Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

W pustyni i w puszczy (H. Sienkiewicz)

Treść

1.

Przyjaźń Anglika - pana Rawlisona, ojca ośmioletniej Nel i zarazem jednego z dyrektorów kompanii Kanału Sueskiego, z pracownikiem tejże kompanii - Władysławem Tarkowskim, ojcem czternastoletniego Stasia, trwała wiele lat. Obaj byli wdowcami. Pani Tarkowska zmarła z chwilą przyjścia na świat Stasia, matka Nel zaś umarła na suchoty, gdy dziewczynka miała dwa latka. Wspólne nieszczęście zbliżyło ich do siebie. Pan Rawlison kochał Stasia jak syna, a pan Tarkowski oddałby życie za śliczną, jasnowłosą Nel. Silne więzy łączyły także ich dzieci. Staś, spacerując z Nel, wyjaśniał jej, dlaczego aresztowano Fatmę - cioteczną siostrę Mahdiego, który był przywódcą powstania. Aresztowana wraz z dziećmi miała być zakładniczką, dzięki której rząd angielski mógłby odzyskać jeńców przetrzymywanych przez Mahdiego. Dzieci podziwiały czerwonaki, czyli pelikany. Obok szła stara Murzynka, Dinah, piastunka Nel. Zbliżał się wieczór, zawrócili więc do domu Rawlisona.

2.

W czasie obiadu dzieci dostały od ojców wspaniałą wiadomość: wszyscy jadą na urlop do miasta Medinet, wielkiej oazy na lewym brzegu Nilu. Ojcowie mieli jechać natychmiast, dzieci wraz z panią Olivier miały dojechać tydzień później. Pani Olivier obawiała się mahdystów, ale Rawlison uspokoił ją, iż oblegany przez nich Chartum leży daleko od Medinet. Rozmowy o powstaniu przerwał Murzyn, oznajmiając, że przyszła Fatma i prosi o posłuchanie. Sudanka prosiła o wstawiennictwo w sprawie pozwolenia na wyjazd do rzekomo chorego męża. Jej zaklinania były nieszczere i kłamliwe. Dobroduszna Nel zaczęła prosić ojca o pomoc dla błagającej kobiety. Ten zgodził się.

Fatma po wyjściu od Anglika dała Chamisowi pieniądze, pismo i instrukcje dla Idrysa, znajdującego się w Medinet. Widać było, że jest z nim w zmowie i szykuje jakiś podstęp związany z Nel i ze Stasiem.

3.

Obaj inżynierowie wyruszyli do Kairu. Wysłali dzieciom wiadomość, iż mogą one wyruszać już na swoje wakacje. Pisali, iż nic nie mogli zrobić dla Fatmy. Rozpoczęły się przygotowania do podróży. W przeddzień wyjazdu panią Olivier ukąsił skorpion i lekarz zabronił jej podróżować. Pan Rawlison przesłał dzieciom powtórnie pozwolenie na podróż - teraz przewodnikiem miał być Staś. Droga do Kairu minęła szybko i przyjemnie. Dzieci poznały w pociągu kapitana Glena i wojskowego doktora Clary'ego, który okazał się być krewnym Nel. Zaprzyjaźnili się ze sobą i obiecali wzajemne odwiedziny.

4.

Ojcowie bardzo się ucieszyli z przybycia Stasia i Nel. Dzieci z zaciekawieniem i radością oglądały przygotowane dla nich namioty. Pogoda była śliczna. Medinet, zwane „Krainą Róż”, obfitowało w oliwki, drzewa figowe, mandarynki, granaty i wiele innych owoców południowych. Dzieci spotkały przy namiotach Chamisa, którego przyjęto do pomocy. Nadeszła noc, miasto już spało, gdy nagle usłyszano szczekanie psa. Był to pies Saba (lew), wigilijna niespodzianka pana Tarkowskiego dla Nel. Był tak duży, że dziewczynka mogła dosiąść go jak kucyka. Nagle łagodny Saba zaczął warczeć. Dwaj sudańscy przewodnicy wielbłądów, Idrys i Gebhr, przyszli spytać, czy będą potrzebni na jutrzejsze wycieczki. Uważnie przyglądali się dzieciom.

5.

W Wigilię Bożego Narodzenia w namiocie pana Rawlisona ustawiono świąteczne drzewko. Nel znalazła pod nim wspaniałą lalkę i dużo łakoci, Staś - upragniony sztucer angielski. Czas mijał im na zabawie i tresowaniu Saby. Po trzech dniach rozpoczęto wspólne wycieczki. Idrys i Gebhr zjednali sobie serca towarzystwa troską o Nel. Zwiedzono ruiny Krokodilopolis, piramidę Hanara, na wielbłądach dotarto do jeziora Karoun. Inżynierowie czekali na panią Olivier, która miała opiekować się Stasiem i Nel podczas ich wyjazdu na inspekcję robót wodnych. Piastunka chorowała nadal, więc stara Dinah miała zająć się dziećmi. W razie potrzeby inżynierowie mieli przysłać do nich Chamisa.

