansowymi, więc owych planów musiał zaniechać. Wciąż usilnie pracuje, aby utrzymać ziemię, w obronie swych interesów popada w konflikt z Bohatyrowiczami. Nie może też dojść do porozumienia z żoną, która - neurotyczna i rozkapryszona - żyje w swoim wyizolowanym, buduarowym świecie, z dala od wszelkich życiowych problemów. Emilia uważa bowiem, że życie może być „piękne i szczęśliwe, ale tylko dla tych, którzy odrzucą jego brzydotę i prozaiczną stronę...”, „zanurzą się” w poezji.

Rozdział IV

Raz w roku, podczas imienin pani Emilii (30 czerwca), w Korczynie zjawiało się mnóstwo gości. Był to jedyny dzień w roku, kiedy pani Emilia ożywiała się, goszcząc przybyłych. Tak jest i tym razem, rozmawiają na przeróżne tematy - Witold zarzuca Różycowi marnotrawienie wspaniałego majątku, proponuje wprowadzenie usprawnień technicznych, Benedykt rozmawia z sąsiadami o gospodarstwie, polityce i procesach. Marynia Kirlanka i Witold serdecznie rozmawiają ze sobą po długim niewidzeniu się. Zygmunt Korczyński, mimo iż żonaty z Klotyldą, na nowo interesuje się Justyną, ta jednak zdecydowanie odrzuca jego umizgi. Teofil Różyc, zaintrygowany urodą i dumą Justyny, również zaczyna się do niej zalecać.

Rozdział V

Justyna, znudzona i zdegustowana atmosferą, jaka panuje podczas przyjęcia we dworze, wychodzi na spacer na pobliskie pola. Rozmyśla nad swym życiem i obecną pozycją rezydentki w Korczynie. Jej matka, kobieta schorowana i udręczona romansem męża z Francuzką, guwernantką Justyny, i jego długami, które doprowadziły rodzinę do ruiny, zmarła, gdy córka miała 14 lat. Justyna zamieszkała z ojcem w Korczynie, a jej edukacją zajęła się pani Andrzejowa Korczyńska. Podczas częstych pobytów Justyny w Osowcach między nią a Zygmuntem Korczyńskim narodziło się uczucie. Presja środowiska i stanowczy sprzeciw matki Zygmunta udaremniły ich małżeństwo, a Zygmunt był zbyt słaby, aby się temu sprzeciwić. Wyjechał na studia malarskie za granicę, a po dwóch latach wrócił z młodziutką żoną, Klotyldą. Po tym zawodzie miłosnym Justyna czuła się ogromnie zraniona i jeszcze bardziej samotna.

Podczas przechadzki Justyna spotyka Janka Bohatyrowicza, orzącego swój zagon. Rozmawiają ze sobą swobodnie, jakby znali się od dawna. Jan rozumie położenie Justyny w Korczynie i współczuje jej. Uradowany spotkaniem, zaprasza dziewczynę do Bohatyrowicz. W czystej, zadbanej zagrodzie Janka panna Orzelska poznaje jego siostrę Antosię, stryja Anzelma oraz sąsiadów - rodzinę Fabiana Bohatyrowicza. Goszczona z wielką radością i szacunkiem Justyna jest zachwycona naturalnym klimatem pracy i szczerością uczuć panujących w zaścianku. Odkrywa, że w otoczeniu tych ludzi czuje się o wiele lepiej, niż we dworze.

Rozdział VI

Panna Orzelska wraz z Janem i Anzelmem odwiedza legendarny grób Jana i Cecylii. Po drodze spotykają Jadwigę Domuntównę, swataną Jankowi najbogatszą pannę w okolicy, oraz jej dziadka, zdziwaczałego starego Jakuba. Anzelm przygotowuje nowy krzyż z drewna, aby ustawić go na miejscu starego, na mogile swych przodków. Legenda o protoplastach rodu Bohatyrowiczów - Janie i Cecylii sięga aż do czasów Jagiellonów. Wtedy to oboje przybyli w dzikie wówczas nadniemeńskie puszcze i rozpoczęli podbój dziewiczego lasu, przekształcając go w żyzne pola i łąki. Cecylia pochodziła prawdopodobnie z „wysokiego” rodu, ręce miała delikatne i pięknie grała na harfie, ale nie lękała się pracy i dzielnie towarzyszyła mężowi w jego poczynaniach. Ich dwanaścioro dzieci ze swymi rodzinami stworzyło osadę w samym sercu puszczy. Żyli wszyscy szczęśliwie, dostatnio i w miłości. Jan i Cecylia dożyli bardzo sędziwego wieku. Pewnego razu, podczas polowania przybył do osady król Zygmunt August i w nagrodę za „zawojowanie puszczy” nazwał ród Jana i Cecylii Bohatyrowiczami i nadał im szlachectwo wraz z herbem Pomian, który przedstawia żubra, jako że z siedliska żubrów Bohatyrowicze urządzili swoją siedzibę.

