Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Ferdydurke (W. Gombrowicz)

Streszczenie

Rozdział I. Porwanie

We wtorek Józef budzi się wcześnie rano z nękającym go „lękiem nieistnienia” i poczuciem „nierzeczywistości”. Nie może otrząsnąć się z koszmaru, jaki go męczył: śniło mu się, że jedne części jego ciała naśmiewały się z drugich, gdyż należały one niejako do dwóch osób - do chłopca, jakim był mając lat piętnaście i do dorosłego mężczyzny, którym jest obecnie. Sen wyraża prawdziwy problem Józefa - wewnętrzną sprzeczność między „siedzącym w nim” małym chłopcem, a dojrzałym, dorosłym mężczyzną. Przywykł do napomnień ciotek, które wyrzucały mu niedojrzałość i sugerowały konieczność zajęcia określonej roli w społeczeństwie. On jednak nie potrafił wejść w dorosłe życie. Aby spełnić oczekiwania ciotek, napisał książkę, ale ona tylko uwypukliła jego niedojrzałość. Nadał jej zresztą znamienny tytuł - Pamiętnik z okresu dojrzewania.

Po analizie otaczającego świata Józef dochodzi do wniosku, że otaczają go „półinteligenci”. Aby uniknąć ich krytyki, zbliża się do niższych warstw, czym poświadcza swoją niedojrzałość. Ta znów jest mu wytykana przez tych, którzy uwa-żają się za prawdziwie dojrzałych. Józefa martwi to, że nie może pisać o sprawach podniosłych i wielkich, musi zajmować się niskimi. Rozmyśla nad tym, jak zerwać z własną niedojrzałością i wyzwolić w sobie dojrzałość, gdy przed nim pojawia się zjawa - postać identyczna z nim samym. Nie podoba się to Józefowi, więc przegania ją. On poszukuje dla siebie innej formy istnienia. W tym momencie zjawia się w pokoju Pimko. Ujrzawszy rozpoczęty rękopis nowej książki bohatera, zaczyna go czytać. Jego ostra krytyka wywołuje w Józefie chęć obrony, jednak - traktowany w sposób belferski przez Pimkę - czuje się jakby ubezwłasnowolniony i nie potrafi mu się sprzeciwić. Belfer postanawia oddać Józia do szóstej klasy w szkole pana Piórkowskiego. Udają się do tejże szkoły. W drodze Pimko odpiera atak małego pieska, który zdążył mu jednak nadszarpnąć nogawkę spodni.

Rozdział II. Uwięzienie i dalsze zdrabnianie

Pimko trafia ze swym „więźniem” akurat na długą przerwę. Uczniowie znajdują się na placu przed szkołą, a zza ogrodzenia obserwują ich matki i ciotki. Józio przysłuchuje się dziwnemu językowi, jakim posługują się chłopcy, w którym archaizmy rodem z XVII wieku (np. białogłowa) przeplatają się ze słowami polskimi o łacińskich końcówkach (np. kolegus). Tymczasem Pimko opowiada belfrowi pilnującemu uczniów o sposobie zwiększenia „poziomu naiwności wśród młodzieży” - należy dać im do zrozumienia, że nie wierzy się, aby oni mogli w jakikolwiek sposób naruszyć dobre obyczaje i zachowywać się niegrzecznie. Metoda okazuje się skuteczna. Jedynie Józio zna plany Pimki i dlatego zwraca kolegom uwagę, że swoim buntem przeciw „upupieniu” (wyrażanym przez używanie wulgaryzmów) w gruncie rzeczy pogłębiają swą naiwność. Nikt go nie słucha. Jedynie Syfon otwarcie przyznaje się do „nieuświadomienia” i broni pojęcia niewinności. Jego słowa zostają skrytykowane przez Miętusa i jego zwolenników. W bójce, jaka się wywiązuje, początkowo przewagę ma stronnictwo Miętusa, ale po zaintonowaniu przez Syfona Marsza Sokołów zwyciężają zwolennicy Syfona. Jego pieśń porywa większość chłopców. Ugrupowanie Miętusa postanawia jednak uświadomić Syfona.

Na lekcji języka polskiego nauczyciel Bladaczka zaczyna odpytywać z zadanej lekcji, ale umie tylko Syfon, który deklaruje, że będzie odpowiadać jedynie przed przebywającym właśnie w szkole wizytatorem. Nauczyciel próbuje złamać opór uczniów, a gdy mu się to nie udaje, topornie wykłada im, że powinni zachwycać się twórczością Słowackiego, bo „wielkim poetą był”. Klasa staje o krok od „niemożności”, gdy uczeń Gałkiewicz uparcie twierdzi, że z poezji Słowackiego rozumie niewiele. Nauczyciel wzywa Syfona, aby szybko udowodnił wielkość poety. Ten płynnie wyrzuca z siebie informacje. Po kwadransie Gałkiewicz przekonuje się do wieszcza, ale reszta klasy się nudzi. Józio walczy z chęcią ucieczki ze szkoły, ale „niemożność”, która go opanowała, nie pozwala mu ruszyć się z miejsca. Spostrzega, że koledzy założyli maskę, która uniemożliwia im ucieczkę ze szkoły. To sztuczna forma, która jednak tak bardzo złączyła się z ich osobowością, że gdyby chcieli uciec ze szkoły, musieliby uciekać przed samymi sobą. A to jest niemożliwe.

