Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz dział

Granica (Z. Nałkowska)

Streszczenie

I

Justyna Bogutówna była córką wdowy służącej w dworach jako kucharka. Po śmierci matki, dzięki protekcji pani Ziembiewiczowej, dostała najpierw posadę ekspedientki, a później kasjerki w sklepie bławatnym Torucińskiego przy ulicy Świętojańskiej, gdzie wszyscy byli z niej zadowoleni. Po wielu miesiącach odeszła stamtąd i zaczęła pracować w cukierni Chązowicza, lecz wkrótce rzuciła i tę posadę.

Ziembiewicz uchodził za przyzwoitego i spokojnego człowieka. Prowadził życie „dobrze zorganizowane, nie zdawał się poszukiwać żadnych przygód”. Jego ojciec - Walerian Ziembiewicz - rządca folwarku w Boleborzy, który stanowił część majątku państwa Tczewskich, chlubił się swoim szlachectwem. Gospodarował uczciwie, ale nieumiejętnie. Nie lubił pracy na roli. Wybuch wojny nie miał żadnego wpływu na jego życie. Gościł u siebie zarówno oficerów rosyjskich, niemieckich, jak i polskich. Młody Ziembiewicz był pilnym i wzorowym uczniem. Wracając z miasta do domu na święta czy na wakacje, „wracał za każdym razem inny - coraz bardziej obcy, (...)”.

Zenon poznał wtedy dom pani Kolichowskiej. Była to „ciężka, brzydka, trzypiętrowa kamienica z żelaznymi balkonami”. U pani Kolichowskiej mieszkała jej krewna, Elżbieta Biecka. I choć dziewczyna ta była złośliwa i niegrzeczna, wzbudzała jego zainteresowanie.

II

Pani Cecylia Kolichowska, z domu Biecka, była zamężna dwa razy. Jej pierwszy mąż, Konstanty Wąbrowski, był socjalistą. Na krótko przed wojną z niejasnych przyczyn popełnił samobójstwo. Jej drugie małżeństwo z bogatym, starszym o piętnaście lat i do szaleństwa w niej zakochanym rejentem, było zawarte z rozsądku. Zakochany starszy pan okazał się być „ponurym erotomanem”. Więził ją w domu, nie powalając bywać między ludźmi. Odziedziczyła po nim, zamiast spodziewanej fortuny, kamienicę z ogrodem. Piwnice i strychy kamienicy zamieniła na kwatery. Zamieszkały tu „żywioł miejskiej nędzy” przysparzał jej wielu kłopotów. Jeden mały lokal zajmowali Gołąbscy, podający się za urzędników. Tymczasem ona nie miała żadnej posady, on zaś był pisarzem kancelaryjnym i od samego początku zalegał z komornym. Drugi lokal wynajmowała Łucja Posztraska - przyjaciółka z dawnych lat pani Cecylii, niegdyś kobieta ładna i bogata, dziś - zrujnowana i obarczona mężem alkoholikiem.

Zenon Ziembiewicz często odwiedzał mieszkanie Kolichowskiej, przychodząc do koleżanki z klasy, Elżbiety, którą był oczarowany. Elżbieta była wówczas zakochana bez wzajemności w rotmistrzu Awaczewiczu. Spotykała go u panny Julii Wagner, nauczycielki języka francuskiego.

III

Pani Kolichowska prowadziła życie samotne. Jeden raz w roku, 22 listopada - w dzień imienin pani Cecylii - zbierało się u niej grono przyjaciółek czy znajomych. „Każda z nich był kiedyś młoda”, dziś były to kobiety stare, schorowane, zmęczone. Wspominały rejenta Kolichowskiego, „człowieka, jakich teraz próżno szukać”. Mówiły o czasach, jakie nadeszły, o wojnie, o bolszewikach, Żydach. „I o służących”. Pani Warkoniowa opowiadała o Bogutowej, która służyła kiedyś u niej, lecz została zwolniona, kiedy okazało się, że jest w ciąży.

Służyła potem u hrabiny Tczewskiej, gdzie jej córka, Justyna, „bawiła się z hrabiankami jak równa”. Elżbieta, usługując gościom, przysłuchiwała się takim rozmowom i „wobec trucizny, sączącej się z tej wiedzy, miała w sobie gotową wzgardę i szyderstwo”. Wiedziała, że będzie okrutna dla mężczyzn, nigdy nie wyjdzie za mąż.