Któregoś dnia zjawił się Chamis, chcąc zabrać dzieci do ojców. Stasia zdziwiła proponowana przez niego trasa podróży. W umówionym miejscu nie było pana Tarkowskiego ani pana Rawlisona. Czekający tam Idrys i Gebhr kazali dzieciom dosiąść wielbłądów. Rozpoczęła się szaleńcza jazda. Nikt nie słuchał próśb Stasia, aby zwolnili. Wręcz przeciwnie - przewodnik wciąż zmuszał zwierzęta do biegu. Zapadła noc, nigdzie nie było widać namiotów. Staś zrozumiał, że ich porwano.

6.

Panowie Rawlison i Tarkowski oczekiwali dzieci w zupełnie innym miejscu, na stacji El-Fajum. Przyjechał pociąg, ale dzieci w nim nie było. W hotelu też nie było od nich wiadomości. Rano inżynierowie dowiedzieli się, iż Staś i Nel pojechali w innym kierunku. Rozgniewało to pana Tarkowskiego, który myślał, iż Staś samowolnie zmienił plany. Rozmowa z zawiadowcą stacji przyniosła wstrząsającą wiadomość: dzieci porwano. Tarkowski domyślał się, że zrobił to Chamis w celu wymiany ich na rodzinę Smaina. Zarządzono poszukiwania.

7.

Zapadła głęboka noc, a szaleńcza jazda wciąż trwała. Staś nakazał Nel, aby ściągnęła rękawiczkę i niepostrzeżenie upuściła ją na ziemię, aby pogoń szybko znalazła ślady. Wytłumaczył jej, że nie zobaczy teraz tatusia, że ich porwano. Jego serce ściskał wstyd i obawa, że nic nie może zrobić. Karawana zatrzymała się na odpoczynek. Nagle zjawił się rozwścieczony Gebhr, trzymając w ręku rękawiczkę Nel. Gdy uderzył ją batem, Staś skoczył jej na ratunek i sam został wysmagany korbaczem. Na szczęście Beduini mieli na uwadze, że dzieci są własnością Smaina i nic nie może się im stać. Chłopiec podsłuchał rozmowę porywaczy, chciał ich przekupić, mówiąc o bogactwie pana Rawlisona. Arabowie byli jednak nieprzejednani i gotowi na wszystko w obronie swojej wiary. Na prośbę chłopca Chamis zapewnił Nel wygodniejszą jazdę.

8.

Zaczęło świtać, gdy między wielbłądy wpadł zziajany Saba. Dzieci bardzo się ucieszyły, ale porywacze chcieli go zabić. Chamis, który polubił zwierzę, przekonał ich, aby pies został przy dzieciach. Wypoczęte wielbłądy ruszyły w głąb pustyni. Dokuczał upał. Zarządzono postój, gdy spomiędzy krzewów wysunął się wąż. Dla przesądnych Beduinów była to zła wróżba. Zaraz też zerwał się wiatr, tumany piasku unosiły się w powietrzu. Karawanę ogarnął lęk przed zasypaniem. Staś chciał przesiąść się do Nel, ale Chamis wiedział, że byłby to doskonały moment na ucieczkę, więc skrępował go sznurem. Zapadła ciemność. Zaczął padać deszcz. Potem znaleźli wąwóz.

9.

W wąwozie znajdowała się jaskinia, w której znaleziono schronienie. Z chmur spadały strumienie wody. Staś zajął się Nel - czuł się jej opiekunem, obrońcą. Zmęczeni zasnęli. Przed świtem zbudziło chłopca uczucie zimna. Obok śpiącego Chamisa leżała broń i naboje.

Długo bił się z myślami, ale chciał ratować Nel. Podniósł puszkę z nabojami, gdy nagle śpiących zbudziło szczekanie Saby.

10.

Porywacze rzucili się na chłopca, skrępowali mu ręce i nogi, bijąc go przy tym i kopiąc. Gebhr domagał się, aby uciąć mu prawą dłoń. Nagle w otworze jaskini ukazała się Nel z Sabą. Na widok leżącego na ziemi Stasia, którego Beduin bił korbaczem, dziewczynka zaczęła krzyczeć i płakać. Rzuciła się naprzód i przykryła sobą chłopca. Saba także zrozumiał, o co chodzi. Jego ostre kły, zjeżona sierść i głośne szczekanie odstraszyły oprawców. Ruszono dalej.

11.