Rozdział III. Przyłapanie i dalsze miętoszenie

Po wyjściu nauczyciela na przerwę chłopcy żywiołowo dyskutują o niewinności. Józio patrzy na nich krytycznie i stwierdza, że ich świat jest sztucznym światem stworzonym przez szkolę. Żyjąc według tych reguł zaczynają sztucznie się zachowywać i myśleć. Spostrzega także przygotowania Miętusa i Myzdrala do „gwałtu” na Syfonie. Chce temu zapobiec, więc próbuje w tajemnicy porozumieć się z Kopyrdą, ale ten nie okazuje żadnego zainteresowania. Zabiegi Józia dostrzega za to Miętus. Niezadowolenie jego maleje, gdy Józio rozwija przed nim plan wspólnej ucieczki uwieńczonej swobodną egzystencją pośród parobków. Ta wizja wyzwala w Miętusie zwykłego, pozbawionego cech buntownika, chłopca. Tę zmianę zauważa Syfon i oskarża go o zdradę ideałów. Wobec powyższego Miętus wyzywa oskarżyciela na pojedynek na miny, w którym superarbitrem ma być Józio, a każdy z „walczących” może wybrać sobie dwóch sekundantów.

Zaczyna się lekcja łaciny. Nauczyciel łaciny przepytuje uczniów tłumaczenia fragmentu pamiętników Juliusza Cezara. Ponownie okazuje się, że oprócz Syfona, nikt nie umie. Jest to dla nauczyciela niepojęte, podobnie jak oświadczenie Gałkiewicza o niemożności dostrzeżenia jakichkolwiek wartości w tekstach starożytnych. Potoczysta recytacja wywołanego do odpowiedzi Syfona łagodzi konflikt. Zaraz po opuszczeniu klasy przez nauczyciela rozpoczyna się zapowiadany wcześniej pojedynek. Syfonowi nie udaje się z niego wycofać, bo Pyzo przypomina mu o wyznawanych zasadach, które będą pomocne w walce z nie posiadającym żadnych zasad przeciwnikiem. Rolą Syfona jest prezentować miny „budujące i piękne” natomiast Miętus ma pokazywać miny „burzące i szpetne”. Syfon przybiera dostojną pozę z palcem skierowanym w niebo. Stojący naprzeciw niego Miętus wszelkim sposobami chce wytrącić kolegę z równowagi, ale jego parodie na nic się nie zdają. Syfon pozostaje niewzruszony. W pewnym momencie Miętus rzuca się na przeciwnika, przewraca go i zaczyna szeptem „uświadamiać”. Ten, chcąc się uwolnić, wije się na wszystkie strony i krzyczy, aby zagłuszyć głos Miętusa. Porządek w klasie przywraca pojawienie się Pimki.

Rozdział IV. Przedmowa do „Filidora dzieckiem podszytego”

Bohater wyjaśnia czytelnikowi swój zamiar włączenia w utwór dygresji, które tylko pozornie nie mają związku z treścią główną. Broni prawa autora do takich wtrąceń. Zarzuca też nieprzychylnie patrzącym na takie zabiegi krytykom, że ich uwagi na temat złej konstrukcji utworu nic nie obchodzą odbiorców. Ci czytają książkę w przerwach pomiędzy innymi zajęciami i dlatego przyswajają sobie treść w sposób fragmentaryczny. W związku z tym dość luźna czy właśnie fragmentaryczna kompozycja nie stanowi niczego niewłaściwego. Ważny jest także problem formy, gdyż ona niejako narzuca pisarzowi następstwa. Z myśli będącej początkiem dzieła wypływa cała reszta i autor musi się temu podporządkować. Całość nie jest możliwa do schematycznego określenia, które może być jedynie uproszczeniem. Ton pierwszych słów determinuje brzmienie całego dzieła, które może mieć wydźwięk heroiczny, tragiczny lub komediowy. Ci z artystów, którzy kreują się na geniuszy i określają mianem „kapłanów sztuki”, nadużywają tych pojęć, bo często ich umiejętności nie są w stanie sprostać wygórowanym ambicjom, a wtedy mogą jedynie naśladować prawdziwych geniuszy. Niejednoznaczne są także mechanizmy tworzenia się opinii o artyzmie dzieła i twórcy. Zdarza się bowiem, że podczas zbiorowego odbioru dzieła sztuki udawanie zachwytu i uniesienia wpływa na innych i każe im w podobny sposób wyrażać swoje odczucia, niezależnie od tego, czy są one autentyczne.

Sztuka „polega na doskonaleniu formy”, ale nie opiera się na „stwarzaniu dziel doskonałych”, gdyż forma towarzyszy ludziom zawsze i wszędzie. Jest nie tylko przez nich stwarzana, ale oddziałuje na nich także z zewnątrz i zmusza do przybierania różnych postać, które nie zawsze wyrażają ich wnętrze. Zadanie artystów polega na przezwyciężaniu formy, wyzbyciu się owej pozornej „dojrzałości”, bo stanowi ona pewną sztywność poglądów i przekonań, a tak niezmienność kłóci się z wątpliwościami, jakich nie jest pozbawiony żaden człowiek.