IV

Ogród należał tylko do pani Cecylii. Nikt z lokatorów nie miał tu wstępu. Mimo czujności dozorcy Ignacego i psa Fifka, dojrzewające owoce czy piękne kwiaty sta-wały się łupem okolicznych urwisów.

Elżbieta lubiła przesiadywać w ogrodzie. Z okien swojego pokoju widziała tyl-ko „ludność podziemia” wylęgającą na śmierdzące podwórze. Wydawała się ona dziewczynie odrębną rasą: twarze, ruchy czy nawet zapach odróżniały ich od „ludzi nawierzchni”. Pewnego dnia, gdy Elżbieta przyszła na lekcję francuskiego, drzwi otworzył jej Awaczewicz. Ofiarował się ją odprowadzić, co wywołało protesty Julii. Będąc już za drzwiami Elżbieta usłyszała odgłosy ich sprzeczki i pojęła, co łączyło tych dwoje ludzi. „Wszystko zrobiło się jasne i zrozumiałe”. Zrozumiała, dlaczego matka odeszła od ojca, zrozumiała postępek ciotki Cecylii, która po otwarciu sejfu po śmierci męża, nie chciała iść na pogrzeb. Zrozumiała, iż „taki jest cały świat”.

V

Po raz pierwszy Zenon zobaczył Justynę Bogutównę w boleborzańskim ogrodzie. Miała wtedy dziewiętnaście lat. Zjawienie się jej w Boleborzy wynikało ze zmiennych kolei losu jej matki - Karoliny Bogutowej. Przeżyła ona ciężkie chwile, gdy pani Warkoniowa wymówiła jej miejsce i gdy wyszła z dzieckiem ze szpitala. W końcu udało się jej otrzymać posadę u hrabiostwa Tczewskich. Tu mała Justynka bawiła się z hrabianką Różą. Przyjaźń ta rozchwiała się w czasie jakiegoś dłuższego pobytu Tczewskich za granicą. Dziewczyna zachowała z niej „dziecinną francuszczyznę”, pewne zasady obyczajowe i „nie umotywowane zaufanie do losu”. Tymczasem stara Bogutowa zaczęła chorować. Robota nie szła jej już tak sprawnie, jak kiedyś. Nie zdziwiła się, gdy Tczewscy powiedzieli jej, że „już jest niezdatna i dłużej jej trzymać nie mogą”. Podjęła wtedy pracę w Boleborzy.

Długi czas Zenon wyraźnie unikał Justyny. Później uległo to zmianie.

VI

Zenon spędzał wakacje w Boleborzy. Pewnego dnia dostał list od swojego przyjaciela, Karola Wąbrowskiego, który zawiadamiał go o śmierci Adeli. „Adela już nie żyje, umarła trzydziestego lipca w szpitalu de la Charite”. Dziewczyna była chora na gruźlicę. Kochała Zenona, ale on nie odwzajemniał tego uczucia. Był „dobry dla niej, jak tylko mógł”.

Zenon patrząc na związek rodziców nie mógł wyzbyć się nieprzyjemnego uczucia. Ocierając się za granicą o nowe prądy, chciał odciąć się od dziwnego - w jego oczach - życia rodzinnego. Wstrętem napawał go erotyzm ojca i niezrozumiała tolerancja matki, która trzymała we dworze dziewczyny, będące kochankami jej męża. Teraz Justyna stała się jej ulubienicą, jej „prawą ręką”. Pani Żancia mówiła, iż na Justynie nie znać wcale gminnego pochodzenia, chwaliła jej urodę i młodość. Tym razem podsuwała ją synowi. Dziewczyna sama „garnęła się do niego”. Zanim wyjechał z Boleborzy, została jego kochanką.

VII

Matka nie mogąc wspomóc syna materialnie, wysłała go do pana Czechlińskiego.Był on człowiekiem zamożnym i wpływowym. Młody Ziembiewicz udał się więc do miasteczka na spotkanie z nim. Zobowiązał się przysyłać mu z zagranicy artykuły o polityce powojennej poszczególnych państw. Pierwszy artykuł, rodzaj wstępu do owego cyklu, wręczył Czechlińskiem już teraz, w restauracji Hotelu Polskiego.