Przez dwa dni gnali bez wytchnienia. Po wielkim dżdżu nastała piękna pogoda. Staś ze zdziwieniem zauważył, iż w rozpadlinach skalnych Beduini znajdowali zapasy żywności. Był to dowód, iż porwanie było starannie zaplanowane. W chłopcu rosło uczucie nienawiści do Sudańczyków. Zaniepokojony Idrys starał się zdobyć jego przychylność. Obiecał, iż rozwiąże chłopca, jeśli ten przysięgnie na „Biblię”, że nie ucieknie. Mimo iż nie otrzymał odpowiedzi, nie związał go, tylko zarządził częste zmiany warty. Dzieci miały teraz większą swobodę i mogły rozmawiać bez przeszkód.

12.

Mimo iż Idrys, bojąc się pogoni, wciąż poganiał zwierzęta, Nel dobrze znosiła trudy podróży. Staś był w stosunku do niej bardzo opiekuńczy i troskliwy, co zrodziło u Arabów przekonanie, iż wiozą coś niesłychanie cennego.

Pewnego dnia, po długim etapie podróży, Staś i Nel ujrzeli plantacje mandarynek, wysmukłe palmy, domy i meczety. Była to jednak fatamorgana, częste zjawisko na pustyni. Nagle pojawił się Beduin, wiodąc na powrozie tłustą wielbłądzicę. Staś podsłuchał rozmowę. Beduin mówił, iż obiecano wielkie nagrody za odnalezienie dzieci. Opowiadał, jak zabił młodego strażnika, podążającego ich śladem. Staś nabrał pewności, że nadchodzi pomoc. Postanowiono jechać nocą, a dniami odpoczywać.

13.

Beduini, dotarłszy do Assuanu, zwolnili tempo. Uzupełniono zapasy wody, ale zaczęło brakować żywności. Staś zaczął wątpić, czy pościg ich dogoni: tu rząd angielski nie miał już tak wielkich wpły wów. Myślał o ratunku na własną rękę. Wykradł kilka naboi, ale nie posiadał broni. Przekonał Idrysa, że powinien nauczyć się strzelać, i sam został jego nauczycielem. Podczas jednej lekcji strzelania nadarzyła się okazja, aby zabić Sudańczyka. Staś podniósł broń do oka, gdy rozległ się hałas. To nadjeżdżali Arabowie, obwieszczając zwycięstwo Mahdiego nad Anglikami. Chartum został zdobyty.

14.

Zgasła ostatnia nadzieja ucieczki. Stasia ogarnęła rozpacz i upokorzenie, że nic nie może zrobić. Wiedział już, że nie może liczyć na pomoc i że jego pomysły na nic się teraz nie zdadzą. Wiedział, że jeśli wytrzymają trudy podróży, to dojadą do Mahdiego i zostaną wydani w ręce Smaina. A co jeszcze może się zdarzyć i czy Nel wytrzyma wszystkie trudy i niewygody - to była dla niego zagadka. Z obawą słuchał opowieści Arabów o zdobywaniu Chartumu i odwrocie Anglików. Karawana wciąż posuwała się naprzód. Czasami nawet zjeżdżała do wiosek.

15.

Karawana weszła w kraj zdobyty przez Mahdiego. Pojawiły się zielone pastwiska, akacje, olbrzymie drzewa nabaku. Wśród mieszkańców przeważali teraz Murzyni. Ciała mieli wytatuowane, nozdrza przebite kawałkami kości słoniowej. Zachowywali się wrogo w stosunku do karawany. Tylko tłumaczenia Idrysa, iż wiozą zakładników dla Mahdiego, powstrzymywały ich od ataku. Idrys przeżył rozczarowanie: Mahdystów nie obchodziła wyprawa porywaczy, nie wiedzieli nawet, kim jest Smain. Porywacze dowiedzieli się, że na posłuchanie u Mahdiego będzie trzeba długo czekać.

16.

Zatrzymali się w domu kupca włoskiego, zamordowanego przez Mahdystów. Teraz właścicielem domu był emir Tadhil. Zmęczona Nel szybko usnęła. Staś nocował na dworze, ale niepokój o przyjaciółkę nie dawał mu zasnąć. Idrys nie spał także. Obawiał się, że nawet sam Smain może być niezadowolony z jego czynu. Rankiem Gebhr, Idrys, Chamis, stara Dinah, Saba i dzieci wyruszyli dalej. Prowadził ich Tadhil. Reszta karawany pozostała w Chartumie. Wszędzie było widać gruzy domów, w fosach leżały trupy zabitych. Zewsząd dochodziły wrogie okrzyki - białe dzieci budziły nienawiść. Przeprawiwszy się przez rzekę, dotarli do Omdurmanu, któremu groził głód i choroby. Spotkany po drodze Grek dał dzieciom trochę wysuszonych daktyli i obiecał wspomnieć o nich Mahdiemu.

17.