Rozdział V. „Filidor dzieckiem podszyty”

W hotelu „Bristol” w Warszawie spotyka się dwóch naukowców: „dr prof. Syntologii uniwersytetu w Leydzie, wyższy synteta Filidor, rodem z południowych okolic Annamu” i anty-Filidor, prof. Dr Momsen, „znakomity Analityk”, którego „jedyną misją było ściganie i pognębienie znakomitego Filidora”. Specjalizujący się w rozkładzie osób na części anty-Filidor podróżował wraz z Florą Gente z Mesyny po Europie w ślad za Filidorem. Ten nie był gorszy i usilnie poszukiwał przeciwnika. Teraz właśnie obaj spotkali się w Warszawie. Świadkami tego spotkania byli tutejsi „asystenci, doktorowie Teofil Poklewski, Teodor Roklewski” oraz opowiadający tę historię Antoni Świstak.

Zaczęła się dyskusja, której cel stanowiło pokonanie przeciwnika. Próba synte-tycznego ujęcia kluski, a z drugiej strony starania o jej rozkład, kończą się klęską analityka. W odwecie dokonuje on analizy żony Filidora, którą trzeba odwieźć do szpitala. Jej stan wciąż się pogarsza. Następnego dnia realnie zagraża jej całkowity rozpad osobowości i poczucia jedności własnego ciała. Zaczynają się gorączkowe poszukiwania metody naukowej syntezy, by uratować panią Filidor. Z Moskwy sprowadzony zostaje najwybitniejszy współpracownik syntetyka, docent Łopatkin. Filidor dochodzi w końcu do wniosku, że pożądane rezultaty może przynieść spolicz-kowanie przeciwnika. Okazuje się to jednak niemożliwe, gdyż ten wytatuował sobie na policzkach różyczki i gołąbki. Syntetyk organizuje w barze (miejscu, gdzie odna-lazł anty-Filidora) naradę ze swoimi trzema asystentami i docentem Łopatkinem. Nie może sprawy zbagatelizować, bo pragnie uratować żonę. Przedstawia plan działania: trzeba sprowokować anty-Filidora aby uderzył w policzek Filidora. Prowadzić do tego będzie „zsyntetyzowanie” kochanki analityka, Flory Gente. Nie jest to jednak łatwe zadanie. Flora skutecznie przeciwstawia się zabiegom Filidora. Za odczytywanie utworów o miłości każe sobie płacić od pięciu do pięćdziesięciu złotych. Po pewnym czasie syntetyk wpada na pomysł, aby doprowadzić kobietę do syntezy pieniędzmi. Aby je uzyskać, Filidor sprzedaje dwie kamienice i swą willę. Otrzymane w ten sposób 850 000 złotych rozmienia na złotówki. Zaprasza anty-Filidora na spotkanie w restauracji „Alkazar”, gdzie wykłada przed Florą całą sumę na stół, wyciągając po złotówce. Ona nie jest w stanie objąć ilości części składających się na całość i zaczyna myśleć syntetycznie. Wzburzony analityk policzkuje Filidora. Wyzwanie na pojedynek zostaje rzucone.

Na sekundantów syntetyk powołuje docenta Łopatkina i narratora, Antoniego Świstaka, a analityk - doktora Roklewskiego oraz doktora Poklewskiego. Do walki dochodzi we wtorek o siódmej rano. Filidor nie niepokoi się ani trochę, gdyż „nie idzie o śmierć samą, lecz o jakość śmierci, a jakość śmierci będzie syntetyczna”. Każdy ruch strzelających z pistoletów profesorów podporządkowany jest prawu symetrii - anty-Filidor powtarza dokładnie zachowanie Filidora. Ten nie trafia w pierwszym strzale, choć celował w serce przeciwnika. Anty-Filidor także chybił, ale odstrzeliwuje pani Filidor (która zgodnie z oczekiwaniami męża powróciła do zdrowia) mały palec. Ulegając zasadzie symetrii syntetyk również trafia w mały palec Flory. Rozpoczyna się systematyczne pozbawianie pań kolejnych części ciała. Ostatnimi nabojami mężczyźnie przebijają im prawe płuca. Gdy kobiety padają martwe, profesorowie rozchodzą się w różne strony i, zdziecinniawszy, wędrują po świecie. Najbardziej cieszy ich teraz gonitwa za balonikiem po polach i lasach oraz obserwowanie, kiedy pęknie on z trzaskiem.

