Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Inny świat (G. Herling-Grudziński)

Inny świat (G. Herling-Grudziński)

Rodzaj literacki: epika

Gatunek literacki: powieść

Okoliczności i czas powstania

Wyrastający z doświadczeń obozowych Grudzińskiego Inny świat powstawał w Rugby i w Londynie od lipca 1949 do lipca 1950 roku. Początkowo ukazywał się w odcinkach na łamach „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego, a następnie został wydany (1951) w formie książkowej w przekładzie angielskim, z przedmową filozofa Bertranda Russela. W wersji polskiej Inny świat ukazał się w 1953 roku w angielskim wydawnictwie „Gryf”, a następnie był wielokrotnie wznawiany przez Instytut Literacki w Paryżu. W Polsce książka, publikowana w „drugim obiegu”, oficjalnie ukazała się w wydawnictwie „Czytelnik” w 1988 roku. Od momentu pierwszego wydania Inny świat wzbudził ogromne zainteresowanie czytelników, krytyków i wydawców. Utwór tłumaczony był na wiele języków, m.in. szwedzki, niemiecki, włoski, hiszpański, japoński, chiński, arabski, francuski, rosyjski. Ukazał się także w Ameryce.

Tytuł

Książka Grudzińskiego opatrzona jest tytułem Inny świat oraz podtytułem Zapiski sowieckie. Tytuł utworu zaczerpnięty został ze wspomnieniowej książki Fiodora Dostojewskiego Zapiski z martwego domu, której fragment stał się mottem Innego świata: „Tu otwierał się inny odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać”. Odwołanie się do Dostojewskiego wskazuje na specyfikę życia w łagrze, gdzie człowiek, aby przeżyć, musi porzucić swoje dotychczasowe wyobrażenia o świecie i stworzyć własne zasady etyczne obowiązujące tylko w tym miejscu. Obóz był innym, martwym światem, z którego bardzo trudno było wrócić do życia i wolności. Stanowił rzeczywistość niewyobrażalną i niezrozumiałą dla zwykłego człowieka. Na tę wyjątkowość obozowego życia wskazuje motto książki Gustawa Grudzińskiego. Podtytuł Zapiski sowieckie zwraca uwagę, iż przedmiotem opisu staną się doświadczenia, przeżycia oraz refleksje autora i jego współwięźniów z Grodna, Witebska, Leningradu, a także z czasów pobytu w Jercewie, aż do momentu wstąpienia do Armii Polskiej. Inny świat dedykowany jest pierwszej żonie Grudzińskiego, Krystynie.

Miejsce akcji

Miejsce akcji bardzo wyraźnie przez pisarza określone, obejmuje cały okres pobytu Grudzińskiego w ZSRR, od uwięzienia aż do wyjścia na wolność. Wydarzenia rozgrywają się w więzieniach Grodna, Witebska, Leningradu i Wołogdy, gdzie Grudziński przebywał. Znaczna część książki przedstawia przeżycia i doświadczenia pisarza z okresu jego pobytu w obozie w Jercewie, należącym do systemu obozów kargopolskich, mieszczących się nad Morzem Białym, wzdłuż linii kolejowej, ciągnącej się od Wołogdy do Archangielska. Następnie akcja przenosi się kolejno do miejsc, w których przebywał Grudziński po zwolnieniu z obozu. Są nimi: Swierdlowsk, Buj, Czelabińsk, Kazachstan, Krasnowodsk, turecka miejscowość Pahlevi oraz Rzym. W powieści wspomniane są także inne obozy rosyjskie mieszczące się w Drugiej Aleksiejewce, Kołymie, Kruglicy, Mostarnicy i Niandomie.

Czas akcji

Akcja utworu rozpoczyna się pod koniec lata w więzieniu w Witebsku w 1940 roku, a kończy w Rzymie w czerwcu 1945 roku. Wydarzenia z pobytu pisarza w obozie w Jercewie rozgrywają się w ciągu dwóch lat, od 1940 roku do 20 stycznia 1942 roku. Następne opisane w książce wypadki obejmują wyjazd Grudzińskiego do Wołogdy (styczeń 1942 roku), a później podróż do południowego Kazachstanu, gdzie 12 marca, w miejscowości Ługowoje, pisarza wcielono do II dywizjonu Armii Polskiej gen. Andersa. 26 marca pułk, w którym znalazł się Herling-Grudziński, przewieziony zostaje do Krasnowodzka, a 30 marca zaokrętowany na dwa statki. Zapiski Grudzińskiego kończą się na dacie 2 kwietnia: „2 kwietnia zaś spałem już na piaszczystej plaży w Pahlevi, poza granicami kraju”. Zakończenie Innego świata stanowi krótki Epilog, rozgrywający się w 1945 roku w Rzymie.

Czas fabularny książki poszerzony został o czas historyczny, przywoływany we wspomnieniach zamieszczonych w różnych miejscach Innego świata. Grudziński przypomina okres Rewolucji Październikowej w Rosji, czystkę z lat 1936 -1937, upadek Warszawy we wrześniu 1939 roku oraz wydarzenia rozgrywające się na frontach II wojny światowej.

Bohaterowie

Głównym bohaterem i narratorem Innego świata jest sam autor, Gustaw Herling-Grudziński, występujący w utworze pod własnym imieniem i nazwiskiem. Bohater pełni funkcję narratora (relacjonującego własne przeżycia, oraz opisującego doświadczenia innych) i obserwatora życia polityczno-społecznego w stalinowskiej Rosji. Grudziński nie ogranicza się jednak do samego opisu, ale formułuje pytania i stawia tezy dotyczące moralnego, filozoficznego i egzystencjalnego aspektu życia więźnia w warunkach obozowych, a także w ogóle człowieka, znajdującego się w sytuacjach ekstremalnych.

Bohaterem zbiorowym Innego świata jest cała społeczność więźniów. Należą do niej ludzie różnych narodowości, wywodzący się z odmiennych grup społecznych. W Jercewie znajdowali się Polacy, Niemcy, Żydzi, Rosjanie, Bałtowie, Finowie, Ukraińcy, mieszkańcy środkowej Azji (tzw. „nacmani”) i inni. Wśród różnych kategorii więźniów Grudziński wymienia „bezprizornych”, „urków” - kryminalistów, recydywistów, „bytowników”, „inteligencję rewolucyjną”, „iteerowców”, „stachanowców” „słabosiłków”, „aktirowkę”, „więźniów politycznych”.

W lagrowej społeczności przedstawionej w Innym świecie wyróżnić można bohaterów jednostkowych, odgrywających znaczącą rolę w utworze. Ich biografie, doświadczenia oraz przyjmowane postawy, ukazują życiową praktykę funkcjonowania mechanizmu radzieckiego systemu politycznego oraz stanowią ilustrację zasad panujących w obozie. W jednostkowych tragediach i losach przedstawia Grudziński skutki działania radzieckiego terroru. Do znaczących postaci Innego świata należą: pułkownik Paweł Iwanowicz (przed aresztowaniem pracował w wywiadzie na granicy polsko-sowieckiej), Dimka (współwięzień Grudzińskiego), „zabójca Stalina” (dawniej wysoki urzędnik, skazany na dziesięć lat za strzelanie do portretu Stalina), Gorcew (prawdopodobnie były enkawudzista, ofiara zemsty więźniów), Michał Aleksiejewicz Kostylew (zafascynowany literaturą Zachodu, na znak protestu wobec przymusowej pracy w łagrze przypalił sobie rękę w ogniu, zmarł od poparzeń, oblawszy sobie ciało wrzątkiem), Michaił Stiepanowicz W. (rosyjski aktor filmowy, swój wyrok przyjmował z pokorą), lekarz obozowy Jegorow, siostra Jewgienia Fiodorowna, profesor literatury francuskiej Borys Lazarowicz N., skazany wraz z żoną Olgą za prowadzenie salonu literackiego w Moskwie, Natalia Lwowna (pracownica w biurze rachmistrzów obozowych, szukała nadziei w Zapiskach z martwego domu Dostojewskiego), Machapetin (swoim donosem opóźnił zwolnienie Grudzińskiego), Sadowski (zdeklarowany komunista), Polacy, przyjaciele autora B. T. i M., Tania (śpiewaczka opery moskiewskiej skierowana do pracy w lesie).

Streszczenie

Część pierwsza

Witebsk - Leningrad - Wołogda: Narrator - Gustaw Herling-Grudziński - został zatrzymany jako Polak w marcu 1940 r. i osadzony w więzieniu w Grodnie. Aby bardziej zracjonalizować przyczyny jego aresztowania NKWD przypisało mu prowadzenie działalności szpiegowskiej. Jedną z podstaw oskarżenia stało się skojarzenie brzmienia nazwiska Herling z nazwiskiem niemieckiego generała Goeringa.

Lato 1940 r. spędził Grudziński w więzieniu w Witebsku nad Dźwiną. W tej samej celi siedziało jeszcze około dwustu więźniów różnej kategorii. Byli to przeważnie złodzieje, mordercy, katolicy, polityczni i wojskowi. Jedzenie, które otrzymywali, było marne: gorący odwar z jakiegoś zielska i niewielka porcja czarnego chleba. Uczucie głodu starali się tłumić ciągłymi rozmowami i dyskusjami.

Pod koniec października wywołano pięćdziesięciu więźniów, w tym również Herlinga. Po odczytaniu wyroków przeniesiono ich do bocznego skrzydła więzienia, gdzie przebywali wyłącznie Rosjanie. Byli to przeważnie wojskowi i „bezprizorni” - małoletni przestępcy. Ci ostatni stanowili plagę sowieckiego więziennictwa. Wśród tej zbieraniny znalazł się przypadkowo sowiecki Żyd. Zawsze siedział samotnie. Był szewcem. Został skazany na pięć lat za to, że odmówił używania skrawków skóry do zelowania nowych butów.