Przypadkowo zobaczył Elżbietę Biecką. Nazajutrz udał się do mieszkania pani Kolichowskiej. Elżbieta wywarła na nim złe wrażenie, była niespokojna, niepewna siebie. „Poczuł nad nią swoją przewagę”. Opowiadała o chorej ciotce, którą zastępowała teraz w zarządzaniu kamienicą, mówiła o nędzy swoich sąsiadów.

Była chłodna, jesienna pogoda. Wychodząc od Elżbiety zobaczył skręcającego w ulicę Staszica Awaczewicza. Był pewien, że idzie on do panny Bieckiej.

VIII

„Pani Kolichowska lubiła, gdy Elżbieta wchodziła do pokoju, lubiła jej głos, jej słowa, jej ruchy.” Była do Elżbiety bardzo przywiązana. Podczas jej wyjazdu do matki, do Szwajcarii, drżała nieustannie, iż spotkanie to może popsuć ich stosunki. Ciotka Cecylia chorowała i panna Biecka zarządzała teraz kamienicą. Litowała się nad jej mieszkańcami, którzy dla Cecylii byli tylko próżniakami i złodziejami.

Pani Cecylia myślała o synu. Minęło wiele lat, od kiedy odwiozła ciężko chorego chłopca do szwajcarskiego sanatorium. Karol nie chciał jej widzieć, nie mogąc przebaczyć matce drugiego małżeństwa.

Pani Kolichowska miała jeszcze jedną troskę: Awaczewicza. Bywał u nich na kolacji, zabierał Elżbietę na wycieczki czy do teatru. Nie żył od dawna ze swoją żoną, ale nie miał jeszcze rozwodu. Cecylia nie lubiła go. Zenon Ziembiewicz często teraz odwiedzał Elżbietę. Opowiadał jej o Adeli i o Justynie. Ona wyznała mu swoje dawne uczucie do Awaczewicza.

IX

Wiosną matka Justyny rozchorowała się tak ciężko, iż musiała jechać na operację do miasta. Niestety - przywieziono ją zbyt późno - i Bogutowa zmarła. Justyna znalazła schronienie u Jasi Gołąbskiej, zamieszkującej wraz z ostatnim pozostałym przy życiu dzieckiem, chorą matką i bratem sutereny kamienicy pani Kolichowskiej. Choć życie nie szczędziło jej nieszczęść: odszedł od niej mąż, dziecko powoli traciło wzrok, a ona sama chorowała na gruźlicę - czuła się szczęśliwa.

Pogrzeb Bogutowej odbył się nazajutrz.

X

Zenon, po powrocie do kraju, zatrzymał się w mieście. Wpadła mu w ręce miejscowa gazeta, w której zamieszczone były jego artykuły. Spotkał na ulicy Justynę Bogutównę. Zaprosił ją do swojego pokoju w hotelu. Opowiedziała mu o śmierci matki, o swoim życiu po jego wyjeździe. „Była bardzo stęskniona, udręczona i kochająca” i Zenon nie śmiał powiedzieć jej o swoim związku z Elżbietą. Doszło między nimi do zbliżenia. Dla Zenona był to tylko wyraz tęsknoty za ciałem kobiety.

Później Ziembiewicz udał się do Czechlińskiego, który zaproponował mu miejsce redaktora „Niwy”. Następnie poszedł odwiedzić Elżbietę. Jej widok jednak rozczarował go, była „zupełnie inna niż ta, o której myślał”.

XI

Justyna przyszła do hotelu po resztę boleborzańskich pieniędzy, które wypłacić miał jej Zenon. Postanowił powiedzieć jej, iż widzą się ostatni raz, ale stało się zupełnie inaczej.

Później Zenon poszedł do redakcji. Spotkał tu hrabinę Tczewską i księdza Czerlona z Chązebnej. Prosili oni, aby na łamach „Niwy” poprzeć cykl wykładów O istocie doświadczenia religijnego, które wygłaszać miał ksiądz Czerlon.

XII

W dwa dni później redakcję odwiedził hrabia Wojciech Tczewski. Bronił młodej, utalentowanej aktoreczki ostro skrytykowanej na łamach „Niwy”. Wizyta ta odzwierciedlała stosunki panujące w Chązebnej.