Rozdział VI. Uwiedzenie i dalsze zapędzanie w młodość

Kiedy Miętus „uświadamia” na siłę Syfona, do klasy wchodzi Pimko. Przekonuje uczniów, jakby nie dostrzegając zamieszania, że grzecznie bawią się piłką. Zabiera Józia i prowadzi do domu Młodziaków, którzy mają nauczyć go „naturalności”. Duży udział w tej edukacji ma mieć córka gospodarzy, „nowoczesna pensjonarka”. To ona właśnie otwiera im drzwi i oznajmia, że matki nie ma, ale zaraz wróci. W czasie oczekiwania na panią Młodziakową Pimko próbuje zagaić rozmowę z Zutą, ale ona nie zwraca na gości najmniejszej uwagi. Belfer postanawia dać jej do zrozumienia, że zachowuje się niegrzecznie, więc zaczyna podśpiewywać jakąś arię. Po powrocie pani Młodziakowej zaczyna się rozmowa, w której Pimko przedstawia chłopca jako młodzieńca staroświeckiego, który dodatkowo kreuje się na dorosłego. Gospodyni zapewnia, że zrobi wszystko, by oduczyć go przybierania póz. Józio tymczasem czuje się coraz bardziej osaczony przez słowa belfra i, udając, że ich nie słyszy, pogrąży się w sztuczność i udawanie, choć ma świadomość intryg nauczyciela. Nagle Modziakówna kopie chłopca w nogę. Pimko krytykuje „dzikość, śmiałość, tupet powojennego rozpasanego pokolenia”. Pani Młodziakowa postrzega to jednak inaczej - młodzi żyją według zasad właściwych nowym czasom. Po odejściu Pimki Józio zostaje zaprowadzony do swego nowego pokoju, który jest nieprzytulny, ale za to „nowoczesny” i znajduje się obok hallu, będącego pokojem córki gospodarzy.

Rozdział VII. Miłość

Józio nie jest zadowolony z opinii, jaką wyrobił mu Pimko i próbuje przekonać dziewczynę do siebie. Chce okazać się „nowoczesny”. Kiedy do Młodziakówny telefonuje koleżanka, chłopiec wchodzi do przedpokoju, gdzie znajduje się telefon i cierpliwie czeka, aż rozmowa się zakończy. Nie zyskuje jednak akceptacji dziewczyny, która tylko na chwilę przerywa dialog. Skonsternowany Józio odchodzi, ale po chwili podejmuje kolejną próbę. Podchodzi do czyszczącej buty panny i zatrzymuje się bez słowa. Młodziakówna w chwili zaskoczenia jest bliska okazania mu sympatii, ale opanowuje się i obojętnie pyta, w czym może mu pomóc. To zawraca Józia do jego pokoju. Ponownie wraca jednak do hallu, postanowiwszy za wszelką cenę udowodnić dziewczynie, że nie jest sztucznym pozorem. Na zarzuty Młodziakówny dotyczące jego złego wychowania odpowiada posuwaniem się krok w krok za nią. Przestraszona dziewczyna cofa się. Niespodziewanie do pokoju wchodzi Miętus. Przyszedł zobaczyć nowe mieszkanie kolegi. Zaraz po wejściu do domu usiłował dopuścić się na służącej gwałtu (minami, które pozostały mu po pojedynku z Syfonem). Spojrzawszy na Józia od razu zauważa jego nową „gębę”. Ten zwierza się z miłości do pensjonarki oraz wyjawia swój prawdziwy wiek. Ale Miętus nie wierzy, że Józio ma trzydzieści lat. Ostudza ponadto zapały kolegi informując go, że za pensjonarką chodzi już Kopyrda. Przed wyjściem Miętus próbuje zajrzeć do kuchni, aby spotkać jeszcze raz służącą. Zafascynowała go ona głównie tym, że wywodzi się „z ludu”.

Rozdział VIII. Kompot

Józio pogrążyć się w szkolnych obowiązkach. Po zajęciach wracał do Młodziaków na obiad. Monotonia nie martwi go jednak, gdyż doszedł do wniosku, że łatwiej zbliży się do córki gospodarzy, kiedy będzie uczniem. Jego pilność dostrzegli nauczyciele i polubili go. Chcąc zorientować się w stosunkach łączących Kopyrdę z pensjonarką próbuje nawiązać z nim kontakt. Ale Kopyrda wyraźnie go lekceważy.

Syfon, nie mogąc otrząsnąć się z „uświadomienia” go przez Miętusa, wiesza się. Jedynie to zdarzenie przerywa na krótko szarzyznę życia Józia. Aż do pewnego obiadu, w czasie którego chłopiec zyskuje przewagę nad Młodziakówną. Początkowo nic tego nie zapowiada. Pani domu, jak zwykle, popisuje się swą „nowoczesnością”. Z lubością porównuje swoje liberalne poglądy do „staromodnych” przekonań lokatora. W rozmowie o chłopcu, który odprowadzał często córkę, posuwa się do namawiania jej na romans z nim, a nawet na urodzenie przez nią nieślubnego dziecka. Taki jest przecież styl życia nowoczesnej młodzieży amerykańskiej. Pan inżynier zgadza się ze wszystkim, co mówi żona. W pewnym momencie Józio wtrąca słówko „mamusia”, co tak wytrąca pana domu z równowagi, że nie może opanować chichotu. Pani i panna czują się dotknięte. Młodziakowa dostrzega niebezpieczeństwo wpływu chłopca na córkę i to ją niepokoi. Józio natomiast zyskuje pewność siebie i wiarę, że potrafi skutecznie oprzeć się „upupianiu” przez gospodarzy i Pimkę oraz zaatakować „nowoczesność” pensjonarki.