W listopadzie 1940 r. Herling „etapem” został przewieziony do Leningradu, i trafił do „Pieriesyłki” - więzienia na Krestach. Leningradzkie więzienie było w porównaniu z witebskim luksusowe i dawało złudzenie wewnętrznej wolności. Cele na pozór puste, czyste, wzorowo zasłane łóżka, nocne stoliki, wieszaki na ubrania, stoły z prasą, radioodbiorniki i wiszące wszędzie portrety Stalina. Herling szybko zapoznał się z wewnętrzną strukturą społeczności więziennej. Tworzyli ją: polityczni, których pozycja była najgorsza (według Stalina oni mieli „zdychać za życia”); „bytownicy” - więźniowie kryminalni, odsiadujący dość krótkie wyroki (najczęściej 18 miesięcy) i „urkowie” - kryminalna recydywa. Ci ostatni kierowali życiem celi, nie przestrzegając żadnych norm moralnych. Leningrad stanowił swego rodzaju więzienie przejściowe („Pieriesyłkę”). Stąd przewożono skazańców do różnych łagpunktów, rozrzuconych po terenie Rosji.

Herling spędził w „Pieriesyłce” dziesięć dni. Potem został wysłany dalej. Pociąg zatrzymał się w Wołogdzie. Tu wysadzono Herlinga, by następnej nocy zawieźć go do Jercewa pod Archangielskiem. „Inny świat” powitał go mroźną zimą.

„Nocne łowy” - „Proizwoł”

Sowieckie obozy pracy powstawały zazwyczaj w dziewiczych lasach. Były budowane „od zera” przez wysadzonych z ciężarówek więźniów. Władze nie zapewniały koniecznego zaplecza i narzędzi. Budynki wznoszono najprymitywniejszymi technikami, prawie że „gołymi rękami” skazańców. Tak powstał w 1936 r. obóz kargopolski. Gdy Herling tu trafił, obóz liczył sobie około 30 000 mieszkańców i składał się z kilkunastu „uczastków” rozrzuconych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Wykonywał planowe zadania państwowego przemysłu drzewnego.

Więźniowie z pierwszych „etapów” już dawno złożyli swoje kości w niewiadomym nikomu miejscu. To oni wprowadzili zwyczaj samookaleczania, dzięki któremu mogli choć kilka tygodni spędzić pod dachem szpitala, w ludzkich warunkach. Obóz w Jercewie posiadał własną bazę żywnościową, tartak, dwie bocznice kolejowe, miasteczko dla pracowników administracji i straży.

W 1938 r. po raz pierwszy w Jercewie zjawili się „urkowie” i od razu opanowali obóz. Stworzyli z niego „małą republikę” z własnym sądem kapturowym. Wprowadzili zwyczaj mordowania więźniów politycznych oraz gwałcenia nieostrożnych kobiet.

Pierwszą noc Herling spędził w pustym baraku. Miał wysoką temperaturę. Stary, jednonogi Dimka poradził mu, by udał się do szpitala. Po więzieniu najpierw należy się odpoczynek, a dopiero potem przyjdzie czas na „uczciwą” pracę. Szpital mieścił się w małym domku, niedaleko kobiecego baraku. Kiedy Herling znalazł się w nim, został przywitany przez zarośniętego i obdartego starca, a następnie skierowany do Tatiany Pawłownej. Obozowa „służba zdrowia” leczyła chorych podawaniem dwóch lekarstw - wywaru z igieł sosnowych i łyżki surówki. W szpitalu, w czystym łóżku, spędził Herling dwa tygodnie. Był to najpiękniejszy okres w jego życiu w tym „nieludzkim, innym świecie”. Tutaj po raz pierwszy zetknął się z człowiekiem chorym na „pyłagrę”. Podczas jej trwania wypadały włosy, zęby, chory miewał ataki melancholii i dziwnie się zachowywał. Leczono ją małymi kostkami margaryny. „Pyłagrycy” nigdy nie wracali do zdrowia. Ze szpitala odsyłano ich do baraku „słabosiłków”, czyli do „trupiarni”.

Po powrocie ze szpitala do baraku Gustaw - za radą Dimki - sprzedał „urce” z brygady tragarzy swoje oficerki za 900 gram chleba i zapewnił sobie w ten sposób przydział do tejże brygady, w której praca (rozładunek wagonów z żywnością dla obozu) była ciężka, ale od czasu do czasu dawała możliwość wykombinowania czegoś do jedzenia ponad głodową rację żywnościową.

Nocami w obozie odbywały się „polowania” na kobiety. Pochwycone gwałcono. Przewodził temu procederowi „urka” Kowal, któremu Herling sprzedał oficerki.

Praca. Dzień po dniu

Więźniowie byli budzeni o 5.30 rano. Jeszcze przed godziną 6.00 więźniowie ustawiali się w kolejce przed kuchnią, zaś w barakach pozostawali tylko ci, którzy otrzymali wcześniej zwolnienie lekarskie. W kuchni więźniowie otrzymywali posiłek według przynależności do odpowiednich kategorii „trzeci kocioł” - „stachanowcy” (najsilniejsi i najzdrowsi więźniowie, którzy wyrabiali 125 i więcej procent dziennej normy) - duża łyżka gęstej kaszy i kawałek solonej „treski” lub śledzia; „drugi kocioł” - 100% normy oraz ci, których praca nie mogła być obliczana według norm procentowych - łyżka kaszy; „pierwszy kocioł” - wszyscy pozostali (niewyrabiający normy, więźniowie zwolnieni z pracy, mieszkańcy tzw. „trupiarni” oraz „dniewni” i niektórzy więźniowie ze służby i administracji obozowej); „iteerowcy” (technicy, inżynierowie i specjaliści, których wiedza i umiejętności były szczególnie cenne) otrzymywali racje żywnościowe większe niż stachanowcy. Wszyscy prawie zjadali swoje porcje zaraz po otrzymaniu.

Przed godziną 6.30 następował wymarsz do pracy. Przez kilka pierwszych godzin więźniowie zmagali się przede wszystkim z bólem mięśni i poranionych oraz odmrożonych części ciała (w miarę dobrze ubrani byli jedynie stachanowcy, gdyż po zniszczeniu odzieży tylko oni otrzymywali nową). W południe stachanowcy otrzymywali łyżkę gotowanej soi i sto gramów chleba, zaś pozostali więźniowie mieli jedynie przerwę w pracy. Rzadko kto zachował do tego czasu kawałek chleba, otrzymanego poprzedniego dnia na kolację (chleb wydawano wieczorem również według wyznaczonych kategorii: pierwszy kocioł - 400, drugi - 500, trzeci - 700 gramów). Praca trwała do godziny 17.00. Po powrocie do obozu i rewizji przy bramie więźniowie otrzymywali kolację i udawali się do swoich baraków.

Ochłap

Pod koniec 1941 r. do Jercewa trafił Gorcew - młody, silny mężczyzna. Chodziły pogłoski, że to były enkawudzista. Potwierdził je osobiście swoim zachowaniem i tonem wypowiedzi oraz fanatyczną wiarą w „partię i prawitielstwo”, a także przekonaniem, że po wyjściu z obozu powróci na „odpowiedzialne stanowisko”. „Około Bożego Narodzenia w obozie zatrzymał się transport więźniów zdążający do Kruglicy. Jeden z zesłańców rozpoznał w Gorcewie swego byłego oprawcę i rzucił się na niego z żelaznym prętem. Po chwili inni więźniowie w baraku również wyładowali na Gorcewie swą nienawiść”. Ciężko pobity dostał jeden dzień zwolnienia. W brygadzie wyznaczono mu najcięższą pracę i nie dawano w ciągu dnia - jak to było w zwyczaju - zmiany. Aby przedłużyć jego cierpienie, karmiono go na równi z najlepiej pracującymi. Nie pomagały błagania ani próby protestu ze strony ofiary. Po miesiącu Gorcew zemdlał przy pracy, zaś podczas transportu saniami zsunął się w zaspę śnieżną podczas „chwili nieuwagi” powożącego. Wieczorem odnaleziono zamarznięte ciało i odwieziono je do kostnicy.

Zabójca Stalina

Z powodu braku tłuszczów w pokarmach wielu więźniów chorowało na „kurzą ślepotę”, która przejawiała się całkowitą utratą wzroku. Jednym z nich był „zabójca Stalina”. Był on niegdyś wysokim urzędnikiem. Założył się kiedyś po pijanemu z przyjacielem, że trafi z pistolem w oko Stalina - zdjęcia wiszącego na ścianie - i udało mu się to. Kilka miesięcy później pokłócił się z przyjacielem, który doniósł o incydencie. Niezwłocznie pojawili się oficerowie NKWD i zasądzono go na 10 lat zesłania. Nie przeżył obozu, zmarł przekonany, że naprawdę zabił Stalina.

Drei Kameraden

W obozie był jeden barak, który zwano „pieriesylnym” z racji umieszczania tam więźniów przechodzących przez Jercewo „tranzytem” do innych obozów. W 1941 r. Gustaw często zachodził do „pieriesylnego”. Pewnego lutowego wieczora spotkał tam trzech Niemców, którzy swoim wyglądem i zachowaniem różnili się nieco od innych więźniów. Stefan studiował niegdyś na uniwersytecie w Hamburgu, zaś Hans i Otto pracowali w zakładach mechanicznych w Dusseldorfie. Należeli do niemieckiej partii komunistycznej i po pożarze Reichstagu musieli uciekać. Wybrali ZSRR. Tu dostali się do łagru. Dowiedziawszy się przypadkiem o pakcie sowiecko-niemieckim rozpoczęli głodówkę. Przejaw protestu został przyjęty przez władze łagodnie. Umożliwiono więźniom spotkanie z ambasadorem niemieckim. Więźniowie zażądali możliwości powrotu do ojczyzny, z zastrzeżeniem, że nie będą tam ukarani za przekonania i nielegalną ucieczkę. Władze obu państw doszły do porozumienia i Niemcy zostali - poza kilkudziesięcioma, których zatrzymanie zastrzegła sobie strona radziecka - wypuszczeni i odtransportowani do granicy. Wśród zatrzymanych znaleźli się trzej przyjaciele.