Małymi uliczkami dotarli do rynku. Roiło się tu od żebraków i ludzi kalekich. Dzieci były przerażone tym, co zobaczyły: na bambusie wkopanym na środku rynku zatknięta była głowa generała Gordona. Staś zaczął tracić wiarę w pomoc Anglików. Tadhil, zabrawszy swoich żołnierzy, odszedł. Idrys, aby zapewnić sobie schronienie, kazał wybudować szałas na obrzeżach miasta. Później udali się na plac modlitewny, aby zobaczyć proroka. Był to człowiek w średnim wieku o wytatuowanej twarzy. Rozpoczęła się modlitwa, tłum krzyczał: „Chcemy umrzeć za wiarę!”, „Wiara jest zwycięska!”. Prorok mówił, iż wolą boga jest podbicie Egiptu, Mekki i krainy niewiernych. Nagle przed dziećmi zjawił się znajomy Grek, mówiąc, że Mahdi chce je zobaczyć. Poradził im, jak powinny się zachowywać, by zaskarbić sobie miłosierdzie proroka. Radził, aby przyjęły naukę i wiarę Mahdiego, inaczej czeka je śmierć.

18.

Weszli do Mahdiego. Wszyscy padli na twarz, tylko Staś, mimo przykazań Greka, lekko się skłonił. Prorok zapytał go, czy chce przyjąć jego wiarę. Chłopiec odmówił. Mahdi, wiedząc, iż surowy wyrok na dziecko może zaszkodzić jego sławie, kazał odesłać dzieci do Smaina, sądząc, że i tak nie przeżyją podróży. Idrys i Gebhr zostali nagrodzeni. Grek wyrzucał Stasiowi lekkomyślność. Wracając do szałasu, Idrys skarżył się na złe samopoczucie.

19.

Nocą Idrys rozchorował się na dobre. Dla dzieci nastał czas głodu i nędzy, gdyż Gebhr skąpił na żywność. Chłopiec musiał żebrać. Spotkał raz ubogiego misjonarza, który ofiarował mu trochę jedzenia i chininę - jedyne lekarstwo na szalejącą w okolicy febrę. Z rozkazu Mahdiego zaczęto przygotowywać wyprawę do Faszody. Wieczorem przyszedł Grek, przynosząc dzieciom szklane paciorki, jedzenie i chininę.

20.

Droga była ciężka. Wokół rozciągała się dżungla i mokradła. Dzieci widziały słonie, żyrafy, bawoły i antylopy.

Na tydzień przed przybyciem do Faszody zmarła Dinah. Nel także nie czuła się dobrze, szybko traciła siły, wychudła. Gdy dotarli do Faszody, znaleźli tylko ruiny i zgliszcza. Nie zastali też Smaina, który udał się na wyprawę po niewolników. Zaczęto zastanawiać się, co teraz począć z dziećmi. Aby nie zabiła ich panująca tu febra, postano wiono udać się śladem Smaina. Szejk Hatim podarował Nel niewolnicę, dziewczynę o miłej i ładnej twarzyczce.

21.

Początkowo łatwo odnajdywali ślady Smaina. Wypalona dżungla i ślady obozowisk wskazywały im drogę. Wraz z upływem dni ślady się zacierały, widocznie Smain rozdzielił swój oddział. Karawana błądziła. Chamis zdobywał żywność, strzelając do ptaków ze swej strzelby. Nel bardzo cierpiała, patrząc, z jakim okrucieństwem Gebhr traktuje Kalego. Niewolnik pokochał dzieci z całego serca. Słońce zniżało się ku zachodowi, gdy podróżnicy zobaczyli na skale lwa. Gebhr chciał zabić Kalego i rzucić go na pożarcie. Staś zażądał sztucera. Chamis, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, dał mu strzelbę. Rozległ się strzał. Lew stoczył się ze skały. Chłopiec, trzymając w ręce broń, podjął straszną decyzję, zabił znienawidzonych: Gebhra, Chamisa i Beduinów. Byli wolni.

22.

Staś i Kali odciągnęli zabitych Arabów na boki wąwozu i ruszyli dalej. Było już ciemno, gdy rozłożyli obozowisko. Przeżycia minionego dnia długo nie pozwoliły dzieciom zasnąć. W nocy Stasia zbudziło warczenie Saby i nadchodzący z oddali głuchy tętent. W dzikim pędzie przybiegły konie Chamisa i Gebhra, ścigane zapewne przez drapieżne hieny. Nel też zbudził ten hałas. Otworzywszy oczy, zaczęła patrzeć na Stasia jakimś obcym, szczególnym wzrokiem. Chłopiec szybko pojął, iż w zaniepokojonych oczach dziewczynki, obok strachu, widać było odrazę wobec tego, czego była dzisiaj świadkiem. Zaczął uspokajać swoją przyjaciółkę, tłumacząc jej, iż zrobił to, chcąc ratować jej życie i wyrwać ich z okrutnych rąk Gebhra.

23.