Rozdział IX. Podglądanie i dalsze zapuszczanie się w nowoczesność

Bohater zastanawia się, jak naruszyć nowoczesny styl Młodziakówny. Wpada na pomysł, aby dokonać tego podglądając pannę przez dziurkę od klucza. Przed przystąpieniem do działania wychodzi na ulicę i daje siedzącemu tam żebrakowi 50 groszy w zamian za to, że będzie on do wieczora trzymał w ustach gałązkę zerwaną z drzewa. Wraca do pokoju i zabiera się do podglądania. Stara się wypatrzyć coś, co nie pasuje do jej „nowoczesności”. Dziewczyna odrabia lekcje udając, że nie wie, iż jest obserwowana. Jej spokój narusza jednak odgłos przełknięcia śliny, który dochodzi do niej z sąsiedniego pomieszczenia. Głośnym pociągnięciem nosem okazuje swą obojętność względem podglądacza. Chłopiec przedrzeźnia ją zza drzwi. Do pokoju wkracza pani Młodziakowa. Widziała, jak Józio rozmawiał z żebrakiem i podejrzewa, że może to w jakiś sposób ograniczyć niezależność i postępowość jej córki. Józio nie przyznaje się do niczego, natomiast pensjonarka wykorzystuje sytuację i wychodzi do miasta. Wkrótce wychodzi również gospodyni.

Józio jest sam w domu. Zwiedza sypialnię Młodziaków. Aby naruszyć nowoczesność tego miejsca, odprawia taniec dookoła mebli, po czym udaje się do hallu. Zauważa leżący w pantoflu goździk. Dorzuca do niego muchę bez skrzydeł i nóżek. Znajduje listy Młodziakówny i zaczyna je z zainteresowaniem przeglądać. Czyta pokaźną korespondencję od uczniów, studentów, ale też dorosłych mężczyzn, którzy kokietują adresatkę swą rzekomą „chłopięcością”. Jest tu także list od Kopyrdy. Bez żenady proponuje on dziewczynie schadzkę w niedwuznacznym celu. Interesujący wydaje się też list Pimki, w którym nauczyciel okazuje swą dezaprobatę dla śmiało przez nią wyrażanej niewiedzy dotyczącej Norwida i w związku z tym wzywa ją na najbliższy piątek do siebie, w celu uzupełnienia niewybaczalnych luk w wykształceniu. Bohater wyłapuje intrygę belfra, który nie potrafi w inny sposób zbliżyć się do panny. Postanawia ośmieszyć Pimkę oraz Kopyrdę. Imitując pismo pensjonarki pisze do wyżej wymienionych takie same liściki: „Jutro, w czwartek, o 12-ej w nocy zastukaj do okna z werandy, wpuszczę. Z.”.

Rozdział X. Hulajnoga i nowe przyłapanie

Następnego dnia rano Józio kręci się w okolicy łazienki. Ma zamiar obserwować domowników podczas porannej toalety. Pani domu wychodzi z ubikacji „dumniejsza niż weszła”. Gospodarz natomiast zachowuje się prostacko. Chcąc dostać się już do łazienki gwałtowanie popędza małżonkę. Wreszcie pojawia się panna Młodziakówna. Bierze zimny prysznic, który szybko zmywa z niej nocne „rozmamłanie”. A Józio miał zamiar dobrze mu się przyjrzeć, aby tą metodą wyzwolić się „spod magii pensjonarskiej”. Pozostaje mu czekać na nocną wizytę adoratorów dziewczyny. Przed północą wszyscy są w swoich pokojach. Punktualnie o wyznaczonej porze do okna panny puka Kopyrda. Po chwili zostaje wpuszczony do środka przez Młodziakównę, która nie okazuje żadnego zdziwienia. Zaczynają się namiętnie całować. Ledwie zdążyli upaść na łóżko, gdy rozlega się stukanie w szybę. Do pokoju wchodzi Pimko. Kiedy po chwili spostrzega w ciemności stojącego w kącie Kopyrdę, Józio alarmem o złodziejach sprowadza Młodziaków. Początkowo sądzą, że to jakiś wygłup chłopaka, ale ten podchodzi do pierwszej szafy, otwiera ją i ich oczom ukazuje się ukryty tam Kopyrda. Gospodarze nie są oburzeni. Nie są nawet niezadowoleni. Zaistniała sytuacja wydaje się im naturalna. Kiedy jednak Józio podchodzi do drugiej szafy, otwierają i ich oczom ukazuje się ukryty tam nauczyciel, nie wiedzą, jak zareagować. Tymczasem w oknie pojawia się żebrak, który zjawił się po obiecane mu przez Józia pieniądze. Pimko i Kopyrda próbują to wykorzystać i wymknąć się z domu, ale nie pozwala im na to inżynier. Indagowany przez niego belfer jąka się i niezdarnie tłumaczy swą obecność tutaj. Wykorzystuje podpowiedź Józia, jakoby zaszedł do tego ogrodu, gdyż poczuł nagłą potrzebę fizjologiczną, ale przy jej zaspakajaniu dostrzegła go panna. Aby zachować twarz, musi udawać, że przyszedł z wizytą. Wzburzony Młodziak policzkuje Pimkę, a ten wyzywa go na pojedynek. Kopyrda chce się ulotnić, ale gospodarz rzuca się na niego. Do bójki, jaka się wywiązuje, wciągnięci są wszyscy oprócz Józia. On jest zadowolony, gdyż - jak mniema - uwolnił się już od belfra i Młodziaków. Postanawia odejść. W kuchni spotyka Miętusa, który przyszedł na randkę z służącą. Józio chce być sam, ale kolega nie rezygnuje z towarzyszenia mu, a w pewnym momencie rzuca propozycję, by wyjechali na wieś, gdzie łatwo o parobka, z którym można się zaprzyjaźnić. Bohater wyraża zgodę.