Ręka w ogniu

Śledztwo, więzienie i zesłanie nie były w Związku Radzieckim środkami kary za jakieś przestępstwa czy przewinienia. Ich celem było kompletne rozbicie osobowości danego człowieka i ukształtowanie jej w sposób wygodny dla całości „systemu”. Niektórzy więźniowie buntowali się przeciwko temu procesowi i próbowali szukać ucieczki w męczeństwie.

Michaił Aleksiejewicz Kostylew, który do Jercewa przybył z „łagpunktu” w Mostowicy był przykładem takiego właśnie zachowania. Kostylew nosił na temblaku zabandażowaną rękę. Z tego powodu nie pracował. Pewnego razu Gustaw (próbujący odpocząć w baraku po ciężkiej pracy przy wyładunku) zaobserwował, jak ranny odwija bandaż i opala ociekającą ropą i krwią rękę nad ogniem. Gustaw obiecał dochować tajemnicy. Od tego momentu zaczęła się ich krótka (miesięczna) znajomość. Michaił Aleksiejewicz oparzył kiedyś przypadkiem rękę przy ognisku i dostał siedem dni zwolnienia z pracy. Postanowił wtedy w ten sposób unikać pracy. Wolny czas poświęcał za to na czytanie. Oczekiwał też na widzenie z matką. Kiedy zbliżała się selekcja więźniów na Kołymę, nie zaprzestał swego procederu, mimo iż wszyscy inni więźniowie starali się jak mogli unikać w tym czasie wizyt w ambulatorium, gdyż na Kołymę wędrowali więźniowie najsłabsi i chorzy. W końcu dowiedział się, że również znalazł się na liście. Ciosem było dla niego jednak to, że nie będzie mógł zobaczyć matki. Gustaw zaofiarował się, że pójdzie na Kołymę zamiast Kostylewa, ale zastępca komendanta obozu odrzucił prośbę. Kostylew natomiast oblał się w łaźni wrzątkiem i zmarł. W pierwszych dniach maja przybyła z rodzinnego Woroneża matka Kostylewa, aby zabrać pamiątki po ukochanym dziecku.

„Dom Swidanij”

Było to skrzydło baraku obok wartowni, gdzie więźniowie przebywali wspólnie ze swoimi krewnymi podczas rzadkiej okazji odwiedzin. Prawo do odwiedzin przysługiwało jedynie więźniom wyrabiającym dzienną normę. Teoretycznie można było starać się o odwiedziny raz do roku, jednak w praktyce nielicznym szczęśliwcom udawało się to osiągnąć co 3-5 lat. Spowodowane to było przede wszystkim wielkimi trudnościami, jakie NKWD stawiało przed człowiekiem wolnym starającym się o pozwolenie na wizytę w łagrze. Po pokonaniu tych trudności i uzyskaniu zezwolenia można było przyjechać na własny koszt do obozu na okres 1-3 dni. W tym czasie zarówno gość, jak i więzień mieszkali razem w „Domu Swidanij”. Przed wizytą skazaniec szedł do łaźni, do fryzjera i otrzymywał czyste ubranie. Zabiegi te nie były w stanie ukryć stanu fizycznego wycieńczonego zesłańca, który umyty i przebrany wchodził w trudną i męczącą rolę udawania jakby kogoś innego. Dodatkowym problemem był zakaz rozmawiania na temat warunków życia w obozie.

Zmartwychwstanie

Pobyt w szpitalu był jednym z marzeń zesłańców. Powodem tego były całkiem odmienne warunki bytowania (czysta pościel i bielizna, troska lekarza i pielęgniarek, lepsze pożywienie - trzeci kocioł, dieta przeciw awitaminozie), które sponiewieranemu zesłańcowi przywracały poczucie ludzkiej godności. Życie w warunkach łagrowych było możliwe jedynie dzięki przyzwyczajeniu powiązanemu z zapomnieniem o dawnym życiu. Szpital był niebezpieczny, ponieważ przerywał okres tego zapomnienia, co mogło doprowadzić do załamania, podobnie jak wizyta w „Domu Swidanij”.

W początkach istnienia obozów do szpitala można się było dostać w wyniku samookaleczenia (np. obcięcie przy pracy palców u rąk). W 1940 roku władze obozów zorientowały się w sytuacji i zaczęto samookaleczenia surowo karać.

„Wolnymi” lekarzami byli w obozie najczęściej byli zesłańcy, którzy po zakończeniu wyroku otrzymywali propozycję pracy w szpitalu obozowym (praca z mieszkaniem i dobrą płacą). Ponieważ najczęściej zesłańcy nie mieli do kogo wracać lub obawiali się powrotu do „normalnego” społeczeństwa, chętnie przyjmowali te propozycje. Jegorow, lekarz pracujący w szpitalu obozowym od 1939 r., utrzymywał na dystans lekarzy-więźniów i nie dopuszczał do - powszechnych w tej grupie - nadużyć w rodzaju sprzedawania niewielkich ilości spirytusu „urkom”. Miał romans z Jewgieniją Fiodorowną (pielęgniarką-więźniarką), którą poznał jeszcze przed własnym zwolnieniem i - podobno - przyjęcie pracy w szpitalu w Jercewie uzależnił od przeniesienia jej do tego obozu.

Wychodnoj dień

Według przepisów wolny od pracy dzień przypadał raz na dekadę (10 dni). W rzeczywistości stawał się on wielkim świętem, gdyż ogłaszano go najczęściej wówczas, gdy obóz przekraczał górną granicę produkcji na kwartał. Z wolnym od pracy dniem wiązało się również niecierpliwe oczekiwanie, które sprawiało więcej radości niż samo szybko przemijające święto. Świąteczny nastrój zaczynał panować już wieczorem w przeddzień święta. W barakach i na placach rozlegały się dźwięki rozmaitych instrumentów muzycznych i śpiewy.

Pamfiłow, Kozak znad Donu, znajomy Gustawa, zwykł w dni świąteczne odczytywać mu na głos listy od syna. Chłopak został w wieku 18 lat wzięty do wojsk pancernych. Pisywał od czasu do czasu, jednak w jego listach coraz wyraźniej można było dostrzec narastający dystans wobec kochającego go niezmiennie ojca.

Wieczór więźniowie spędzali we własnych barakach na rozmowach, grając w warcaby lub kości. Kilka świątecznych wieczorów zajęło wysłuchiwanie opowieści o próbie ucieczki Rusto Karinena, komunisty fińskiego, skazanego w 1936 r. na 10 lat zesłania. Planował on przedostanie się pieszo do północnego krańca jeziora Ładoga (kilkaset kilometrów) i próbę przedarcia się przez granicę fińską. Ciepło ubrany, wyposażony w zapas suchego chleba, nieco słoniny, butelkę oleju roślinnego, dwieście rubli i trzy pudełka zapałek oderwał się na kilka godzin przed zakończeniem pracy od brygady z przeświadczeniem, że należy mieć rano słońce za plecami, zaś wieczorem - przed sobą. Nocował w wykrotach, jadł raz dziennie kawałek słoniny i suchara. Po siedmiu dniach błądzenia dotarł wycieńczony do skraju jakiejś wsi, która - jak się okazało - leżała o piętnaście kilometrów od obozu, z którego uciekł. Odwieziony przez chłopów do obozu został tak skatowany, że przez pięć miesięcy przebywał w szpitalu. Od tamtej pory zaniechał planów ucieczki i wszystkim powtarzał, że z obozu uciec się nie da.

Część druga

Głód

Sowiecki obóz tworzył nową moralność, łamał wszelkie prawa etyczne ustalone przez stulecia. Wprowadzał inne, uzależnione od warunków materialnych i sanitarnych. Głównym czynnikiem kształtującym ową moralność był głód fizyczny i seksualny. „Nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu i bólu” - było to prawo powszechnie w obozie obowiązujące. Prawu temu kobiety podlegały w jeszcze większej mierze niż mężczyźni.

W styczniu 1941 r. przyszła do obozu młoda i bardzo ładna Polka, „córka oficera z Mołodeczna”. Początkowo usiłowała zachowywać się z godnością i przestrzegała wszelkich reguł mogących uchronić ją przed nocnymi łowami „urków”. Jednak po miesiącu uległa nadzorującemu jej pracę więźniowi. Od tej pory całkowicie zmieniła swoje postępowanie i sypiała z każdym, kto tylko tego sobie zażyczył. Kiedy Gustaw spotkał ją w 1943 r. w Palestynie, byłą już starą i zniszczoną kobietą.

Krzyki nocne

Pracujący ponad siły przez cały dzień więźniowie z utęsknieniem wyczekiwali powrotu do baraku i momentu, kiedy będą mogli wyciągnąć się na pryczy. Jednak sen ich, niespokojny i pełen koszmarów, nie dawał rzeczywistego odpoczynku. Ciągłe zmęczenie, głód, a często również i ból, będący pozostałością po przebytych w czasie śledztwa torturach, były przyczyną oczekiwania przez wielu zesłańców na śmierć, która miałaby się stać wybawieniem od nieustannego cierpienia.

Około godziny dziesiątej wszystkie rozmowy cichły, jednak sen jeszcze długo nie przychodził. Dopiero koło północy wszyscy pogrążali się w płytkim śnie. Ciszę baraku przerywały okrzyki bólu, szloch, wzywane przez sen imiona Boga i krewnych. Tylko Dimka przesiadywał długo obok cebrzyka pomyj, beznamiętnie wpatrując się w kłębowisko ciał leżących na wspólnych pryczach.