Tom II

Rozdział I

Do Olszynki, ubogiego majątku Kirłów, prowadzonego tylko przez Kirłową, gdyż jej mąż, obieżyświat, rzadko bywa w domu, przyjeżdża Teofil Różyc, bliski kuzyn Kirłowej. Wrócił z zagranicznych podróży, ale bynajmniej nie zamierza się zainteresować swoim podupadającym majątkiem. Jest znudzony i zblazowany. Prosi Kirłową o ułatwienia mu kontaktów z Justyną, z którą ma ochotę poromansować, lecz nie ma zamiaru jej poślubić, ze względu na jej pochodzenie i ubóstwo. Kirłową odmawia mu, twierdząc że nie będzie pomagała w bałamuceniu tej zacnej dziewczyny. Różyc użala się nad ruiną swego życia i przyznaje się, że jest morfinistą. Proponuje Kirłowej, że opłaci edukację jej synów. Kirłową również chciałaby mu jakoś pomóc, aby unormował swoje życie. W tym czasie, w ogrodzie za dworem, Witold długo rozmawia i dyskutuje z Marynią.

Rozdział II

Emilia dostaje kolejnych ataków swojej choroby nerwowej. Przybyły lekarz nie stwierdza u niej niczego groźnego, lecz usłyszawszy przypadkiem kaszel Marty mówi, że musi się ona koniecznie leczyć. Marta nie chce jednak nawet o tym słyszeć. Do Korczyna przyjeżdża Darzecki, szwagier Benedykta, i upomina się o wypłacenie posagu swej żony. Oto bowiem ma bardzo pilne potrzeby i bardzo wzrosły jego wydatki. Żona-Jadwiga urządziła oranżerię, córce chce sprowadzić fortepian z Paryża, cała rodzina odbywa zagraniczne wojaże. A oprócz tego muszą przyjmować i bywać w towarzystwie, jest to moralna presja, której jako ludzie cywilizowani poddają się z ochotą. Benedykt jest w ciężkim kłopocie, gdyż brak mu funduszy. Gotów byłby ostatecznie sprzedać las, co doradza mu Darzecki, ale tam przecież jest mogiła powstańców. Darzecki uważa to za „sentymentalność”.

Witold z ogromną przykrością widzi, jak jego ojciec korzy się przed tym bezwartościowym człowiekiem, twierdząc, że trzyma on w rękach los całej rodziny. W rozmowie z ojcem, która przeradza się w kłótnię, wyrzuca mu złe postępowanie z Bohatyrowiczami i doprowadzenie do procesu z zaściankiem, uległość wobec wuja Darzeckiego oraz wychowywanie Leonii na salonową lalkę. Uważa również, że należy wprowadzić wiele zmian w zarządzaniu majątkiem. Dochodzi do ostrej wymiany słów i ojciec z synem rozstają się w gniewie. Benedykt wyjeżdża konno w pole, a Witold razem z Julkiem Bohatyrowiczem idzie nad Niemen. Na śniadanie przyjeżdża Kirło i oświadcza pani Emilii w tajemnicy, że Różyc prawdopodobnie będzie starał się o rękę Justyny. Również Zygmunt Korczyński pragnie na nowo wzbudzić w niej miłość do siebie. Justyna zaś coraz częściej myśli o Janku Bohatyrowiczu. Chce iść w życiu drogą „długą i czystą”, tak jak Jan i Cecylia.

Rozdział III

W Bohatyrowiczach trwają żniwa, do których mieszkańcy zaścianka przygotowują się jak do jakiegoś wielkiego święta i w najlepszym ubraniu wychodzą żąć zboże. Justyna przychodzi na pole Jana, lecz nie chcąc siedzieć bezużytecznie, zabiera się również do pracy. Wybucha bójka między Fabianem a ubogim Ladysiem i jego żoną - Janek uspokaja walczących. Na polu zjawia się też Witold i jest ogromnie uradowany, widząc Justynę przy wspólnej pracy. Wieczorem w Bohatyrowiczach Witold odwiedza Anzelma i długo rozmawia z nim o przeszłości, o walce powstańczej oraz o obecnej potrzebie zbratania się dworu z zaściankiem. Anzelm odkrywa w Witoldzie i jego poglądach ogromne podobieństwo do jego nieżyjącego stryja Andrzeja.