Rozdział XI. Przedmowa do „Filiberta dzieckiem podszytego”

Narrator czuje potrzebę, niejako przymus, by umieścić w tym miejscu „Filidora dzieckiem podszytego” i przedmowę do niego. Uważa, że przyczyną wszystkich cierpień człowieka jest „męka złej formy”. Można ją określić grymasem, miną lub gębą. Charakteryzuje się ona ograniczającym jednostkę wpływem wyobrażenia, jakie o tejże jednostce ma inna jednostka. Ludzie pomniejszają swoje możliwości własnymi, często złudnymi wizjami i determinują się nawzajem. Narrator rozmyśla także nad tym, z czego powstał ten utwór. Między innymi ten problem stanowi treść następnego rozdziału i znajduje swoje rozwiązanie w jego „tajnej symbolice”.

Rozdział XII. „Filibert dzieckiem podszyty”

Na korcie paryskiego „Racing Klubu” trwa właśnie mecz tenisowy, w którym bierze udział światowy mistrz w tej dziedzinie, praprapraprawnuk miejscowego wieśniaka żyjącego pod koniec XVIII wieku. Jeden z kibiców, „pułkownik żuawów”, chcąc pochwalić się swą piękną narzeczoną, przestrzeliwuje z pistoletu odbitą piłkę tenisową. Gracze nie mogą kontynuować meczu, więc „rzucają się na siebie z pazurami”. Ubocznym efektem strzału pułkownika okazuje się przebicie szyi siedzącego po przeciwnej stronie przemysłowca. Jego wściekła żona wyładowuje swoją agresję policzkując sąsiada. W tym momencie ujawnia się w nim „utajona epilepsja” i dostaje ataku. Ogarnięty paniką mężczyzna obok niego wskakuje na plecy kobiecie siedzącej przed nim. Ta wybiega na kort niosąc go na grzbiecie. Jest coraz więcej podobnych par. „Kulturalniejsza” część widzów próbuje zatuszować skandal (z uwagi na zagranicznych gości) i oklaskuje „pokaz”. Mniej kulturalni przyjmują to za dobrą monetę i także wskakują na plecy swych kobiet. „Kulturalniejsi” zaczynają więc naśladować tamtych. Przez zamieszanie przebija się głos „markiza de Filiberthe”, który pyta, czy przypadkiem ktoś nie chce obrazić jego żony. Pod jego lożę podjeżdża na swoich damach trzydziestu chętnych. Markiza ze strachu poroniła, wskutek czego markiz został „podszyty” i „uzupełniony” dzieckiem. Będąc „dżentelmenem samym w sobie” czuje się nader niepewnie i zażenowany odchodzi do domu, odprowadzany przez żywiołowe oklaski.

Rozdział XIII. Parobek, czyli nowe przechwycenie

Józio i Miętus kierują się w stronę przedmieścia. Najpierw mijają bogatą dzielnicę willową, a później coraz uboższe rejony. Wychodzą za miasto. Cała uwaga Miętusa skupia się na wpatrywaniu się w mijanych ludzi, aby wśród nich odnaleźć prawdziwego parobka. Ale wszyscy spotkani mają sztuczne „gęby”. Chociaż Józio obawia się otwartej przestrzeni, chłopcy idą dalej. Mijają opustoszałe osady, aż w końcu dochodzą do wioski, z której dobiega szczekanie. Dźwięki te wydają nie tylko psy, ale również wieśniacy broniący się przed „uczłowieczaniem” ich przez miejskich inteligentów. Robi się niebezpiecznie, gdyż chłopców osacza coraz większa grupa mieszkańców wsi, którzy wzajemnie szczują się na nich. W ostatniej chwili, gdy przybyszów zaczynano już gryźć, zjawia się ciotka bohatera, „pani Hurlecka z domu Lin”, i zabiera chłopców do swego samochodu. Jedzie akurat do Bolimowa, gdzie mieszka w ładnym dworku wraz ze swym mężem, Konstantym, oraz dziećmi: Zosią i Zygmuntem. W drodze cioci nie zamykają się usta. Wspomina dzieciństwo Józia, relacjonuje dzieje całej rodziny. Słuchając tych opowieści, Miętus przyjmuje do wiadomości prawdziwy wiek kolegi.