Zapiski z martwego domu

Istniało też w obozie życie kulturalne. Jego przejawem były projekcje filmów, przedstawienia teatralne oraz skromny księgozbiór, nad którym miał pieczę Kunin, naczelnik „kawecze” (kulturno-wospitatielnoj czasti). Do księgozbioru należały przede wszystkim Woprosy leninizma Stalina oraz liczne wydawnictwa propagandowe.

Od początku istnienia obozu były wyświetlane dwa filmy: jeden z udziałem Michaiła Stiepanowicza W. (jeszcze przed zesłaniem Gustawa) oraz Wielki walc - film amerykański o życiu Straussa, poprzedzony krótkim filmem propagandowym. Podczas tego filmu po raz pierwszy chyba Gustaw zamienił kilka słów z Natalią Lwowną, pracownicą biura rachmistrzów. Była to kobieta pozbawiona urody, ale za to wobec wszystkich niezwykle uprzejma, usłużna i bezinteresowna. Po projekcji wręczyła Gustawowi potajemnie Zapiski z martwego domu Dostojewskiego - książkę zakazaną nawet poza obozem. Lektura dzieła traktującego o życiu zesłańców poruszyła głęboko Gustawa, który przez długi czas nie mógł się od niej oderwać. Przypominała mu ona jakby o rzeczywistości, o której pragnął zapomnieć, ale zarazem odkrywała przed nim nowe horyzonty życia i przeżyć. W uniesieniu wywołanym lekturą był gotów nawet popełnić samobójstwo, aby udowodnić swą wewnętrzną wolność i niezależność wobec otaczającej go rzeczywistości. Natalia Lwowna jednak poprosiła w końcu o zwrot ukochanego dzieła, które pomagało jej przeżyć.

Na tyłach „otieczestwiennoj wojny”. Partia szachów

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej zmienił nieco sytuację w obozie. W czerwcu cudzoziemcy i radzieccy więźniowie polityczni zostali usunięci m.in. z brygady żywnościowej. Do wzmocnienia załogi przysłano natomiast nowe oddziały NKWD. Od tej pory brygady „lesorubów” (pracujących przy wyrębie lasu) wychodziły pod eskortą nie jednego, lecz dwóch strażników. Po podpisaniu w Londynie paktu Sikorski Majski (Polska i Związek Radziecki) i amnestii uległa też zmianie sytuacja Polaków. Przed wojną uważano ich za tchórzy i „antigiermańskich faszistow”, w tym okresie zaczęto ich traktować jako bojowników wolności. Posuwanie się frontu w głąb ZSRR wywoływało też we współwięźniach odruch traktowania Polaków jako przyszłych współobrońców (razem z NKWD) więzień i obozów.

W „baraku technicznym” zamieszkiwali więźniowie, którzy w obozie pracowali według swoich kwalifikacji nabytych na wolności. Barak ten był urządzony nieco lepiej niż inne, jego mieszkańcy zaś korzystali z lepszego wyżywienia i ubrania. W hierarchii obozowej stali oni tuż za „urkami”. Mieli obowiązek donoszenia na współwięźniów. W każdą środę pojawiała się w zonie Rosjanka, oficer NKWD, Strumina, która spełniała wobec więźniów funkcję „spowiednika”.

Sianokosy

W czasie trwania krótkiego lata Gustaw znalazł się w brygadzie pracującej przy sianokosach. Był to okres odpoczynku na łonie pobudzonej do życia przyrody. Po zakończeniu sianokosów przydzielono go do pracy na tzw. „birży drzewnej” (cięcie i ładowanie drewna na wagony). Zachorował wówczas na cyngę i kurzą ślepotę. W tym czasie z niecierpliwością i niepokojem obserwował licznie przewijających się przez „pieriesylny” Polaków zdążających na Zachód, aby zaciągnąć się do tworzonej armii polskiej. Samego Gustawa jednak amnestia uporczywie omijała.

Męka za wiarę

W listopadzie 1941 r. z dwustu Polaków zostało w obozie już tylko sześciu. Gustaw - wycieńczony chorobami - postanowił podjąć głodówkę, widząc w niej ostatnią szansę uzyskania zwolnienia. Ryzyko było wielkie, gdyż działania tego typu traktowano jako sabotaż i mogły doprowadzić do egzekucji. Zdeterminowany Gustaw porozumiał się z pozostałymi Polakami, którzy zechcieli przyłączyć się do akcji. Postanowili jednak występować oddzielnie i nie kontaktować się ze sobą, gdyż zbiorowy bunt mógłby zostać potraktowany w sposób bardziej surowy. Fakt podjęcia przez nich protestu spowodował odsunięcie się od głodujących innych więźniów, którzy obawiali się represji wywołanych kontaktowaniem się z buntownikami. Każdy z Polaków był więc samotny.

Następnego rana (1 XII) Zyskind zebrał wszystkich głodujących i zaprowadził na przesłuchanie do naczelnika obozu, Samsonowa. Później odprowadzono ich do izolatora (więzień izolatora otrzymywał jedynie 200 g chleba dziennie i czystą wodę, cele były bardzo małe, okienka nie miały szyb, na pryczach nie było też żadnych sienników i koców). Czwartego dnia pobytu w izolatorze pojawił się dygnitarz NKWD, który na odmowę zaprzestania głodówki oznajmił o czekającym Gustawa trybunale wojennym. Później nikt przez jakiś czas nie zakłócał więźniowi spokoju. Gustaw nie czuł głodu, ale bardzo osłabł. Zaczęły mu też puchnąć nogi. W tym czasie doszła do niego wieść o zabraniu do szpitala trójki spośród pięciu głodujących oraz o egzekucji przeprowadzonej na trzech zakonnicach. Ósmego dnia Gustaw i T. zostali zabrani do szpitala, gdzie doktor Zabielski, wbrew instrukcjom, dał im zamiast porcji chleba zastrzyki z mleka, co uratowało ich przed skrętem kiszek i nieuchronną śmiercią.

Trupiarnia

Po pięciodniowym pobycie w szpitalu Gustaw został skierowany do „trupiarni”. Do baraku tego kierowano więźniów, którzy nie nadawali się już do pracy i mieli w tym miejscu oczekiwać na śmierć. Przez większą część czasu w baraku panowała cisza, gdyż rozmowy prowadzone były szeptem albo półgłosem. Cisza była przerywana tylko nocą, kiedy z ust śpiących wyrywały się rozmaite krzyki i jęki. Pomimo ogólnej tendencji do stale podsycanej wrogości wobec innych, więźniowie, którzy poznali się w obozie wcześniej, raczej dążyli do pogłębiania przyjaźni. Początkowo Gustaw żył nadzieją uwolnienia, jednak przed Bożym Narodzeniem każdy z Polaków otrzymał do podpisania krótkie oświadczenie, zawierające informację o zatrzymaniu w obozie decyzją NKWD. W Wigilię cały barak przybrał uroczysty wygląd, choć oficjalnie obchodzenie świąt kościelnych było zabronione. Wszyscy więźniowie życzyli sobie wzajemnie tylko jednego - wolności.

Opowiadanie B.

Polak B. był przed wojną nauczycielem i oficerem rezerwy Wojska Polskiego. Aresztowano go po wybuchu wojny, oskarżono o zdradę Związku Radzieckiego, a następnie zesłano do Jercewa. W nocy 23 czerwca 1941 r. B. został zaprowadzony do kancelarii NKWD. Tam Strumina podsunęła mu do podpisania akt oskarżenia o ponowną zdradę ZSRR. Nie podpisał aktu oskarżenia, co spowodowało, że wysłano go do karnego obozu w Aleksiejewce i osadzono w izolacyjnej zonie karnej. W celi o rozmiarach 3 x 5 m po niedługim czasie znalazło się oprócz niego jeszcze 5 innych więźniów z Jercewa oraz 16 z innych obozów. Więźniowie wiedzieli, że wybuchła wojna niemiecko-radziecka i byli przekonani, że zostaną rozstrzelani „dla postrachu”. Rozpoczęły się przesłuchania. Kiedy przyszła kolej na B., dotkliwie bity i dręczony głodem oraz brakiem snu, więzień nie poddał się i nie podpisał aktu oskarżenia (oskarżano go m.in. o to, że dopuścił się zdrady wobec Związku Radzieckiego, gdyż opowiadał współwięźniom o warunkach życia na Zachodzie). Po dwóch nocach przesłuchania powrócił do celi, gdzie powitali go towarzysze, którzy w większości przesłuchania mieli już za sobą. Dwa tygodnie później wzięty znów na przesłuchanie, zastał w siedzibie NKWD czterech świadków, którzy zeznawali przeciw niemu (dwóch z nich B. w ogóle nie znał). Tymczasem rozpoczęły się rozprawy sądowe. Skazani więźniowie byli przenoszeni do celi naprzeciw, więc pozostali mogli się dowiedzieć o wyrokach śmierci, które zapadły. Po kilku dniach w celi zostało już tylko pięciu więźniów. W tydzień później z celi śmierci wyprowadzono skazanych i rozstrzelano na dziedzińcu. Niedługo potem z celi zostali zabrani też jego czterej towarzysze. Pewnej nocy B. został doprowadzony do jercewskiej szkoły, gdzie odbył się sąd. Ze zdziwieniem więzień dowiedział się, że na mocy układu z rządem polskim w Londynie nie będzie sądzony. Odesłano go do Drugiej Aleksiejewki (była to część obozu w Aleksiejewce zamieniona na zonę izolacyjną). Więźniowie tam przebywający mimo mrozu byli odziani jedynie w postrzępione łachmany. Byli też tak wycieńczeni, że umierali w czasie pracy. W dwa tygodnie później B. został przeniesiony do wolnej zony, gdzie trafił do baraku zasiedlonego przez 123 Polaków. Polacy postanowili odmówić pójścia do pracy, żądając uwolnienia na mocy niedawnej amnestii. Zaskoczony komendant obozu odesłał wszystkich do Kruglicy. Pod koniec września B. powrócił do Jercewa.