„Zenon robił nie to, co chciał”. Spłacając dług paryski, zaciągnięty u Czechliń-skiego, schlebiał jego gustom. Popołudnia spędzał z Elżbietą. Kochał ją, równocześnie spotykając się z Justyną. Usprawiedliwiał się w myślach, że nie może odtrącić zrozpaczonej po śmierci matki dziewczyny. Każde następne spotkanie zaś, było wynikiem pierwszego. Chciał powiedzieć jej o Elżbiecie, gdy Justyna oznajmiła mu, że jest w ciąży.

XIII

Pani Kolichowska czuła się coraz gorzej. Postarzała się i posiwiała. Elżbieta często myślała o matce, której urody nie zniszczyły lata. Dziewczyna nie umiała przeciwstawić się leżącej w łóżku ciotce. A teraz chodziło o coś poważnego: ciotka domagała się, by Elżbieta umieściła Ignacego w szpitalu, a jego żonę kazała wyrzucić.

Zenon sam się sobie dziwił, z jaką łatwością w każdej chwili stawał się kimś innym. Nie nazywał tego hipokryzją, ale jego „granica odporności moralnej” odsuwała się coraz dalej. W redakcji odwiedzali go różni ludzie, na przykład pan Maurycy Posztraski, mąż przyjaciółki pani Kolichowskiej, przynosząc do gazety swoje poezje. Zenon używał wielu sposobów, by się go pozbyć, ale bez skutku. W redakcji Zenon poznał także bratową Tczewskiej, panią Olgierdową z Pieszni, niegdyś wyspecjalizowaną w „łowieniu mężczyzn”. Zenon spędził u niej trzy ostatnie dni.

XIV

Wieczorem Zenon udał się do Elżbiety. Wyznał jej - jak niegdyś ojciec wyznawał matce swoje winy - że „to z Justyną nie jest jeszcze skończone”, że dziewczyna jest w ciąży. Elżbieta cały „dziecinny wstręt do tych spraw” poczuła teraz bardzo wyraźnie. Przez chwilę wydawało się jej, że temu co się stało, jest winna ona sama. Przebaczyła mu. Po raz pierwszy jego „pieszczące ręce” nie napotkały oporu.

XV

Justyna odeszła ze służby i ponownie znalazła schronienie u Jasi, w kamienicy pani Kolichowskiej. Spokój w kamienicy zakłócił powrót Władziowej z synem Zbysiuniem. Władziowa była kobietą „wesołą, głośną i gadatliwą”. Kochała syna nade wszystko, ale właśnie fakt posiadania dziecka powodował, że nigdzie długo nie mogła zagrzać miejsca.

Elżbieta dowiedziawszy się, że Justyna Bogutówna mieszka w kamienicy, wezwała ją do siebie. Chciała dowiedzieć się, czy Justyna kocha Zenona. Obiecała jej pomoc i przyrzekła, że nigdy za niego nie wyjdzie.

XVI

Po spotkaniu z Czechlińskim i Tczewskim, z którymi Zenon omawiał korzystne interesy, zjawiła się Justyna. Opowiedziała mu o swoim spotkaniu z jego narzeczoną i powtórzyła słowa Elżbiety dotyczące ich małżeństwa. Po odprawieniu dziewczyny zatelefonował do Elżbiety, gdzie dowiedział się ze zdumieniem, że panna Biecka wyjechała do Warszawy, do matki. Wróciwszy do domu otrzymał od niej list. Elżbieta pisała: „... jednak nie byłeś ze mną zupełnie szczery... Ona ma do ciebie prawo i ja go jej nie odbiorę”.

XVII

Podczas jazdy Elżbieta myślała o śnie, który od dzieciństwa często do niej powracał. Była to sielankowa scena: matka, ojciec i ona siedzą wspólnie przy stole.

Elżbieta zatrzymała się u kuzynki wuja Kolichowskiego, pani Świętowskiej. O godzinie dwunastej wybrała się do matki, wynajmującej apartament w najlepszym hotelu w mieście. Niewieska rozmawiała z córką bardzo oficjalnie. Niedługo dołączyli do nich pani Tczewska z Pieszni i młody mężczyzna. Wieczorem tylko we dwie poszły do teatru i na kolację. Pani Niewieska, nie zwracając uwagi na przyczynę, ganiła zerwanie zaręczyn przez córkę. „Bo przecież z innym będzie to samo”.