Dzieci obudziły się wypoczęte i pokrzepione na duchu. Po sutym śniadaniu ruszyli dalej. Chłopiec zastanawiał się, jak bezpiecznie dotrzeć do nieobjętej powstaniem Abisynii. Dużo rozmawiał z Kalim, pragnąć dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Murzyn był synem króla plemienia Wa-hima. Jadąc, natrafili na stado antylop. Staś upolował jedną z nich, zapewniając wszystkim obfity posiłek. Martwili się zniknięciem Saby, który pobiegł za postrzelonym przez chłopca bawołem. Zapadła noc, a pies wciąż nie wracał. Było jeszcze ciemno, gdy Staś z przykrością stwierdził, że Kali uciekł. Nagle rozległo się szczekanie psa. Pojawił się Saba, a obok niego kroczył czarny chłopiec. Okazało się, że Kali, nie mogąc patrzeć na łzy dziewczynki, od nalazł jej czworonożnego przyjaciela. Dzieci podarowały mu naszyjnik ze szklanych paciorków.

24.

Zbliżała się pora deszczowa. Rozbili obozowisko pod rozpostartym drzewem, aby chroniło ich przed deszczem. Staś wraz z Kalim przygotowali duży zapas drewna, tak, aby starczyło go na całą noc. W suchym miejscu postawiono namiot dla Nel. Nagle nocną ciszę przerwały ryki lwów. Kali dorzucił do ognia, aby płomienie odstraszyły zwierzęta, gdy nagle rozpoczęła się ulewa. Ognisko zgasło. Staś czuł się bezbronny wobec burzy, huraganu, lwów i ciemności. Sytuacja stała się bardzo niebezpieczna. Za radą Kalego schronili się na drzewie i tam spędzili resztę nocy. Ulewa stawała się coraz potężniejsza, wściekły wiatr przynosił fale wody, liście i gałęzie. Dochodziły ich kwiki koni, rozszarpywanych przez lwy.

25.

Nadszedł ranek i cała czwórka zeszła na ziemię. Mea zajęła się dziewczynką, Kali rozniecił ognisko, a Staś poszedł na poszukiwanie ocalałych zwierząt. Chłopiec dał Nel ostatnią porcję chininy. Dziewczynka wyglądała bardzo źle i Staś bał się, aby nie zachorowała na febrę. Ruszyli w dalszą drogę. Podziwiali bujną roślinność podrównikowego lasu: akacje, daktyle i wielobarwne storczyki. Za zakrętem napotkali przeszkodę nie do przebycia: oderwana od podłoża skała tarasowała im drogę, będąc równocześnie pułapką dla osłabionego i wygłodzonego słonia. Staś chciał zastrzelić wyczerpane zwierzę, ale powstrzymały go błagania Nel. Nakarmili go rosnącymi w pobliżu melonami. Dziewczynka wierzyła, że Staś uratuje słonia.

26.

Zaraz po śniadaniu poszli nakarmić słonia. Kali nie rozumiał, dlaczego „wielki pan” karmi zwierzę i nie chce go zabić. Staś znalazł ogromny pień drzewa baobabu. Wiedząc, że będzie to doskonałe schronienie przed wiosennym deszczem, postanowił pozostać tu na dłużej.

27.

Staś oczyszczał domek - baobab, wykurzając dymem wszystkich lokatorów. Opuściły go nietoperze, zaraz wypełznął też wąż boa, którego zmasakrował słoń, podrzucając w powietrzu trąbą. Nel była zachwycona nowym obrońcą, a Staś zaczął myśleć o oswojeniu zwierzęcia. Zaczęli urządzać swoje nowe schronienie. Staś, rozciągając w środku płótno, utworzył dwie izby, jedną dla Nel i Mei, drugą - dla siebie i Kalego. Podłogę wysypali piaskiem i wymościli mchem.

28.

„Kraków”, jak Staś nazwał nową siedzibę, dawał doskonałe schronienie przed deszczem i wiatrem. Pogoda była zmienna: to padały ulewne deszcze, to świeciło słońce. Pewnego dnia, gdy Staś był zajęty polowaniem, a Mea przyrządzała posiłek, Nel, zbierając kwiatki, zeszła aż do wąwozu, gdzie uwięziony był słoń. Przestraszona początkowo dziewczynka ośmieliła się, widząc, iż ogromne zwierzę nie robi jej krzywdy. Zaczęła się zabawa. Słoń kołysał ją delikatnie na swojej potężnej trąbie, pozwalał się głaskać i przytulać. Wtem nadszedł Staś i z przerażeniem zobaczył, co się dzieje. Dziewczynka zaczęła go uspokajać. Poprosiła też, aby jej potężny przyjaciel pokołysał także Stasia. Zaczął padać deszcz i dzieci postanowiły wrócić do „Krakowa”. Ale zaszło coś nieoczekiwanego. Słoń absolutnie chciał rozstać się ze swoją nową przyjaciółką i za każdym razem, gdy ta próbowała się oddalić, trąbą przyciągał ją do siebie. Bardzo powoli i ostrożnie dzieci zaczęły posuwać się do wąskiego przejścia. Słoń, poruszając uszami i podnosząc trąbę do góry, zbliżył się do Stasia. Niespodziewanie odwrócił się ku stojącej na krawędzi Nel i zaczął żałośnie trąbić. Dzieci, przemoczone do ostatniej nitki, mogły wracać do domku.