W styczniu 1942 r. stan zdrowia Herlinga pogorszył się. Spuchł i nie mógł schodzić z pryczy. Nie czuł też głodu. W sennych majakach powracał ze stacji w Kieleckiem do domu. Budził się w momencie, gdy już miał się witać z rodziną. Sen ten powracał bardzo często. Jednak w momentach przytomności był świadkiem okropnych scen, których przyczyną był wielki głód dręczący więźniów. Pewnego wieczoru stary „kołchoźnik” z okolic Kaługi oznajmił więźniom „trupiarni”, że jest Chrystusem. Przepowiadał wszystkim „koniec cierpień”, a następnie rozpostarł ramiona i runął w ogień.

Ural 1942

19 stycznia 1942 r. odprowadzany przez przyjaciół do bramy obozu, Gustaw został zwolniony. Przedstawiono mu wykaz miejscowości, do których mógł się udać. Nie miał prawa zamieszkać w dużym mieście. Nie było mowy, aby mógł wstąpić do polskiego wojska. Poza tym najdalej wolno mu było osiedlić się na Uralu. Początkowo Gustaw dotarł pociągiem do Wołogdy, gdzie utknął na pewien czas. Wraz z tłumem innych zwolnionych z obozów i więzień nocował (zgodnie z rozporządzeniem NKWD) w poczekalni dworcowej, skąd między innymi z powodu tłoku każdego ranka wynoszono co najmniej 10 trupów. Po pięciu dniach Gustaw wsiadł do jakiegoś pociągu, który zatrzymał się na chwilę o kilometr za stacją. Wykryty przez konduktora został wysadzony na stacji Buj.

30 stycznia Gustaw przybył do Swierdłowska, gdzie nie mógł oprzeć się pokusie i kupił za resztkę pieniędzy notes i kawałek ołówka, aby mieć możliwość spisywania swoich wrażeń. Po pewnym czasie od przebywającego chwilowo w mieście oficera polskiego Gustaw dowiedział się, że najbliższa polska placówka wojskowa ma siedzibę w Czelabińsku, zaś w Gruzji tworzona jest ostatnia polska dywizja. W Czelabińsku Grudziński spotkał swych trzech współtowarzyszy głodówki. Razem odszukali w hotelu Ural szefa polskiej misji wojskowej, który obiecał im pomóc w dojechaniu do Kazachstanu. W pierwszych dniach lutego byli zesłańcy wyruszyli wagonem towarowym w długą podróż. 9 marca dotarli do miejscowości Ługowoje, gdzie Gustaw został przyjęty do 10. pułku artylerii lekkiej. 26 marca pułk został przetransportowany do Krasnowodzka nad Morzem Kaspijskim, skąd dwoma statkami dopłynął do Pahlevi.

Epilog: upadek Paryża.

Gustaw powraca myślą do pamiętnego czerwcowego dnia w 1940 r., kiedy w witebskiej celi pojawił się mały, czarny więzień, od którego pozostali dowiedzieli się o upadku Paryża. W świadomości więźniów Paryż był ostatnim bastionem broniącej się przed zalewem faszyzmu Europy. Po jego upadku zniknęła nadzieja. Przez następnych parę tygodni Gustaw poznał bliżej tego więźnia. Był on synem bogatego żydowskiego kupca. Od 1935 r. studiował w Paryżu, gdzie został komunistą, zaś w 1939 r. z dyplomem inżyniera architektury przybył do Polski. Po wkroczeniu Sowietów do Grodna został tam referentem budowlanym, w maju 1940 r. zaś aresztowano go za odmowę dobrowolnego wyjazdu w głąb Rosji. Inni więźniowie również polubili młodego Żyda, który często opowiadał z dużym przejęciem o Paryżu i toczącym się w tym mieście życiu. Czuł się Polakiem, ale spytany na apelu o narodowość stwierdził, że jest Żydem.

W 1945 r. Gustaw - pracujący w tym czasie w redakcji pisma wojskowego - spotkał go ponownie w Rzymie. Przybysz opowiedział historię swego zesłania. Dostał dziesięć lat i zesłano go do obozów nad Peczorą. Początkowo pracował przy „lesopowale” i spławie drewna. W 1942 r. mianowano go dziesiętnikiem w brygadzie budowlanej i trafił do baraku technicznego. W 1944 r. zwolniono go przed terminem i wcielono do Armii Czerwonej. Po demobilizacji (znajdował się wówczas w Warszawie) uciekł do Włoch. Jednak w całej tej historii był jeden moment szczególny. Jako mieszkaniec baraku technicznego w 1942 r. został pewnej nocy wezwany do Trzeciego Oddziału, gdzie oficer NKWD kazał mu zaświadczyć o odbytej rzekomo przez czterech Niemców pracujących w jego brygadzie rozmowie. Mieli oni mówić o bliskim nadejściu Hitlera. Mając do wyboru powrót do ciężkiej pracy albo fałszywe zeznanie, wybrał to drugie. Niemców rozstrzelano dwa dni później. Opowiadając tę historię miał nadzieję, że usłyszy od Gustawa jedno słowo - „rozumiem”, które uspokoiłoby jego sumienie. Jednak Gustaw tego słowa nie wypowiedział.

Problematyka

Problemy społeczno-egzystencjalne. Świat radzieckich łagrów

Warunki życia w łagrze

Przymusowe obozy pracy stanowiły rozbudowany system obejmujący praktycznie cały teren Związku Radzieckiego. W dyskusjach, jakie Grudziński prowadził z więźniami, liczbę osadzonych w obozach i więzieniach na terenie całego państwa szacowano w granicach od 16 do 25 milionów. „Pionierski”, jak pisze narrator, okres sowieckich łagrów przypadał na lata 1937-40, a więc na czasy Wielkiej Czystki. Obóz kargopolski w Jercewie, gdzie przebywał Grudziński, założony został, według relacji więźniów, w 1936 roku, w pobliżu stacji w lesie. Ciężkie warunki życia, temperatura spadająca do minus 40 stopni Celsjusza, prowizoryczne baraki oraz ograniczenia racji żywnościowych stały się przyczyną wysokiej śmiertelności więźniów. W roku 1940 Jercewo posiadało już własną bazę żywnościową, tartak, bocznicę kolejową oraz miasteczko dla obozowej administracji. Obóz stanowił „centrum kargopolskiego ośrodka przemysłu drzewnego”. Na terenie obozu mieścił się szpital, „trupiarnia”, biblioteka, tranzytowy barak zwany „pieriesylnym” oraz dom widzeń, gdzie za specjalnym pozwoleniem więzień, raz na jakiś czas, mógł spotkać się z kimś bliskim. Warunki życia były bardzo ciężkie. Więźniowie mieszkali stłoczeni w barakach, gdzie spali na zawszonych pryczach, byli zagłodzeni, wychudzeni, a ich ubranie nie chroniło przed mrozem.

Więźniowie

Społeczność więźniów, do której należeli ludzie różnych narodowości, nie była jednolita. Najstarszą grupę stanowili uwięzieni w 1937 roku, a najmłodszą - małoletni przestępcy tzw. „biezprizorni”. Oprócz nich w łagrze przebywali pospolici przestępcy „bytownicy” i najgroźniejsi, najsilniejsi w hierarchii więźniów, recydywiści „urkowie”. „Urka - jak pisze Grudziński - jest w obozie instytucją, najwyższym funkcjonariuszem po dowódcy warty”. Dużą część osadzonych w sowieckich łagrach stanowili „biełoruczki” - więźniowie polityczni, oskarżeni o działalność na szkodę państwa radzieckiego, aresztowani najczęściej z bardzo błahych powodów. Silną pozycję w obozie zajmowali „stachanowcy”, więźniowie których wydajność w pracy przekraczała 125% normy. Z racji swojej przydatności do wykonywania ciężkich robót, mieli najwyższe racje żywnościowe. Najniżej w hierarchii więźniów znajdowali się chorzy, słabi, niezdolni do pracy, mieszkańcy trupiarni: „słabosilka” (miał jeszcze szansę powrotu do pracy) i „aktirowka” (skazany na powolne umieranie, pozbawiony dodatku żywnościowego).

Praca

W Jercewie większość więźniów pracowała w brygadach „leserobudów”, zatrudnionych przy wyrębie lasu; nieliczni pełnili funkcje tragarzy w bazie żywnościowej, Grudzińskiemu udało się zdobyć pracę tragarza. Dzienna norma wynosiła czasami 20 godzin na dobę, ale tragarze pracowali blisko zony i mieli większe możliwości, aby ukraść coś do jedzenia. Praca w lesie odbywała się w bardzo ciężkich warunkach. Więźniowi budzeni byli o wpół do szóstej rano. Po skromnym śniadaniu, którego wielkość zależała od przydatności więźnia do pracy, o godzinie siódmej brygada wyruszała do lasu. Droga do pracy była długa i męcząca (...) ale w porównaniu z samą pracą stanowiła jeszcze pewne urozmaicenie”. Więźniowie pracowali cały dzień przy wyrębie i cięciu drzewa, większość z nich (poza „stachanowcami”) nie dostawała żadnego posiłku. Mróz, ogromny wysiłek, głód i wycieńczenie sprawiały, że maksymalny okres zdolności więźnia do pracy trwał dwa lata. Po tym czasie większość trafiała do „trupiarni”. Czas pracy wynosił teoretycznie dziesięć, jedenaście godzin na dobę, ale praktycznie obejmował niekiedy dwadzieścia godzin. W tej sytuacji przydział do pracy w bazie żywnościowej traktowany był jako rodzaj awansu. Przed ukończeniem pracy w lesie więźniowie odnosili do szopy narzędzia i po krótkim odpoczynku, obolali, wyczerpani i zmarznięci powracali do obozu. Przed bramą rewidowano ich, wieczorem dostawali posiłek. Tak wyglądał każdy dzień (...) tygodniami, miesiącami, latami - bez radości, bez nadziei, bez życia”.