XVIII

Upływał dragi miesiąc pobytu Elżbiety w Warszawie. Życie bez Zenona było możliwe. Panna Biecka jednak podświadomie tęskniła za nim i czekała na list. Gdy list nie przychodził uznała, iż Zenon pogodził się z tym, co mu napisała. Cały czas spędzała w towarzystwie matki i jej adoratorów. Najbliższy był jej młody człowiek, którego poznała pierwszego dnia - Janek Sobosławski.

Pewnego dnia Elżbieta spotkała na ulicy Zenona i pierwszy raz od dłuższego czasu poczuła się szczęśliwa. Pani Niewieska chciała poznać młodego Ziembiewicza. Oboje zostali zaproszeni na raut i do teatru. Zenon wbrew obawom narzeczonej czuł się świetnie w towarzystwie Niewieskich, Sobosławskiego czy Tczewskich. Było tu wielu jego znajomych i „był on bliższy wszystkim niż ona”.

XIX

Panna Biecka, na prośbę Zenona, wystarała się Justynie o pracę w sklepie Toracińskiego. Elżbieta była przekonana, że sprawa z Bogutówną skończyła się ostatecznie. Zenon natomiast nie miał złudzeń. Justyna przychodziła do niego po radę i pomoc w każdej sprawie. Stała się wymagająca i kapryśna. Pani Kolichowska patrzyła na Zenona coraz bardziej życzliwie. Wiedziała, że ich bliski ślub zatrzyma Elżbietę w mieście. Tymczasem przygotowywano dom dla młodych Ziembiewiczów.

Przed samym ślubem Zenon zawiózł Elżbietę do rodziców, do Boleborzy. Ziem-biewiczom bardzo podobała się przyszła synowa. Elżbieta była nimi oczarowana.

Na początku grudnia Zenon miał objąć stanowisko prezydenta miasta. Przedtem jeszcze postanowili skorzystać z zaproszenia pani Niewieskiej i przez Wiedeń pojechać na południe Francji. Spędzili tam szczęśliwe chwile. Elżbieta zorientowała się, że spodziewa się dziecka.

XX

Justyna mieszkała na Przedmieściu Chązebiańskim. Pracowała w sklepie Toracińskiego. Lubiła swoją pracę. Obsługiwała klientów grzecznie i sprawnie. Pewnego zimowego wieczora przed sklepem zjawił się Franek Borbocki, brat Jasi, przynosząc wieści o śmierci małej Jadwisi. W cztery miesiące po śmierci dziecka zmarła na gruźlicę sama Jasia. Od śmierci przyjaciółki Justyna nigdzie nie wychodziła. Porzuciła też pracę u Toracińskiego.

XXI

Późną jesienią przyjechał z zagranicy syn pani Cecylii, Karol Wąbrowski. Pani Kolichowska dowiedziała się od niego, iż jej mąż, Konstanty, po wyjeździe za gra-nicę, mieszkał z kobietą, z którą spotykał się będąc jeszcze w kraju. Kobieta ta wraz z córką, która była równocześnie siostrą Karola, przebywała nadal w Paryżu. Wiadomości te poruszyły panią Cecylię. „Jej cierpienie było małe i dotkliwe jak od złego ukąszenia. Było pozbawione treści”.

W kilka tygodni po wspólnym obiedzie, pani Cecylia wraz z synem wybrała się do Ziembiewiczów. Zastała tu matkę Zenona, która po śmierci męża mieszkała z synem i synową. Pani Żancia opowiadała o zmarłym panu Walerianie. Zenon denerwował się zawsze, gdy matka mówiła o ojcu, „jej wspomnienia robiły z niego innego człowieka”. Teraz, gdy było już za późno, żałował, że nigdy nie umiał rozmawiać z nim szczerze, że nigdy nie wyznał mu swych dziecinnych pretensji i uraz. „Osądził go wcześnie i tak już zostało”. Rozmowa toczyła się także wokół osoby księdza Czerlona, który - jak mówiono - miał romans z hrabiną Tczewską.

