W serwisach streamingowych i kinach dużą popularnością cieszą się filmy akcji, seriale oparte na wojnach gangów i seryjnych mordercach. Większość ludzi nie płacze oglądając „Dextera” czy „Narcos”. Przecież to tylko fikcja. „Marley i ja” to też fikcja, a prawdopodobieństwo, że uronili kilka łez, jest znacznie większe.
Co drugi Polak posiada zwierzaka, a według szacunków Euromonitora, liczba zwierząt domowych w Polsce sięga aż 21 mln. Największą sympatią darzymy psy i koty, które coraz częściej traktowane są jak członkowie rodziny. Niektórzy ludzie czują silniejsze emocje związane ze śmiercią zwierząt niż ludzi? Dlaczego nie płaczą, kiedy w filmie umiera główny bohater, ale gdy ginie pies, nie są w stanie powstrzymać łez? Dlaczego rezygnują z jedzenia mięsa, bo przeszkadza im cierpienie zwierząt, ale nie przejmują się niewolniczą pracą szwaczek w Indiach lub dzieci w chińskich fabrykach swoich błyszczących smartfonów?
Badania dotyczące empatii
W 2014 roku w Arizonie pies rasy pitbull zaatakował czteroletniego chłopca. Obrażenia były na tyle duże, że chłopiec potrzebował poważnej operacji. Sąd skazał właściciela psa za ten czyn, nakazując uśpienie czworonoga. Po tym wydarzeniu mieszkańcy podzielili się na dwie grupy – tych, którzy wspierali chłopca, i tych, którzy domagali się odwołania wyroku dla psa. Grupa zwolenników chłopca liczyła 500 osób, a psa… ponad 40 tys.!
Według Hal Herzog, profesor psychologii z Western Carolina University, ludzie bardziej emocjonalnie reagują na medialne doniesienia o krzywdzie zwierząt niż ludzi. To sprawia, że gazety piszą więcej o krzywdzie tych pierwszych – aby zaspokoić potrzeby czytelników. Sęk w tym, że przez to reagują na takie doniesienia coraz bardziej emocjonalnie.
Wydarzenie z Arizony było inspiracją do zorganizowania badań, które zostały przeprowadzone na grupie 256 studentów na Northeastern University Boston i University of Colorado Boulder. Dwóch socjologów sprawdziło hipotezę, że „ludzie są bardziej zdenerwowani wiadomościami o znęcaniu się nad zwierzętami niż atakami skierowanymi przeciwko ludziom”. Arnold Arluke, autorytet w dziedzinie relacji między ludźmi i zwierzętami oraz profesor kryminologii, polecili studentom przeczytanie fałszywych wiadomości o fali przestępczości w Bostonie.
Uczestnicy badania zostali podzieleni na cztery grupy. Wszyscy przeczytali informacje o brutalnym pobiciu kijem bejsbolowym, jednak w każdej grupie ofiara pobicia była inna: dorosły człowiek, roczne niemowlę, pies lub szczeniak. Następnie studenci wypełniali ankietę, w której oceniali poziom swojej empatii do ofiary. Wyniki jednoznacznie pokazały, że szczeniak, pies i dziecko wywołują w nas podobne pokłady empatii, natomiast dorosły – znacznie mniejsze.
Prof. Levin podsumował badanie w następujący sposób: „Byliśmy zaskoczeni interakcją wieku i gatunku. Wydaje się, że wiek dominuje nad gatunkami, jeśli chodzi o powody wzbudzania empatii. Ponadto wydaje się, że dorośli ludzie są postrzegani jako zdolni do ochrony siebie, podczas gdy dorosłe psy są po prostu postrzegane jako większe szczenięta ”.
Wydaje się, że ludzie reagują na psy (czy uogólniając domowe zwierzaki) w taki sam sposób, jak na ludzkie dzieci. Tę hipotezę potwierdzają wcześniejsze badania Massachusetts General Hospital, podczas których kobiety były poddawane skanom rezonansu magnetycznego pracy mózgu, gdy oglądały zdjęcia swoich własnych dzieci, innych dzieci, własnego psa lub nieznanego psa. W badaniach stwierdzono, że mózgi matek reagowały w podobny sposób zarówno na psy, jak i dzieci. Naukowcy doszli do wniosku, że badane nie postrzegały swoich psów jako zwierząt, ale raczej jako „futrzane niemowlęta” lub członków rodziny. To wyraźnie potwierdza tezę, że jeśli chodzi o nasz mózg, psy i dzieci są traktowane podobnie.
Innymi słowy, jesteśmy bardziej skłonni odczuwać empatię dla ofiary, jeśli uznamy ją za bezradną i niezdolną do samodzielnego dbania o siebie.
Czy życie psa jest więcej warte niż ludzkie?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się bezdyskusyjna – życie ludzkie ma większą wartość i znaczenie niż życie zwierzęcia. Jednak jest tak oczywista tylko wtedy, gdy myślimy racjonalnie i w oparciu o przyswojone zasady moralne. W oderwaniu od sytuacji, w której faktycznie zagrożone jest życie bliskiego nam zwierzęcia.