W obozach sowieckich przymusowa praca była jedną z form torturowania więźniów i odczłowieczania ich. Pod hasłami budowania gospodarki socjalistycznej państwo radzieckie używało ludzi jako narzędzi pracy. Z przyczyn ekonomicznych i politycznych więźniowie eksploatowani byli w stopniu maksymalnym. Nadludzka praca wyniszczała ich organizmy i uniemożliwiała myślenie o buncie czy wolności.

Głód

Najbardziej dotkliwym aspektem życia obozowego był głód i to zarówno ten wynikający z braku pożywienia jak i głód seksualny.

Z obserwacji poczynionych przez Grudzińskiego wynika, że głód spowodowany brakiem pożywienia trudniej znosiły kobiety niż mężczyźni (...) głód najczęściej łamał kobiety, kiedy zaś raz złamał nie było już zapory na równi pochyłej, po której staczały się na samo dno upodlenia seksualnego”. Autor Innego świata wnikliwie opisuje fizjologię głodu oraz odczucia z nim związane. Pozbawiony pożywienia człowiek zaczyna obsesyjnie myśleć o trawiącym go uczuciu. Ciało staje się wyschnięte i słabe, z trudem wykonuje jakiekolwiek ruchy. Aby zaspokoić głód, człowiek jest w stanie zrobić wszystko, wyrzec się całej ludzkiej godności i wyższych uczuć. „Jaka jest granica jego działania, poza którą chyląca się do upadku godność ludzka odzyskuje na nowo swą zachwianą równowagę?” - pyta Grudziński - i odpowiada - „Nie ma żadnej”. Kiedy w 1941 roku zapanował w Jercewie wielki głód, więźniowie coraz szybciej tracili siły, zapadali na choroby i mdleli z wyczerpania. Dręczące uczucie nie opuszczało więźniów nawet w nocy, kiedy powracało w obsesyjnych snach. Dokładna analiza poszczególnych etapów głodu przedstawiona została w rozdziale, w którym Grudziński opisuje swoją protestacyjną głodówkę. Głód początkowo przejmujący, przechodzi z czasem w stan obojętności, podobny do znieczulenia całego ciała. Człowiek obsesyjnie zaczyna myśleć o jedzeniu, umysł ogarnia lęk przed śmiercią i wysychaniem ciała. Chwilami głód przesuwa się na drugi plan, a dominujące staje się uczucie strachu i zimna. Potem dochodzi do tego poczucie ogromnej samotności. Widok innych jedzących staje się męczarnią. Po paru dniach przychodzi ogromne osłabienie i wyczerpanie, a człowieka ogarnia senność. Cierpienia fizyczne zastąpione zostają psychicznymi: strachem, samotnością, lękiem przed śmiercią. Potem ciało zaczyna puchnąć z głodu, każdy najmniejszy ruch sprawia ból, człowiek odczuwa mdłości oraz zawroty głowy. Na końcu pojawia się ból serca, sygnalizujący całkowity kryzys organizmu.

Głód w ujęciu Grudzińskiego jest nie tylko dojmującym cierpieniem fizycznym, ale także znacząco wpływa na psychikę człowieka. Wycieńczeniu organizmu i reakcjom fizjologicznym towarzyszy nieokreślony lęk, strach przed śmiercią, dojmująca samotność. Człowiek zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością, wszelkie inne uczucia znikają. Konieczność zaspokojenia głodu staje się nadrzędnym celem życia, pozbawia jednostkę wszelkich hamulców etycznych i moralnych.

Wynaturzone życie seksualne

Niemożność zaspokojenia głodu seksualnego sprawiała, że jakiekolwiek formy życia erotycznego w obozie przybierały postać brutalnych, wynaturzonych aktów. Ofiarami mężczyzn padały więźniarki, które raz wykorzystane seksualnie staczały się na dno upodlenia. Wieczorem, kiedy już było ciemno, niektórzy więźniowie zaczajali się wśród opustoszałych baraków na kobiety. „Nocne łowy” stanowiły w Jercewie zjawisko powszechne, a ich ofiarami padało wiele kobiet. Grudziński opisuje dwa szczególnie drastyczne przykłady seksualnego wykorzystywania więźniarek. Jedna z dziewczyn, Marusia, wracając kiedyś ze szpitala do baraku kobiecego została napadnięta i brutalnie zgwałcona przez kilku więźniów. Następnego dnia posiniaczona i skrwawiona zaczęła regularnie odwiedzać w baraku jednego z napastników, Kowala. Któregoś wieczoru, kiedy obydwoje siedzieli w objęciach na pryczy, jeden z urków zaczął zalecać się do dziewczyny. Wściekły Kowal uderzył go w twarz, ale gdy zobaczył, że przeciwników jest więcej, kazał Marusi rozebrać się i oddać po kolei siedmiu urkom. Po trzech dniach, na własną prośbę, Marusia odeszła z transportem więźniów do innego łagru. Drugi opisany przez Grudzińskiego przypadek dotyczył młodej polskiej dziewczyny, córki oficera, zwanej przez urków „generalską doczką”. Dziewczyna początkowo zachowywała się z godnością rzadko w obozie spotykaną. Gdy pewnego dnia jeden z więźniów zgwałcił ją w składzie jarzyn, „generalska doczka” zmieniła się całkowicie. Oddawała się każdemu. „Miał ją kto chciał, pod pryczą, na pryczy, w separatkach techników, w składzie ubrań”. Kiedy Grudziński spotkał ją w 1943 roku w Palestynie, wyglądała jak stara, zniszczona kobieta.

Dla niektórych więźniarek seks był sposobem na znalezienie opiekuna i polepszenie swej doli, dla innych szansą na macierzyństwo. Ciężarna kobieta miała prawo do zwolnienia od pracy na trzy miesiące przed urodzeniem i sześć miesięcy po rozwiązaniu. W warunkach obozowych erotyzm i miłość zastąpione zostały brutalnym, wynaturzonym, zwierzęcym seksem, w którym kobieta traktowana była instrumentalnie jako narzędzie zaspokojenia. Relacje między mężczyzną a kobietą nie miały charakteru ludzkiego, ale stawały się przedmiotowe. Głód seksualny, traktowany jako jeden z głównych instynktów biologicznych, pozbawiał człowieka wszelkich wyższych uczuć. (...) o prawdziwych uczuciach, trudno jest mówić, gdy się uprawia miłość na oczach współwięźniów, łub w najlepszym razie w składzie starych ubrań na przepoconych i śmierdzących łachach obozowych”. Odarte z intymności, czułości i uczucia wzajemne relacje między mężczyzną a kobietą w warunkach obozowych sprowadzały się do poniżających dla obu stron brutalnych aktów seksualnych. Kobieta pozbawiona została swojej godności, człowieczeństwa i szacunku. Zmieniła się w przedmiot i raz poniżona i zniewolona coraz szybciej staczała się na dno. Wszelkie próby budowania namiastek uczuć kończyły się klęską, tak jak w przypadku Marusi i Kowala. Jedynym miejscem, w którym miłość i uczucia traktowano poważnie, był dom widzeń. (...) w zonie panowało wyuzdanie seksualne, kobiety traktowało się jak prostytutki, miłość jak spacer do wychodka, a ciężarne dziewczęta z domu matek witało się drwinami - ale Dom Swidanij ostał się w tym morzu brudu, poniżenia i cynizmu niby jedyna przystań takiego życia uczuciowego, jakiego pamięć przechowała się w obozie z wolności”.

Choroby, szpital, „trupiarnia”

Wyczerpani ciężką pracą, zagłodzeni więźniowie bardzo często zapadali na choroby. Najczęściej była to kurza ślepota, spowodowana niedoborem tłuszczu, „pylagra”, objawiająca się melancholią, wypadaniem włosów i zębów, gruźlica, wrzody. Więźniów kierowano do szpitala wówczas, kiedy byli już niezdolni do pracy, a temperatura ciała przekraczała 39 stopni. Niektórzy dokonywali samookaleczeń, aby znaleźć się w szpitalu, który traktowano jako oazę normalności i spokoju. „Te dwa lub trzy tygodnie powrotu do człowieczeństwa mogły przywrócić każdemu z nas na chwilę jeszcze przed śmiercią poczucie własnej godności”. Leczenie więźniów polegało na zapewnieniu im chwili odpoczynku, w trakcie którego powinni byli jak najszybciej nabrać sił do pracy. Starych, nieuleczalnie chorych kierowano do „trupiarni”, baraku dla zwolnionych od pracy, gdzie praktycznie oczekiwali już tylko śmierci. Szpital był niejako wyłączony z systemu obozowego. Lekarze i siostry byli uprzejmi, więźnia traktowali jak człowieka. Trupiarnia początkowo miała być miejscem, w którym wycieńczonych więźniów przywracano by do sił. W praktyce stała się ostatnim etapem pobytu chorego skazanego na powolną śmierć. Wśród chorych znajdujących się w trupiarni jedną grupę stanowiła tzw. „słabosiłka”, a więc ci, którzy mieli szansę na ozdrowienie, druga - „aktirowka” - to nieuleczalnie chorzy, pozbawieni dodatkowych racji żywnościowych, przeznaczeni na śmierć.