Na prośbę małżonką Elżbieta znalazła Bogutównie pracę w cukierni Chązo-wicza.

XXII

W przyjęciu imieninowym pani Cecylii uczestniczyli - oprócz grona starszych kobiet - Karol i Ziembiewiczowie. Elżbieta, jak dawniej, usługiwała paniom, podając na talerzykach kawałki tortu. Kobiety te nie przejmowały jej, jak przed laty, lękiem. Przestały być wrogie. Patrzyły teraz na nią rozmarzone i pełne zachwytu.

W domu Elżbieta zastała Mariana Chąśbę, młodego człowieka, mieszkającego niegdyś w kamienicy pani Kolichowskiej. Przychodził wtedy do Elżbiety i pożyczał od niej książki, przygotowując się do matury. Interesował się rewolucją 1905 roku, ale szybko wyzbył się idealizmu widząc, jak przywódcy ruchu robotniczego doszli do władzy, pozostawiając robotników w poprzedniej nędzy. Pracował później w „Niwie”. Przyszedł prosić o wstawiennictwo w sprawie Franka Borbockiego. Mówił o jego trudnym życiu: „roboty dawno nie miał, szwagier mu się zmarnował, potem śmierć matki, długie umieranie siostry, ta mała... A do tego jeszcze miał tę dziewczynę...”. Ową dziewczyną była Justyna Bogutówna.

XXIII

Pani Żancia była szczęśliwa, mieszkając z synem i synową. Była zachwycona Elżbietą. Z radością obserwowała, jak Zenon coraz bardziej upodobnia się do ojca. Polowanie stało się jego pasją, „nie bronił się także przed piciem”.

Pewnego dnia przyjechał do Karola ksiądz Czerlon. Pani Cecylia - uważając duchownych za darmozjadów - przywitała go ozięble i nie towarzyszyła im w rozmowie. Ksiądz opowiedział Karolowi swe dzieje od czasu ich rozstania. Najpierw pracował w Grenoble, jako konduktor. Później wyjechał na północ, do Liege. Żył w nędzy, „na dnie”, odnajdując tam tylko strach. „Strach przed ogromem świata. I strach przed karą...”. Wtedy postanowił zostać księdzem. Karol był zupełnie bezradny wobec tego człowieka. Wielkie wrażenie wywierała na nim siła cielesna i duchowa księdza. Czerlon, w jego oczach, był człowiekiem mogącym mieć wszystko. Ale on nie chciał ani wielkości, ani władzy, „marzył o umniejszeniu siebie jak o szczęściu”. Dyskusję ich przerwało przybycie szofera hrabiny Tczewskiej, który przyjechał po księdza Czerlona.

XXIV

Trzy miesiące przed tragicznym wypadkiem odbył się u Ziembiewiczów raut, gromadzący najwyższe osobistości miasta. Wkrótce, w zaprzyjaźnionej „Niwie”, w pozostałych - ostatnio mniej przychylnych Ziembiewiczowi - gazetach, ukazały się szczegółowe opisy owego pamiętnego przyjęcia. Chwalono „czarującą gościnność” Elżbiety, jej urok i toaletę.

Zenon był niespokojny. Mimo wzrastającej popularności jego praca nie była wolna od trosk. Jako prezydent miasta wykazywał się dużą inicjatywą: wyremontował dla bezdomnych budynek cegielni, utworzył ośrodek wypoczynku i rekreacji. Pisma rozpisywały się o działalności Ziembiewicza, chwaląc przedsiębiorczość nowego zarządu miasta. Ale w ostatnich miesiącach nastrój się zmienił. Fundusze na budowę domów dla robotników zostały cofnięte i prace ustały. Nie dokończone budowle niszczały na mrozie i słocie, a robotnicy utraciwszy niespodziewanie pracę, domagali się nie wypłaconych pieniędzy.

Tego dnia Zenon wybrał się do Justyny, która niedawno porzuciła pracę w cukierni. Dziewczyna była zobojętniała na wszystko, apatyczna, chłodna. Zenon wraz z Elżbietą postanowili wysłać do niej lekarza. Psychiatra, doktor Lefeld, po wizycie u Bogutówny stwierdził, że właściwie nic jej nie jest, ale przydałoby się, aby otaczały ją bliskie osoby. Tego jednak Ziembiewiczowie nie mogli jej zapewnić.