Rozdział IV

Janek i Justyna płyną łodzią na Mogiłę - do wspólnego grobu czterdziestu powstańców. Janek opowiada Justynie o swoim ostatnim spotkaniu z ojcem - oddział powstańczy właśnie na tym nadniemeńskim urwisku żegnał się ze swoimi bliskimi. Anzelma odprowadzała wtedy Marta - dała mu swój święty medalik. Niedługo potem ranny Anzelm przyniósł wiadomość o śmierci Andrzeja Korczyńskiego i Jerzego Bohatyrowicza. Obaj spoczywają teraz we wspólnej mogile. Podczas drogi powrotnej zrywa się burza - z silnym wiatrem i rzęsistą ulewą. Justyna początkowo czuje strach, lecz pewne zachowanie Jana, jego zręczność i siła w kierowaniu łodzią po wzburzonym Niemnie wzbudzają jej ufność. Pewność i zaufanie do Janka podsycają rodzące się w jej sercu uczucie. Janek również jest w niej wyraźnie zakochany.

Rozdział V

Po powrocie z Mogiły w chacie Anzelma Antosia, Elżunia i Justyna rozmawiają o zbliżającym się weselu Elżuni, na które chce ona zaprosić Justynę i Witolda. Wszyscy zasiadają do wieczerzy, a proste, wiejskie jedzenie bardzo smakuje Justynie. Anzelm jest przez cały czas bardzo grzeczny i przyjacielsko nastawiony do Justyny, cieszy się, że może ją gościć pod swym dachem. Po wieczerzy opowiada jej historię swej miłości do Marty. Mimo, że darzyła go ona uczuciem, jego oświadczyny zostały odrzucone. Po tym fakcie Anzelm ciężko zachorował i przez dziewięć lat męczyła go choroba nerwów. Gospodarstwo wtedy podupadło, a mały Janek wychowywał się prawie bez opieki. Po częściowym wyzdrowieniu Anzelm zajął się gospodarstwem, założył także obok domu piękny sad. Dzięki pracowitości i zapobiegliwości Janka, Anzelma i Antolki ich zagroda stalą się jedną z najpiękniejszych w zaścianku.

Wieczorem do domu Bohatyrowiczów przychodzi Jadwiga Domuntówna ze swoim dziadkiem, starym Jakubem. Opowiada on historię o swym bracie Franciszku, który walczył w armii Napoleona w Rosji. Pewnego dnia, podczas srogiej zimy 1812 roku, będąc z oddziałem w swych rodzinnych okolicach, zapragnął odwiedzić bliskich. W czasie śnieżnej zadymki zamarzł w nocy i znaleziono go o kilkadziesiąt metrów od rodzinnej chaty. Podczas wizyty Jadwiga nie może się powstrzymać od okazywania Jankowi swej zazdrości.

Późnym wieczorem Justyna wraca do Korczyna. Od Marty dowiaduje się, że przyjechał do niej w konkury pan Różyc. Zapytana o przyczyny rozstania z Anzelmem Marta opowiada, że przede wszystkim bała się ciężkiej pracy w polu i gospodarstwie, a także wstydu, który przeżywała, gdy dwór wyśmiewał się z jej „chłopskiego amanta”. Jednakże żałuje teraz swej decyzji - zraniła człowieka, którego kochała, praca jej i tak nie ominęła, a za mąż nie wyszła już nigdy.

Tom III

Rozdział I

Pani Andrzejowa Korczyńska po śmierci męża zamieszkała wraz z synem w swym posagowym majątku - w Osowcach. Tam w cieplarnianej atmosferze, opływając w dostatki, wychowywał się Zygmunt - przekonany od dzieciństwa o swym talencie malarskim oraz o tym, że jest przeznaczony do zadań i idei wyższych. W rezultacie stał się egoistą, który nie potrafi kochać nikogo prócz siebie. Znudziła mu się po dwóch latach małżeństwa jego młodziutka żona Klotylda, zaniedbał malowanie i chciał szukać nowych wrażeń w romansie z Justyną. Mimo protestów zazdrosnej żony jedzie do Korczyna, aby się z nią zobaczyć. Zrozpaczona Klotylda skarży się pani Andrzejowej, a ta postanawia poważnie porozmawiać z synem.

Rozdział II

Justyna z Witoldem wracają do Korczyna z Bohatyrowicz, gdzie są teraz częstymi gośćmi. Justyna pomaga tam przy pracach żniwnych, ale nie czuje się zmęczona, jest szczęśliwa i zadowolona, że ma wreszcie jakieś zajęcie. Przy dworze słychać łajanie Benedykta, który karci parobka za zepsucie żniwiarki. Witold zobowiązuje się naprawić maszynę i wyjaśnia chłopu jej działanie. Benedyktowi jest jednak coraz trudniej znaleźć wspólny język z synem - zarzuca mu zbytni idealizm, brak przywiązania do ojca. Witolda bardzo bolą te oskarżenia.