Po przybyciu na miejsce goście zaczynają rozmowę od tradycyjnego pytania o zdrowie domowników. W odpowiedzi spada na nich lawina narzekań na rozliczne, prawdziwe lub tylko prawdopodobne dolegliwości gospodarzy: ciocia cierpi na serce, wuj Konstanty ma reumatyzm, Zosia wciąż walczy z anemią i przeziębieniami. Te wynurzenia przerywa stary sługa Franciszek, który oznajmia, że kolacja gotowa. Podczas posiłku Miętus doznaje olśnienia - w usługującym im przy stole młodym lokaju rozpoznaje tak długo poszukiwanego prawdziwego parobka. Lokajczyk ma „nie twarz, która gębą się stała, lecz gębę, która nigdy nie zyskała godności twarzy”. Wieczorem domownicy i goście zasiadają w saloniku, aby znów „bawić się” płaską, trywialną rozmową bez żadnego sensu. Miętus zachwyca się w pokoju gościnnym „prawdziwością” lokajczyka. Ogarnia go pragnienie „zbratania” się z nim. Dzwoni po niego, a gdy ten się zjawia, wydaje mu przeróżne polecenia w zamierzonym celu. Jednak to nie przynosi rezultatu, więc oddaje sprawę w ręce Józia. Ten wypytuje lokaja o to, jak ma na imię, ile ma lat, kim są jego krewni. Wałek zachowuje się apatycznie aż od chwili, gdy Józio zadaje mu pytanie odnośnie do tego, czy dostaje „w gębę” od dziedzica. Widząc ożywienie lokaja bohater wymierza mu cios na odlew. Wałek jest zachwycony. Józio wygania go jednak, z czego wielce niezadowolony wydaje się być Miętus. Do pokoju wchodzi Zygmunt, gdyż wydawało mu się, że ktoś strzelił z pistoletu. Dowiedziawszy się, że to tylko policzek wymierzony przez kuzyna, zaczyna patrzeć na niego z większym niż do tej pory szacunkiem. Miętus wymyka się z pokoju. Po powrocie, około północy, opowiada koledze, że „bratał się” z Wałkiem, każąc mu bić się po twarzy. Lokaj długo się opierał, ale w końcu spełnił nieco ekscentryczną prośbę Miętusa. Nadeszła także posługaczka kuchenna, Marcyśka, i wyraziła swoje zdziwienie tymi dziwactwami. Po pewnym czasie jednak zarówno ona jak i Wałek oswoili się i pozwolili sobie na śmiałą krytykę „państwa”. Padło wiele szyderczych słów o fanaberiach i lenistwie gospodarzy. Na tej rozmowie (i na wcześniejszym policzkowaniu), przyłapał ich Franciszek. W łóżku bohater zastanawia się, jakie mogą być konsekwencje zaistniałej sytuacji. Zastanawiając się nad „biciem w mordę” Józio nabiera przeświadczenia, że słuszną drogą prowadzącą do zgodnego współżycia panów i służby jest uświęcone tradycją „mordobicie” służby, która w ten sposób dowiaduje się o należnym jej miejscu i ogranicza jej dążność do nadmiernego spoufalania się.