XXV

Na wiosnę pani Cecylia powróciła do łóżka na stałe. Elżbieta odwiedzała ją każdego dnia, Karol zaś zjawiał się na każde jej wezwanie. Rozmawiali wtedy o przeszłości. Pani Cecylia dowiedziała się z tych rozmów różnych rzeczy o młodej kobiecie, będącej córką jej męża z drugiego małżeństwa. Dziewczyna ta miała ciężkie życie. Została tancerką, rozchorowała się i straciła pracę. Wyszła za mąż za pewnego emigranta z Południa, który kilka razy w roku przekradał się do swojego kraju. Z jednej takiej wyprawy do kraju już nie wrócił. Karol wyznał matce, iż przed wyjazdem za granicę bardzo ją kochał i podziwiał.

Wieczorem pani Cecylia poczuła się gorzej i Karol wezwał Elżbietę. Gdy przyjechała, ciotka była nieprzytomna. W nocy umarła. Elżbieta wyrzucała sobie, iż nigdy nie powiedziała jej, że ją kocha. „Ale Karol, który to zrobił, był spokojny”.

XXVI

Justynę dręczyły koszmary. Myślała o swoim nie narodzonym dziecku, które zabiła. „Cały świat go nie chciał, rodzony ojciec go nie chciał i tylko w niej jednej miało schowek. I ona jedna, ta jego matka, też przeciwko niemu się podniosła”. Rozpamiętywała swoją wizytę u akuszerki, która dokonała zabiegu. Cierpiała. Nie cieszyły jej nawet odwiedziny Zenona, który przychodził teraz bardzo często. Nigdzie nie wychodziła, nie wstawała z łóżka, nie jadła. Pewnego dnia została zaproszona na kolację do swojej gospodyni pani Niestrzępskiej, która martwiła się o swoją lokatorkę. Był tam także zięć Niestrzępskich, który zabił swoją żonę, zastawszy ją w pokoju z obcym mężczyzną. Okazało się później, iż ów człowiek przyszedł do niego z wizytą. Mimo tego wypadku Niestrzępscy nie okazywali mu nienawiści, a nawet często u siebie gościli.

Zenon wracając od Justyny chciał wstąpić do budynku magistratu. Drogę jednak tarasował tłum. Chroniąc się przed grupą robotników, wszedł bocznym wejściem, gdzie oczekiwał go starosta Czechliński.

XXVII

W mieście nastały dni niedobrej ciszy. Na krańcach miasta odbywały się jeszcze masówki robotnicze. Rozpoczęły się aresztowania. Wśród zatrzymanych znalazł się Marian Chąśba.

Pewnego dnia Zenon dowiedział się od doktora, że Justyna próbowała popełnić samobójstwo. Oskarżała Ziembiewicza, że jest winny jej położenia, gdyż to on właśnie dał pieniądze na zabieg. Powiedziała mu, iż słyszy głos, który nakazuje jej zabić go. Odtąd Zenona dręczyły ponure myśli, Wyrzucał Elżbiecie, iż nie byłoby tych kłopotów, gdyby kiedyś nie odbyła z Justyną owej pamiętnej i decydującej rozmowy.

Zakończenie

Justyna wdarła się do gabinetu Zenona i oblała jego twarz „żrącym płynem”. Krzyk w gabinecie zaalarmował woźnego. W zamęcie pośpiesznego ratunku nikt nie zwracał uwagi na przestępczynię. W ostatniej chwili woźny powstrzymał dziewczynę, próbującą wyskoczyć przez okno.

Zenon stracił wzrok. Wypadek wywołał w mieście wielkie poruszenie. O istnieniu Bogutówny wiedziało zaledwie parę osób, a o jej roli w życiu Ziembiewiczów nie wiedział prawie nikt. Dlatego wspólników Justyny szukano wśród robotników. Później sprawa nieco przycichła.

W niecały tydzień po powrocie ze szpitala do domu, Zenon popełnił samobójstwo. Po śmierci męża Elżbieta wyjechała do rodziny za granicę, pozostawiając syna pod opieką babki. Pani Żancia zamieszkała z wnukiem w dawnym mieszkaniu pani Kolichowskiej i oddała się wychowaniu małego Waleriana.

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.