Przy obiedzie Kirło wychwala pod niebiosa zalety Różyca i jego (mocno już okrojoną) fortunę. Wszyscy (z wyjątkiem Benedykta i Witolda) uważają, że dla Justyny ogromnym szczęściem byłoby małżeństwo z Różycem. Do dworu przybywa Elżunia Bohatyrowiczówna i zaprasza Justynę do swej chaty. Prosi ją, aby została pierwszą druhną na jej weselu razem z Kazimierzem Jaśmontem. W chacie Fabiana Justyna poznaje narzeczonego Elżusi - Franciszka Jaśmonta oraz ojczyma Janka - Starzyńskiego. Witold prosi matkę o pozwolenie, aby Leonia mogła iść z nim na wesele Elżusi. Słysząc jego prośbę, pani Emilia dostaje kolejnego ataku swojej nerwowej choroby.

Benedykt wygrywa proces z Bohatyrowiczami i każe swemu adwokatowi wyegzekwować od nich 1000 rubli. Do Korczyna przyjeżdża Zygmunt i otwarcie proponuje Justynie, aby została jego kochanką. Justyna ze wstrętem odmawia. Zygmunt wraca do Osowiec i namawia matkę, aby sprzedała majątek i podróżowała z nim po świecie. Pani Andrzej owa jest przerażona egoizmem syna, który lud miejscowy nazywa bydłem, a o swym nieżyjącym ojcu mówi, z pogardą jako o „szkodliwym szaleńcu”.

Rozdział III

Na wesele Elżuni zjeżdżają do Bohatyrowicz zaproszeni goście z całej okolicy, wielu z nich to znaczniejsi gospodarze. Wszyscy są ubrani odświętnie i strojnie. Z Korczyna na wesele przychodzą: Justyna, Witold, Leonia, Marynia Kirlanka oraz Marta, która pierwszy raz po 23 latach spotyka się z Anzelmem. Gdy rozpoczynają się weselne uroczystości, pierwszy drużba, Kazimierz Jaśmont, wygłasza piękną orację do młodej pary. Młodzi z asystą weselną jadą bryczką do kościoła. Po ich powrocie rozpoczyna się huczne wesele z tańcami. Tylko Janek Bohatyrowicz jest markotny, nie tańczy i nie weseli się. Wreszcie decyduje się wyznać Justynie swe uczucie. Późnym wieczorem wszyscy wypływają czółnami na Niemen. Tylko Anzelm i Marta pozostają przed chatą i wspominają swą młodość. Gospodarze proszą Witolda o wstawiennictwo u ojca w związku z przegranym przez zaścianek procesem.

Rozdział IV

Witold przeprowadza z ojcem bardzo poważną rozmowę. Benedykt bardzo szczerze mówi o swych przeżyciach sprzed lat, marzeniach i uczuciach z okresu powstania, których jednak z biegiem czasu był zmuszony się wyrzec. Odpiera też liczne zarzuty, które kieruje ku niemu Witold. Ta pierwsza od wielu lat szczera rozmowa pozwala obydwu - i ojcu, i synowi poznać się na nowo i znaleźć wspólne cele i marzenia. Witold tłumaczy ojcu, że powinien współpracować z zaściankiem, troszczyć się o jego mieszkańców, oświecać ich i kierować nimi. Oni też tego oczekują, a współpraca może przynieść obopólną korzyść. Benedykt postanawia darować Bohatyrowiczom karę wymierzoną przez sąd.

Następnego dnia Elżunia wraz z całą wyprawą zostaje odprowadzona przez orszak weselny do domu męża. Jadwiga Domuntówna przeprasza Janka za okazywaną mu zazdrość - oboje pozostają przyjaciółmi. Justyna przyjmuje oświadczyny Janka i postanawia po zaślubieniu go przenieść się do jego domu.

Rozdział V

Następnego dnia do dworu przyjeżdża Kirło wraz z żoną, aby przekazać Justynie oświadczyny Teofila Różyca. Różyc przyznaje się, że jest morfinistą, jednak przy pannie Orzelskiej pragnie zmienić swe życie. Justyna odrzuca te oświadczyny i zawiadamia wszystkich, że właśnie wczoraj zaręczyła się z Janem Bohatyrowiczem. Emilia Korczyńska mdleje zgorszona, Witold jest uradowany, Benedykt zaskoczony, Marta wzruszona. Powieść kończy się symboliczną sceną, w której Justyna razem z Benedyktem udają się do zagrody Jana Bohatyrowicza.

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.