Staś postanowił, że z pęcherzy znajdujących się w rybach złowionych przez Kalego zrobi latawce, na których napisze prośbę o pomoc.

29.

Nel niemal każdą chwilę spędzała u Kinga - tak dzieci nazywały słonia. Staś zastanawiał się, jak uwolnić zwierzę. Chciał wysadzić skałę prochem, ale wiedział, że to pochłonęłoby większość ich amunicji. Nie tylko ta troska zaprzątała mu głowę: Kali, użądlony przez dzikie pszczoły, powoli powracał do zdrowia. Chorowały także konie, pogryzione przez przenoszące śpiączkę muchy tse-tse. Na koniec przyszła największa klęska: febra.

30.

Nel dostała ataku febry. Wstrząsały nią dreszcze. Staś, otuliwszy ją, poił gorącą wodą z miodem. Kali składał Mzimu (duch, bóstwo) ofiary, prosząc o zdrowie dla Nel. Staś modlił się także. Po południu dziewczynka poczuła się lepiej.

31.

Po tygodniu przyszedł drugi atak febry. Dziewczynka osłabła i Staś czuł nadchodzącą śmierć. Kali zauważył w dżungli unoszący się dym. Mogło im grozić niebezpieczeństwo. Po długich wahaniach Staś postanowił iść tam, ufając, że ludzie dadzą mu trochę chininy dla Nel. Pierwszym przedmiotem, który rzucił mu się w oczy, był namiot. Przed nim na polowym łóżku leżał biały człowiek w europejskim ubraniu. Po jego obu stronach spali Murzyni.

32.

Staś przedstawił się leżącemu. Był to Szwajcar z Zurychu, pan Linde, ciężko raniony przez dzika ndiri. Ofiarował Stasiowi herbatę, ryż, kawę i wino, a co najważniejsze, lekarstwo dla Nel. Zaopatrzył chłopca w naboje i konia, prosząc, aby przybył nazajutrz. Po powrocie Staś podał Nel lekarstwo.

33.

Następnego dnia Staś odwiedził Lindego. Udzielił on chłopcu wielu cennych wskazówek. Radził, aby szli na wschód, do oceanu. Wskazał opuszczoną murzyńską wioskę i polecił, aby tam się zatrzymali. Linde opowiedział Stasiowi swoje dzieje. Był synem kupca z Zurychu. Kształcił się na inżyniera, ale już od najwcześniejszych lat marzył o podróżach. Zwiedził Egipt, Afrykę. Uczestników jego wyprawy dosięgnęła ospa, on sam był śmiertelnie ranny. Poprosił chłopca, aby ochrzcił wodą umierających Murzynów.

34.

„Ja ciebie chrzczę - w imię Ojca i Syna i Ducha...”. Staś skropił czoła umierających Murzynów. Linde był coraz słabszy. Zmarł w trzy dni później. Obaj z Kalim pochowali go w jaskini. Zabrali do „Krakowa” małego Murzynka, Nasibu - przyjaciela Lindego. Przez długi czas Staś krążył między dwoma wąwozami, przewożąc broń, ładunki i zapasy. Nadszedł dzień wysadzenia skały i oswobodzenia Kinga. Słoń był oswojony i stanowił dla nich wielką pomoc w dalszej drodze. Ruszyli na południe. Dotarli do opustoszałej wioski murzyńskiej, o której wspomniał Linde. Wioskę dzieci nazwały imieniem Nel, wzgórze zaś - Górą Lindego.

35.

Staś zwiedził nową posiadłość. Było tu źródło krystalicznie czystej wody, mnóstwo owoców, stada antylop i gromady słoni. Mały Nasibu znalazł w gęstwinie kozę, co zapewniło Nel codzienną porcję świeżego mleka. Czas mijał im pracowicie. Kali łowił ryby, Nel sporządzała latawce, a Staś nauczał wiary swoich czarnoskórych przyjaciół. Po pewnym czasie mogli przyjąć chrzest. Dostali od Stasia i Nel - jako rodziców chrzestnych - biały perkal i sznury niebieskich paciorków.

36.