Rozdział XIV. Hulajgęba i nowe przyłapanie

Następnego dnia rano ciotka zwierza się Józiowi ze swych podejrzeń odnoszących się do lewicowych zapędów Miętusa. Bohater jednak nie potwierdza tych obaw. Przedpołudnie mija spokojnie. Po obiedzie gospodarz prosi Józia o chwilę rozmowy, w czasie której głośno zastanawia się, czy u źródeł spoufalania się Miętusa z Wałkiem nie leżą zboczenia seksualne. Józio wyjaśnia, że są to bezpodstawne podejrzenia - Miętus pederastą nie jest, a z lokajem brata się wyłącznie z sympatii. Nadchodzi Franciszek, który z wielkim niezadowoleniem relacjonuje zaobserwowane przez siebie wczoraj sceny. Okazuje się, że Miętusa już od jakiegoś czasu nie ma. Rozpoczynają się poszukiwania. Wtem ukazuje się on pod lasem, a wraz z nim Wałek. Miętus kokietuje lokaja. Widać, że próbuje wetknąć mu do ręki pieniądze. Kiedy Zygmunt zaczyna wołać Walka, ten ucieka do lasu. Nadchodzi Miętus i razem z resztą spaceruje po zagajniku. Odpiera ataki wujek Konstantego, który z szyderstwem odnosi się do postawy chłopca. W końcu Miętus wykorzystuje opowiedzianą mu przez Walka historię ośmieszającą Konstantego, kiedy to ze strachu przed dzikiem pan wskoczył na plecy gajowego, bo w pobliżu nie rosło żadne drzewo. Zirytowany wuj postanawia zwolnić parobka. To denerwuje Miętusa, który wykrzykuje jeszcze parę obelżywych słów i ucieka do lasu. W pewnej odległości widać nadchodzącą Zosię. Po ostrzeżeniu przez kuzyna zaczyna ona uciekać, co z kolei powoduje pogoń Miętusa. Józio wykorzystuje moment, gdy kolega przewraca się na ziemię potknąwszy się o korzeń, dogania go i namawia na powrót do domu. Miętus mówi chłopską gwarą i zachowuje się jak prosty człowiek. Wkrótce nadchodzi Zygmunt, który oznajmia wolę ojca: chłopcy będą dostawali posiłki do pokoju, a nazajutrz zostaną odwiezieni do Warszawy. Chce jeszcze sprowokować Miętusa do wyzwania na pojedynek, ale Konstanty, który właśnie wszedł, odradza mu to, gdyż uważa, że rozsądniej byłoby dać chłopcu „po pupie”. Konstantego denerwują dobiegające zza okna kpiny parobków i służących. Bierze nawet rewolwer, ale powstrzymuje go żona. W pokoju Miętus użala się nad smutnym losem Walka i snuje dotyczące go plany: początkowo chce zostać z nim na wsi, później postanawia zabrać go do miasta. Bohater słyszy nocne strzelanie Konstantego na postrach i ogarnia go lęk. Każe Miętusowi zbierać się do ucieczki. Ten jednak nie chce nigdzie się ruszać bez Walka. Dziwiąc się samemu sobie Józio przekrada się przez pogrążony we śnie dom w celu zlokalizowania, a następnie porwania parobka. Myśli, że o wiele naturalniejsze i ciekawsze byłoby porwanie Zosi. Znajduje w końcu poszukiwanego i - przekonawszy go silnym ciosem o konieczności podporządkowania się poleceniom - zabiera ze sobą. W drodze niespodziewanie spotykają Konstantego. Po chwili nadchodzą też Zygmunt i Franciszek ze świecą. Józio zdążył się schować za kotarę i stamtąd śledzi wypadki. Gospodarze oskarżają Walka o chęć kradzieży sreber i pod tym pretekstem urządzają mu wielkie „mordobicie”, biorąc na nim w ten sposób odwet za wygadanie ich tajemnic. Józio obserwuje to wszystko, ale nie ma odwagi interweniować. Nagle zjawia się Miętus i rzuca się na wuja. Ten wraz z synem ma zamiar urządzić nieposłusznemu chłopakowi solidnie lanie. Ale Miętus chowa się za Walka, który znienacka zadaje cios „jaśniepanu”. Widok zrównania się sługi z panem ośmiela przyglądających się przez okno wieśniaków, którzy cisną się do środka, aby również „bratać się” w ten sposób. Bohater wybiega z salonu. Ucieka z przeświadczeniem, że nie uda mu się uwolnić od swojej „dziecięcej pupy”. Spotkawszy Zosię, zabiera ją ze sobą. Porwanie dziewczyny może zaoszczędzić mu konieczności wyjaśniania swej roli w zajściach. Nad ranem wyznaje jej swe uczucie, jednocześnie wmawiając w nią, że porwał ją kilka minut wcześniej. Przekonuje pannę, która zapomina o wydarzeniach w folwarku i - wierząc w jego wyznania miłosne - otwiera przed nim swoje serce. Bohater nie jest z tego powodu zadowolony, gdyż on traktuje Zosię tylko jako środek bezpieczeństwa w drodze do Warszawy. Aby ratować pozory dojrzałości, musi cierpliwie znosić zwierzenia dziewczyny. Znaleźli się na pustkowiu. Józio chce teraz uwolnić się od ciężaru, ale dziewczyna krzyżuje jego plany przytulając się do niego coraz bardziej i bardziej. Opór chłopca maleje, aż w końcu niknie zupełnie.

„Nie ma ucieczki przed gębą jak tylko w inną gębę, a przed człowiekiem schronić się jedynie można w objęcia innego człowieka”. Utwór kończy się tak:

„Koniec i bomba

A kto czytał, ten trąba!”.

Zobacz podobne opracowania

Bolesław Leśmian
  • Liceum
  • Język polski
  • Dwudziestolecie międzywojenne
Julian Tuwim
  • Liceum
  • Język polski
  • Dwudziestolecie międzywojenne
Julian Tuwim
  • Liceum
  • Język polski
  • Dwudziestolecie międzywojenne
Julian Przyboś
  • Liceum
  • Język polski
  • Dwudziestolecie międzywojenne

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

Autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A Sabak, D. Stopka, A Szostak, D. Pietrzyk, A. Popławska, E. Seweryn, M. Zagnińska, J. Paciorek, E. Lis, M. D. Wyrwińska, A Jaszczuk, A Barszcz, A. Żmuda, K. Stypinska, A Radek, J. Fuerst, C. Hadam, I. Kubowia-Bień, M. Dubiel, J. Pabian, M. Lewcun, B. Matoga, A. Nawrot, S. Jaszczuk, A Krzyżek, J. Zastawny, K. Surówka, E. Nowak, P. Czerwiński, G. Matachowska, B. Więsek, Z. Daszczyńska, R. Całka

Zgodnie z regulaminem serwisu www.opracowania.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora jest niedozwolone.