Śmierć

Całe życie więźniów w obozie było drogą do śmierci. Śmierć była wszechobecna, jedni odczuwali przed nią dojmujący strach, inni wyczekiwali jej z nadzieją, jako kresu cierpienia i wybawienia. Niektórzy więźniowie próbowali ratować się przed nią aktywnością, ale po paru latach zaczynali nagle gwałtownie puchnąć, serce nie miało już siły pompować krwi, śmierć następowała w wyniku obrzęku głodowego. Inną grupę więźniów stanowili, jak określa ich Grudziński, „religijni samobójcy”. Oni oczekiwali śmierci z tęsknotą. Niezdolni do samobójczego gestu, mieli nadzieję, (...) że zabije ich w końcu beznadziejność”. Śmierć traktowali jako najwyższą łaskę, wybawienie od pełnego udręki życia. Nienawidzili swojej egzystencji i pragnęli jak najszybciej położyć kres swemu cierpieniu. Grudziński nieraz słyszał jak powtarzali: „Powinniśmy umrzeć (...) my, gnój ludzki, powinniśmy umrzeć dla własnego dobra i bożej chwały”. Większość jednak więźniów obawiała się śmierci, która w obozie (...) nabierała metafizycznej nieobliczalności, stawała poza czasem naszego życia, wyłamywała się z rytmu biologicznego istnienia”. Więzień bał się umierać, bo nigdy nie wiedział, w którym momencie spotka go śmierć i na co umrze. Wokół siebie widział tak samo bezbronnych ludzi. Wspólnota losu nie budziła jednak poczucia solidarności, lecz strach przed zarażaniem śmiercią. Najbardziej przerażającym aspektem umierania w obozie było poczucie całkowitej anonimowości i samotności. Nieznajomość miejsca pogrzebania ciała budziła lęk przed całkowitym unicestwieniem. Jak zauważa Grudziński (...) obóz sowiecki pozbawił miliony swych ofiar jedynego przywileju, jaki dany jest każdej śmierci - jawności - i jedynego pragnienia, jakie odczuwa podświadomie każdy człowiek - przetrwania w pamięci innych”.

Oazy „normalności”

Żyjąc w nieludzkich warunkach łagrów sowieckich więźniowie nie przestawali tęsknić do normalności i wolności. Istniały w obozie miejsca i dni, które stwarzały takie namiastki utraconego wolnego życia. Był to szpital, „Dom Swidanij” oraz przypadający raz na miesiąc „wychodnyj dień”, czyli dzień wolny od pracy. Istniejący w ramach obozu szpital był miejscem wyjątkowym, niepodległym do końca regułom obozowym. Czystość, wygodne łóżka, miła opieka oraz odpoczynek, sprawiały, że więźniowie tęsknili do szpitala, a ich marzeniem było znaleźć sie tam choć na parę dni. „Dom Swidanij” był osobnym barakiem, w którym teoretycznie raz na rok, a praktycznie raz na kilka lat, więźniowie mogli spotkać się ze swoimi bliskimi, znajdującymi się na wolności. Uzyskanie pozwolenia na widzenie kosztowało wiele wysiłku i czasu. NKWD w trakcie przesłuchań starało się jak najbardziej zniechęcić rodziny więźniów do odwiedzin. Jeśli już wydawało zezwolenie, zobowiązywało odwiedzających po powrocie do całkowitego milczenia na temat warunków panujących w łagrach. Rozmowy w „Domu Swidanij” nie mogły dotyczyć okoliczności aresztowania oraz samego życia w obozie. Mimo licznych obwarowań i braku intymności spotkań, więźniowie czekali na datę widzenia z utęsknieniem. Idealizowali te spotkania, bo dzięki nim przypominali sobie swoje dawne, wolne życie. „Dom Swidanij” otoczony był w łagrze kultem, więźniowie, którzy tam wchodzili, na krótki czas porzucali swoje pełne cierpień życie i na powrót stawali się normalnymi ludźmi, zdolnymi odczuwać miłość, okazywać czułość i troskę. Raz na parę tygodni więźniom przysługiwał dzień wolny od pracy. Wieczorem przed wyznaczonym terminem więźniowie przygotowywali się do nadchodzącego święta, stawali się życzliwi i milsi wobec siebie. Zasypiali z błogością i nadzieją, powtarzając (...) zawtra nam toże prazdnik, zawtra nam toże wychodnyj dień...”.

Dzień wolny od pracy był wyjątkowym momentem w życiu przebywających w łagrze. „Powolne i uroczyste celebrowanie dnia świątecznego miało swój głęboki sens; był to bowiem jedyny dzień, który z wyjątkiem paru godzin porannych więzień miał prawo układać, rozplanowywać i spędzać stosownie do swoich upodobań.” Ta krótka przerwa od katorżniczego życia ujawniała w więźniach istnienie głębszych uczuć i ludzkich potrzeb, tłumionych przez system sowieckich łagrów.

Problemy filozoficzno-moralne. Inny świat - hołd złożony człowiekowi, czy obraz procesu degradacji człowieczeństwa?

W Innym świecie Herling-Grudziński ukazuje, w jaki sposób człowiek w ekstremalnych warunkach obozowych pozbywa się wszelkich ludzkich uczuć w imię uratowania swojego biologicznego istnienia. Chęć przeżycia za wszelką cenę pozbawia więźnia wrażliwości na cierpienia innych, odziera go ze współczucia, chęci pomocy, solidarności z pozostałymi więźniami. Konieczność maksymalnego zwiększania wydajności pracy, dzięki której można było zdobyć dodatkowe racje żywnościowe, rodzi brutalną rywalizację i wyklucza jakiekolwiek współdziałanie. Z czasem wszelkie odruchy ludzkie zanikają. Obóz uczy więźnia jak żyć bez litości, z obojętnością słuchać skarg cierpiących, egoistycznie troszczyć się jedynie o własne przeżycie. Nowy więzień, który początkowo będzie pomagał innym, poznawszy prawo obozowego życia, znienawidzi swoich współwięźniów, a zamiast współczucia będzie odczuwał wobec nich pogardę. Oglądając na co dzień cudzą nędzę, chore, sponiewierane ciała, zwierzęce odruchy zagłodzonych ludzi, więzień sam będąc ofiarą, powoli przyjmuje wobec słabszych pozycję kata. Na skutek działania reguł obozowych jego osobowość ulega całkowitej przemianie. Poniżony ciężką pracą fizyczną i niemożnością zaspokajania swych podstawowych potrzeb fizjologicznych, nienawidzi współwięźniów jako swych naturalnych wrogów, ograniczających jego szansę na przeżycie. Więzień uczy się jak postępować, aby ocalić swoje istnienie. Wie, że musi pozostać obojętny wobec innych, stara się wtopić w tłum, stać się niewidocznym dla władz obozowych. Śmierć innych więźniów zwiększa jego szanse przeżycia. Stąd brutalna rywalizacja w pracy, odmawianie pomocy, rozbudowany system donosicielstwa. Przyzwyczajony do wszechobecnej śmierci więzień obojętnieje na nią, myśli tylko o sobie i stara się wypracować jak najwyższą normę w pracy, gdyż jedynie to umożliwia uzyskanie większych racji żywnościowych, a tym samym zwiększa szanse przeżycia. Ciężka praca, głód i fizyczny ból jako dominujące aspekty życia obozowego pozbawiają człowieka jego ludzkich odruchów, gdyż (...) nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu i bólu”. Obóz metodycznie niszczył ludzką osobowość, pozbawiał człowieka wyższych duchowych potrzeb i zabijał w nim umiejętność rozróżniania między dobrem i złem. „Wypalono z nich gorącym żelazem wszystkie uczucia ludzkie” pisze Grudziński. Odarty z człowieczeństwa, pozostawiony sam sobie, rozpaczliwie walczący o przetrwanie więzień tracił poczucie więzi z innymi ludźmi. Pragnął samotności, która oddzielając go od zewnętrznego okrutnego świata dawała mu poczucie własnej tożsamości. Grudziński wspomina, że nieraz odczuwając nienawiść wobec innych modlił się o samotność i (...) jednocześnie z tą euforią zmartwychwstania osobowości czuł, że jest cmentarzyskiem wszystkiego, co łączy z innymi ludźmi”.

W obozie odwieczne uczucia i wartości ludzkie traciły swój sens. Miłość, przyjaźń, współczucie, dobro, prawda, nie miały racji bytu tam, gdzie maksymalnie poniżono człowieka, a jego egzystencję sprowadzono do poziomu potrzeb fizjologicznych i walki o byt. (...) w pewien sposób również obóz stawał się jego drugim życiem - znał jego prawa, obyczaje i przepisy, poruszał się w nim swobodnie, wiedział jak się w nim żyje i unika niebezpieczeństw, łata spędzone za drutami przytępiły jego wyobraźnię i marzenia o wolności”.

Pozbawiony nadziei i upodlony człowiek tracił poczucie godności nawet w swoich własnych oczach: „Powinniśmy umrzeć, my gnój ludzki, powinniśmy umrzeć dla własnego dobra”. Życie pozbawione nadziei i wiary w wartości budziło bezgraniczną rozpacz. Jednocześnie więźniowie pragnęli zachować w sobie choćby fragmenty wspomnień z przeszłości i pamięć o wolności.