Staś nauczył Kalego strzelać. Podczas wypraw łowieckich często rozmawiał z nim o plemieniu Wa-himów. Zaczęły się przygotowania do dalszej podróży. Chłopiec odkładał wyjazd z dnia na dzień. Na Górze Lindego niczego im nie brakowało. Nel pozbyła się febry i anemii, skóra Kalego i Mei zaczęła lśnić jak ciemny atłas, sam Staś czuł się doskonale. Pewnego dnia mały Nasibu, zbierając banany, został zaatakowany przez olbrzymiego goryla. Tylko dzięki pomocy słonia zdołał uniknąć śmierci.

37.

Wyruszyli o świcie, po odmówieniu modlitwy. Na czele konno jechał Staś, za nim kroczył King, niosąc na swoim grzbiecie Nel i Meę. Następnie szły konie Lindego, a cały pochód zamykał Nasibu na osiołku. Spotykali ogromne stada żyraf, antylop gnu. Podziwiali niezwykle bujną roślinność, która po obfitych deszczach zakrywała nie tylko konie, ale także samego Kinga. Staś martwił się czekającymi ich niebezpieczeństwami.

38.

Przedzierali się przez gaj akacji, gdy Staś zauważył pracujących na polu Murzynów. Kali zaczął do nich przemawiać, ale ci z przerażeniem uciekli do wioski. Zaraz też przed wioską ustawili się wojownicy uzbrojeni w łuki i włócznie. Wokół bioder mieli krótkie spódniczki z wrzosów lub małpich skór. Widok słonia, na grzbiecie którego siedział człowiek, przechodził ich wszelkie wyobrażenia. Pojawił się król plemienia - M’Rua i Kali obwieścił mu, że oto przybywa dobre Mzimu i wielki, biały pan. Oczy wszystkich zwróciły się na uśmiechniętą Nel. Chłopiec zauważył, że jeden z Murzynów skierował się do stojącej na uboczu chaty. Nagle stamtąd rozległy się grzmoty i huk bębna. Spowodowało to zamieszanie. Okazało się, że miejscowy czarownik obudził złe Mzimu, aby przybysze składali mu ofiary. Staś ruszył na słoniu w stronę chaty czarownika i po chwili ludzie ujrzeli czarownika, podnoszonego przez słonia. Chłopiec ośmieszył go, pokazując specjalnie skonstruowany bęben, wydający owe hałasy, dzię ki którym czarownik straszył ludzi i żądał od nich ofiar. Wypędzono go ze wsi. Kobiety zaczęły znosić dobremu Mzimu różne prezenty. Kali i M’Rua na znak braterstwa zjedli po kawałku surowej wątroby.

39.

Staś na pożegnanie gościnnej wioski upolował wielkiego bawołu. Karawana ruszyła dalej. Kali na znak, iż jest osobą z królewskiego rodu, nosił skórę pantery. Znów zaczęły ukazywać się wioski murzyńskie. Karawanę przyjmowano początkowo nieufnie i z trwogą, która następnie przeradzała się w podziw i cześć. Jechali terenami górzystymi. Dzieci zachwycały się niezliczoną ilością tukanów, papug i synogarlic. Pewnego dnia Nel sama wracała do obozu, gdy nagle zjawił się przed nią gepard. Tylko dzięki przytomności Stasia uniknęła śmierci. Dzieci jeszcze raz przekonały się, ile niebezpieczeństw kryje w sobie Afryka.

40.

Staś i Nel, korzystając z dłuższego wypoczynku, kleili latawce. Kraj Wa-himów był coraz bliżej. Chłopiec był zaniepokojony informacją o wojnie plemienia Kalego z plemieniem Samburu. Kali, wysłany na zwiady, powrócił ze złymi wiadomościami: wojownicy Wa-hima zostali pokonani. Staś, zostawiwszy Nel w Lueli - fortecy dla kobiet - wyruszył im na pomoc. Chłopiec jechał na słoniu, Kali zaś prowadził wojowników ojca.

41.

Staś uderzył na Samburów nocą. Czerwone ognie i widok białego człowieka na słoniu wywołały ogromny popłoch i wielką trwogę - Murzyni wiedzieli tylko, że zostali napadnięci przez jakieś straszne istoty i czeka ich nieuchronna zguba. Rozpoczęła się walka. Murzyni Wa-hima nie znali litości. W walce zginął ojciec Kalego i Kali - jako najstarszy syn - musiał objąć tron. Po zwycięskiej bitwie Staś i Nel odpoczywali w chacie, ofiarowanej im przez nowego króla. Pod wpływem namów chłopca Kali postanowił nie zabijać jeńców i zawrzeć przymierze z Samburu. Wypędzeni czarownicy poprzysięgli zemstę.

42.

Staś uczył strzelać młodych Wa-himów, którzy mieli stanowić jego siły zbrojne. W dalszym ciągu dzieci kleiły latawce. Równocześnie trwały przygotowania do dalszej drogi. Kali chciał iść z nimi, ale Staś, wiedząc, że przyjaciel byłby wówczas narażony na utratę tronu, nie chciał się na to zgodzić. Dopiero łzy i stanowcze żądania Nel skłoniły go do ustępstwa.