Psychologowie jednak wiedzą, że ludzie często dokonują nieracjonalnych wyborów na podstawie przeżywanych emocji. Twierdzą, że decyzje są kontrolowane przez dwa oddzielne systemy neurologiczne. Jeden, który nazywają „emocjonalnym systemem gorącym”, i drugi - „racjonalny system zimny”. Te dwa przeciwstawne systemy poznawcze zostały wyodrębnione i opisane przez psychologa Waltera Mischela. Uważa się, że „gorący system” jest starszy pod względem ewolucyjnym, a badania skanów mózgu pokazują, że obejmuje on wiele prymitywnych ośrodków w mózgu. Logiczny, racjonalny system, dzięki któremu ludzie są zdolni do abstrakcyjnego rozumowania, znajduje się w ewolucyjnie nowszych ośrodkach. Skany mózgu, takie jak rezonans magnetyczny, pokazują, że w obliczu osobistego dylematu moralnego większość czynności odbywa się w „gorącym” układzie emocjonalnym.
Filozofia eksperymentalna jest popularną dziedziną nauki wśród psychologów i naukowców, którzy badają zachowania moralne ludzi. Aby zrozumieć ich myślenie, badacze korzystają z dylematów moralnych, których używają do badania zachowań decyzyjnych. Korzystając z wymyślonych przez siebie scenariuszy, mogą sprawdzić, jak nasze relacje wpływają na ważne decyzje moralne.
Richard Topolski, Nicole Weaver, Zachary Martin i Jason McCoy z Georgia Regents University i Cape Fear Community College w Stanach Zjednoczonych postanowili wykorzystać zestaw dylematów moralnych, aby sprawdzić, jakie znaczenie ma dla nas nasz zwierzak (pies). Porównali także nasze podejście do zwierzęcia ze sposobem, w jaki traktujemy ludzi.
Badanie obejmowało 573 uczestników, w przedziale wiekowym od 18 do ponad 75 lat testowanych w grupach, indywidualnie i online. Każda osoba została poddana dylematowi, w którym dwa życia (jednego człowieka i jednego zwierzęcia) zostały narażone na bezpośrednie niebezpieczeństwo w sytuacji, w której można uratować tylko jedno.
Jeden z przedstawionych scenariuszy przebiegał tak: „Autobus jedzie ruchliwą ulicą. Twój pupil wybiega przed autobus. Niestety w tym samym czasie na ulicę wychodzi także nieuważny turysta. Ani twój zwierzak, ani turysta z zagranicy nie mają wystarczająco dużo czasu, aby zejść z drogi autobusu. Biorąc pod uwagę prędkość autobusu, jest jasne, że zabije tego, w kogo uderzy. Masz tylko czas, aby uratować twojego pupila lub turystę. Kogo byś uratował?”.
Wartość takiego teoretycznego scenariusza polega na tym, że postać człowieka można łatwo podmienić: z obcego turysty w osobę z rodzinnego miasta, dalekiego kuzyna, najlepszego przyjaciela, dziadka lub rodzeństwo. Co więcej, stosunek badanego do zwierzęcia można sprawdzać, zmieniając relację pomiędzy nimi - bycia ukochanym pupilem badanej osoby, zwierzakiem kogoś innego lub zupełnie obcym psem czy kotem.
Niektóre wyniki tego badania są dość zaskakujące. Jeśli chodzi o ratowanie zagranicznego turysty versus ratowanie własnego zwierzaka, zadziwiająco duży odsetek osób biorących udział w badaniu (40 proc.) wybiera zwierzaka, a nieznajomy z rodzinnego miasta nie radzi sobie dużo lepiej (37 proc. wybiera życie zwierzęcia). Jeśli jednak zwierzę jest czyimś zwierzakiem, tylko 12 proc. decyduje się je uratować. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy zagrożona osoba jest bliskim przyjacielem lub członkiem rodziny. Tutaj tylko nieco ponad 2 proc. ludzi decyduje się na uratowanie zwierzęcia zamiast człowieka.
Badani, zapytani o powody swoich wyborów, gdy decydowali się na uratowanie zwierzęcia, mówili: „kocham swojego zwierzaka” lub „moje zwierzę jest częścią mojej rodziny”. Ich decyzja wyraźnie była związana z systemem emocjonalnym. Kiedy wybór miał na celu uratowanie osoby, powodem zwykle był racjonalny system - uzasadnienie oparte na religii czy poczuciu winy. Badani mówili: „życie ludzkie jest warte więcej niż zwierzę”, „ludzie mają dusze” lub „nienawidzę myśli, co ludzie powiedzieliby, gdybym nie zdołał ocalić tej osoby”.
Najsłabsi z nas
Empatia, czyli zdolność do współodczuwania to bardzo złożona emocja. Z powodu ciągłych medialnych przekazów o przemocy, chorobie, śmierci i rozpaczy, jesteśmy coraz bardziej znieczuleni na cierpienie innych ludzi. Dlaczego więc tak łatwo jest wzbudzić współczucie dla cierpiących zwierząt?
Nasze przywiązanie do zwierząt można porównać do uczucia, jakim darzymy dzieci. Opiekujemy się nimi i pragniemy im pomóc, ponieważ nie są w stanie zrobić tego samodzielnie. Natomiast dorosłych ludzi postrzegamy zupełnie inaczej – znaczniej łatwiej bronić im swoich praw lub ochronić się przed niebezpieczeństwem. Nie dotyczy to jednak dzieci i udomowionych zwierząt, które są całkowicie zdane na łaskę innych, jeśli chodzi o schronienie, pożywienie i ochronę.
Tak więc w rzeczywistości nasza zwiększona empatia dla psów i kotów nie ma nic wspólnego z upodobaniem do określonego gatunku, a z naszym wrodzonym ludzkim pragnieniem ochrony i wychowania niewinnych i bezbronnych.
***
Ten artykuł powstał w ramach naszej najnowszej kampanii pod hasłem „Interia – portal, który towarzyszy mi każdego dnia”. Więcej ciekawych treści znajdziesz tutaj.