Przytoczone przez Grudzińskiego w Innym świecie fakty udowadniają, jak łatwo zabić człowieczeństwo, skłonić jednostkę do popełniania zbrodni, podłości, umieszczając ją w ekstremalnej sytuacji, która zmusza do bezkompromisowej walki o biologiczne przetrwanie. Bezkarne kradzieże, donosy, gwałty, przedmiotowe traktowanie kobiet, wewnętrzna hierarchia społeczna dyskryminująca słabszych, jawnie okazywana wrogość, okrucieństwo wobec współwięźniów, walka o pożywienie to wnikliwie przedstawione przez Herlinga skutki upodlenia człowieka, świadectwo jego degradacji. Jednocześnie wiele przypadków udowadnia, iż nawet w nieludzkich obozowych warunkach można było zachować godność, podejmując próbę uratowania podstawowych wartości i uczuć ludzkich. Dokonując samookaleczenia Kostylew manifestuje swoją niezależność i opór wobec metod sowieckich łagrów. Napominany przez Grudzińskiego z uporem powtarza: „Nigdy, rozumiesz, nigdy już nie będę dla nich pracował”. Akt Kostylewa, skazujący bohatera na ciągłe cierpienia fizyczne miał w zasadzie jedynie charakter symboliczny, był desperacką, skazaną w warunkach obozowych na niepowodzenie, próbą obrony ludzkiej godności. Sukcesem natomiast zakończyła się manifestacja samego Grudzińskiego, który podjął protestacyjną głodówkę. W rezultacie w styczniu 1942 roku pisarz został zwolniony z Jercewa. Pozbawieni wolnej woli i możliwości wyboru więźniowie nie mieli żadnego prawa decydowania o swoim życiu. Dlatego niektórzy z nich decydowali się na samobójstwo jako jedyny pozostały im akt człowieczeństwa i wolności. Miłośniczka prozy Dostojewskiego Natasza Lwowna w Zapiskach z martwego domu odnalazła tę jedyną szansę obrony ludzkiej godności: „Jest zawsze miejsce na nadzieję, gdy życie okazuje się czymś tak beznadziejnym, że staje się naszą wyłączną własnością”. Zniszczony i zmieniony przez obóz „złagrowany człowiek” próbował czasami odbudować w sobie dawno zapomniane ludzkie uczucia: przyjaźń i miłość. Mimo nienawiści i wrogości niektórych więźniów łączyły bliższe znajomości; w trakcie swojego pobytu w Jercewie Grudziński zaprzyjaźnił się z kilkoma towarzyszami niedoli. Oazą prawdziwej czułej i troskliwej miłości był Dom Swidanij, gdzie spotykając się z żonami więźniowie odzyskiwali na chwilę utracone w łagrze człowieczeństwo. Dla samotnych więźniów radość tych, którzy spotkali się z bliskimi, stanowiła swego rodzaju pociechę i przypominała o wolnym świecie. Wspominając jednego ze współwięźniów, którego dziecko poczęło się w „Domu Swidanij”, Grudziński pisze o radości jaką ta wiadomości wzbudziła w pozostałych więźniach. „W ten sposób bowiem życie, ludzi martwych i zapomnianych, zaczepiało się cieniutką nicią o wolność (...). Mimo brutalnych aktów seksualnych, jakie miały miejsce w obozie, czasami między kobietą a mężczyzną rodziło się wątłe uczucie, które jednak nigdy nie miało szansy przetrwać zbyt długo w nieludzkim świecie łagru. Przykładem może być tutaj historia Marusi i Kowala, czy związek lekarza Jegorowa z siostrą Jewgienią Fiodorowną. Przywołane zdarzenia wskazują, iż Grudziński nie godzi się na istnienie i wszechwładzę zła i wierzy, że ludzkie wartości, człowieczeństwo, godność i niezbywalne prawa człowieka nawet w warunkach ekstremalnych mają szansę przetrwać, czy to w aktach buntu wobec rzeczywistości, czy w marzeniu, tęsknocie lub nawet próbach samounicestwienia się.

W Innym świecie Grudziński jawi się przede wszystkim jako moralista, wierzący w ponadczasowość wartości i przekonany o konieczności obrony człowieczeństwa w każdych warunkach. Opisując obóz „od środka”, według panujących w nim kryteriów pisarz nie zgodził się na jednoznaczne potępienie ludzkich zachowań, wymuszonych przez okrucieństwo łagrów: (...) człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich (...).

Herling wierzył, że każdy może bronić swojego człowieczeństwa, a powracając do normalnego wolnego świata potrafi odbudować w sobie stłumione przez warunki obozowe uczucia i wartości. Zwolnienie z obozu rozpoczyna proces reedukacji człowieka i odbudowuje w nim dawny kodeks moralny. Moralno-filozoficzne przesłanie Innego świata zawiera się w Epilogu, rozgrywającym się po wojnie w 1945 roku w Rzymie. Grudziński spotyka tutaj dawnego więźnia łagrów sowieckich, który aby przeżyć zadenuncjował czterech współwięźniów. Teraz, po latach, dręczony wyrzutami sumienia prosi pisarza o słowo zrozumienia, ale nie uzyskuje go. Swoją odmowę Grudziński tłumaczy powrotem do świata wolnych ludzi, odzyskaniem człowieczeństwa: „Dni naszego życia nie są podobne do dni naszej śmierci i prawa naszego życia nie są również prawami naszej śmierci. Wróciłem z takim trudem między ludzi i miałbym teraz od nich dobrowolnie uciekać? Nie, nie mogłem wymówić tego słowa”. Zwolnienie z obozu, lata walki o wolność, odbudowywanie dawnych ludzkich uczuć: przyjaźni i miłości oznaczały dla Grudzińskiego zmartwychwstanie, powrót do świata żywych, dowód na to, że zło nie jest wszechpotężne oraz wiarę w niezniszczalność ponadczasowych wartości ludzkich. Akceptacja obozowych reguł życia z pozycji wolnego człowieka byłaby przyznaniem się do klęski, zgodą na relatywizm moralny, zwalniający człowieka z heroicznej walki o zachowanie własnej godności. Fundamentalna wiara w niezbywalność ludzkich praw i zasad, których okoliczności życiowe, klęski i załamania nie mogą unicestwić, jest wyrazem głębokiego humanizmu pisarza, który istoty człowieczeństwa upatruje w moralnym heroizmie. Im większe jest zło, tym silniejszy powinien być opór przeciwko niemu. Nie wolno usprawiedliwiać ludzkiej podłości i należy walczyć w sposób bezkompromisowy z wszelkimi próbami upodlenia natury ludzkiej, nawet za cenę własnego życia.

Podobieństwa i różnice w ujęciu rzeczywistości obozowej w twórczości Tadeusza Borowskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego

Borowski na przykładzie niemieckich lagrów, a Grudziński sowieckich łagrów opisują mechanizm działania totalitarnego państwa i degradację ludzkich wartości w warunkach ekstremalnych. Obrazy łagrów i lagrów oraz panujące w nich warunki są do siebie podobne. Obozy niemieckie wyrosły z obłąkańczej idei Hitlera o konieczności poszerzenia życiowej przestrzeni dla Niemców, uznawanych za nadludzi. Więźniowie sowieckich łagrów pracować mieli dla chwały socjalistycznej gospodarki. Obozy obydwu państw totalitarnych w ujęciu Grudzińskiego i Borowskiego stanowiły zorganizowane przedsiębiorstwa nastawione na maksymalne wykorzystanie człowieka. Więzień był towarem, narzędziem pracy, a o jego wartości stanowiła siła fizyczna i zdolność do ogromnego wysiłku. Metody obozowej administracji w obu przypadkach były podobne. Ciężką, katorżniczą pracą i pozbawieniem możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych niszczono osobowość więźniów, pozbawiając ich ludzkich uczuć jako kanonu podstawowych wartości moralnych. Proces dehumanizacji prowadził do wytworzenia specjalnego rodzaju osobowości określanej mianem człowieka zlagrowanego bądź złagrowanego. Konieczność przeżycia za wszelką cenę pozbawiała więźniów niemieckich i sowieckich obozów wrażliwości, współczucia dla innych a ich egzystencję sprowadzała do poziomu fizjologii. Praca, ból i głód niszczyły osobowość i prowadziły do maksymalnego upodlenia człowieka, który tracił wiarę w sens człowieczeństwa.

By w sposób pełny i obiektywny przedstawić zasady funkcjonowania życia w obozie zarówno Grudziński jak i Borowski opisują świat obozów od wewnątrz. Podczas gdy jednak Borowski traktuje niemiecki lagier jako świat zamknięty, niemożliwy do opisania z zewnętrznej perspektywy, to Grudziński przedstawia sowieckie łagry jako jedno z ogniw wielkiego historycznego systemu, trwającego od czasu Dostojewskiego. Borowskiego interesują indywidualne losy więźniów, ich przeszłość i związki z normalnym światem. Herling wprowadza nie tylko historyczny kontekst, ale przywołuje też poszczególne biografie więźniów, ich osobiste uwarunkowania i proces przemiany osobowości. Grudziński wciąż zmienia perspektywę widzenia: opisuje obóz z dystansu, prezentuje proces oswajania się z panującymi zasadami, stara się wytłumaczyć fenomen łagrów w kontekście historycznym, psychologicznym, moralnym, filozoficznym. Narracja Epilogu prowadzona jest już z pozycji człowieka wolnego, który na nowo odzyskał wiarę w człowieczeństwo i nieprzemijalność ludzkich wartości.

Fundamentalna różnica między ujęciem Borowskiego a Grudzińskiego polega na odmienności wymowy dzieł obydwu pisarzy. Borowski uważa, że człowiek, który przeżył obóz na zawsze pozostał skażony, nawet jeśli nie dopuścił się zbrodni i był tylko niemym, biernym obserwatorem. Z zamkniętego świata obozów nie ma powrotu do normalnego życia. Każdy więzień ponosi bowiem odpowiedzialność za zło czasów II wojny światowej. Ten skrajny moralizm Borowskiego stał się przyczyną niesłusznych oskarżeń pisarza o nihilizm. Z kolei Grudziński, wychodząc z założenia, że (...) człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach”, wierzy w możliwość ocalenia podstawowych wartości moralnych nawet w sytuacjach ekstremalnych. W świecie łagrów poszukuje resztek przejawów człowieczeństwa i aktów heroizmu, świadczących o trwałości podstawowych zasad i praw ludzkich. Jako moralista wymaga od ludzi bezkompromisowej odwagi i walki ze złem w imię obrony człowieczeństwa. Wierzy, że człowiek opuściwszy obóz może odbudować w sobie utracone w nieludzkich warunkach poczucie godności oraz hierarchię wartości moralnych.

Zobacz podobne opracowania

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.