43.

Karawana ruszyła o świcie. Wzięto zapasy manioku, suszonego mięsa i wypieczonych placków. Staś czuł się jak wódz. Z niepokojem zauważył, iż do karawany należą dwaj czarownicy. Postanowił nie spuszczać ich z oczu. Przechodząc koło jeziora, ujrzeli coś, czego nie widziały nigdy oczy żadnego Europejczyka, a mianowicie słonie wodne.

44.

Po dziesięciu dniach karawana wyszła na równinę. Dokuczał upał i podróż stawała się coraz bardziej uciążliwa. Bezwodne okolice wystraszyły Murzynów i zaczynali uciekać. Upały osłabiły także Nel. Pewnego dnia znaleźli małą rzeczkę. Po napojeniu zwierząt i nabraniu zapasów wody ruszyli dalej. Znów zaczęły się upały. Brakowało wody. Murzyni zaczęli się buntować. Najgorsze było jednak przed nimi: pewnego dnia ktoś wykradł i porozcinał worki z wodą.

45.

Porozcinane worki były zemstą czarowników. Kali pojechał szukać zbrodniarzy, ale przywiózł tylko wieść o rozszarpaniu ich przez lwy. Karawana bez kropli wody i zmniejszona o połowę - Samburowie postanowili zawrócić - ruszyła dalej. Staś każdą kroplę wody oddawał swojej przyjaciółce. Upał był niesamowity. Powietrze stało w miejscu. Ludzie i zwierzęta padali z pragnienia. Kali i Mea byli umierający. Zbliżała się noc. W gorączce Staś widział Idrysa i Gebhra, rozmawiał z Lindem. Nagle zaszczekał Saba i pędem pobiegł przed siebie, pokazując Stasiowi, by szedł za nim. Chłopiec wypuścił w powietrze czerwoną racę. Zrozumiał, że nadchodzi ratunek. Zobaczył dwóch oficerów angielskich. Był to kapitan Glen i doktor Clary.

46.

Wyprawa kapitana Glena i doktora Clary'ego nie miała na celu odszukania Stasia i Nel. Była to ekspedycja rządowa, badająca stoki góry Kilimandżaro. Obaj wiedzieli o porwaniu dzieci, ale myśleli, że oboje zmarli lub znajdują się w niewoli u Mahdiego. Po wielu miesiącach wędrówki założyli osadę nad jeziorem. Tu zobaczyli latawce, wysyłane przez dzieci. Nie mogli uwierzyć, że dzielny chłopiec uratował siebie i małą Nel. Ruszyli dzieciom na pomoc, lecz poszukiwania nie dawały żadnych rezultatów. Stracili już nadzieję, gdy zobaczyli czerwoną racę wypuszczoną przez Stasia.

Zakończenie

Dwaj przyjaciele nie mogli się nadziwić odwadze Stasia. Dzieci ze łzami w oczach i ogromnym żalem pożegnały Kalego. W drodze powrotnej Staś opowiedział o minionych zdarzeniach: porwaniu, podróży na wielbłądach, okrucieństwie Gebhra, śmierci Dinah, zabiciu Beduinów i oswojeniu słonia. Dowiedział się, że Mahdi zmarł na serce i rządy sprawuje teraz okrutny Abdullahi. Wysłano depeszę do ojców, planując spotkanie w Mombasie.

„Nadeszła wreszcie chwila, w której dzieci wpadły w objęcia ojców. Pan Rawlison chwycił w ręce swój odzyskany, mały skarb, a pan Tarkowski długo trzymał swego bohaterskiego chłopca przy piersi. Niedola ich minęła, jak mijają wichry i burze w pustyni”.

Pan Rawlison i Nel osiedli na stałe w Anglii. Staś uczęszczał do szkoły w Aleksandrii, potem wstąpił na politechnikę w Zurychu, a otrzymawszy dyplom, zaczął pracować w Szwajcarii. Po dziesięciu latach wraz z ojcem wyjechał do Anglii, spędzając u Rawlisonów całe lato. Nel była już osiemnastoletnią piękną panienką, on - dwudziestoczteroletnim mężczyzną. Pobrali się. Po śmierci pana Rawlisona odwiedzili te miejsca, gdzie błądzili niegdyś jako dzieci.

Państwo Mahdiego i Abdullahiego od dawna nie istniało i po jego upadku „nastała” Anglia. Młodzi Tarkowscy odwiedzili Kinga, żyjącego w Mombasie pod troskliwą opieką władz angielskich. Powitał Nel radosnym trąbieniem. Staś dowiedział się także, że Kali ma się dobrze. Po powrocie osiedlili się w Polsce wraz z sędziwym panem Tarkowskim.

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.