Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Wybór opowiadań (T. Borowski)

Wybór opowiadań (T. Borowski)

Rodzaj literacki: epika

Gatunek literacki: opowiadanie (zbiór)

Okoliczności i czas powstania

Pracę nad „opowiadaniami obozowymi” rozpoczął Borowski w 1945 roku w Monachium. W wydanej w 1946 roku, wraz z Januszem Nelem Siedleckim i Krystynem Olszewskim, książce znalazły się znaczące opowiadania artysty: Dzień na Harmenzach, Proszę państwa do gazu, U nas w Auschwitzu..., Ludzie, którzy szli.

Utwory te opublikowano po raz pierwszy w kraju w kwietniu 1946 roku w „Twórczości” (Proszę państwa do gazu ukazało się pod zmienionym tytułem Transport Sosnowiec - Będzin). Po powrocie do Polski, w tym samym roku, Borowski napisał i wydał Śmierć powstańca i Bitwę pod Grunwaldem, a w 1947 roku Pożegnanie z Marią, Chłopiec z Biblią. W 1948 roku ukazał się w kraju zbiór opowiadań zatytułowany Pożegnanie z Marią, a także Opowiadania oraz Kamienny świat. Po śmierci pisarza tytułem cyklu Pożegnanie z Marią obejmowano także inne, o podobnej tematyce i konstrukcji opowiadania pisarza (Ojczyzna, Ofensywa styczniowa).

Problematyka

Narrator opowiadań a autor

Pomimo licznych podobieństw biograficznych pomiędzy bohaterem opowiadań a samym Borowskim nie można utożsamiać tych postaci. Konstruując postać Tadka, wyposażył go pisarz we własne imię oraz doświadczenia. Bohater, podobnie jak Borowski, pracował w okupowanej Warszawie w firmie budowlanej, mieszczącej się przy ulicy Skaryszewskiej, miał narzeczoną imieniem Maria, która została aresztowana i wywieziona do obozu dzień przed uwięzieniem jego samego. Tadek, podobnie jak Borowski, pisał wiersze i drukował je w podziemnym wydawnictwie, więziony w obozie koncentracyjnym miał numer rozpoczynający się od takich samych cyfr jak numer Borowskiego. Jak pisze A. Mencel: „Przy tak znacznym jednak nagromadzeniu sugestii identyfikacyjnych wystrzega się Borowski utożsamienia całkowitego - nigdzie nie określa się pełnym imieniem i nazwiskiem (...) lecz zawsze, rozpościerając przed czytelnikiem miraż wcielenia, broni wyraźnej autonomii narratora wobec autorskiego podmiotu”.

Narracja i narrator opowiadań

Opisując reakcje człowieka w ekstremalnej sytuacji obozowej posłużył się Borowski nowatorską, jak na owe czasy, techniką behawiorystycznej narracji. Behawioryzm powstał w Ameryce jako kierunek psychologiczny, który odrzucając zasadność wewnętrznej introspekcji, jako metody badawczej, koncentrował się jedynie na opisywaniu zachowań człowieka i jego reakcji wobec otaczającej rzeczywistości. W literaturze behawioryzm oznaczał rezygnację z analizy psychologicznej bohaterów na rzecz prezentacji ich zewnętrznych reakcji. Czytelnik poznaje bohaterów w bezpośrednim działaniu i dialogach. Najwybitniejszymi przedstawicielami tego rodzaju prozy byli amerykańscy pisarze: Ernest Hemingway i John Dos Passos.

Borowski zaznajomiony z prozą amerykańską, tłumacz utworów Hemingwaya, posłużył się techniką behawiorystyczną do przedstawienia sytuacji człowieka znajdującego się w warunkach krańcowych. Opisując rzeczywistość obozową, zrezygnował z wszechwiedzącego narratora na rzecz relacji prowadzonej przez więźnia, którego osobowość ukształtowana została przez warunki życia. Jednocześnie wyeliminował Borowski wewnętrzne monologi, odautorskie komentarze oraz analizę psychologiczną, ograniczając się jedynie do opisu zachowań, reakcji, gestów i dialogów bohaterów. W ten sposób, jak pisze Andrzej Werner, „Sam narrator (...) znalazł się poza sferą wartości i ocen moralnych, poza dobrem i złem”. Odczytywane z tej perspektywy opowiadania stawały się uniwersalną analizą kryzysu europejskiej kultury i kanonów moralnych, jaki nastąpił w czasach powojennych. Rezygnując z ponadczasowych realistycznych ocen i kryteriów, Borowski zrekonstruował obozową optykę widzenia, dowodząc tym samym, iż nieludzkiego świata obozu nie można opisywać, z zewnątrz, z epickim dystansem. Cynizm Tadka - narratora nie jest więc odwzorowaniem postawy autora, który przeżywszy kataklizm wojenny próbuje mimo wszystko odbudować w sobie dawne systemy wartości. Błędne utożsamianie narratora z autorem stało się przyczyną ataków części krytyków na Borowskiego, oskarżających pisarza o nihilizm i cynizm.

We wszystkich opowiadaniach narrator usytuowany jest wewnątrz świata, który opisuje. Jest więc jednocześnie podmiotem i przedmiotem opowieści. W Pożegnaniu z Marią jest jeszcze wolnym człowiekiem, poetą, studentem, ale już przyzwyczajonym do zasad życia panujących w okupowanej Warszawie. W następnych utworach narratorem jest więzień, którego sposób relacji i psychika zdeterminowane zostały przez warunki, w jakich się znalazł. Podobnie jak inni więźniowie przyzwyczajony był do śmierci, przyjął i dostosował się do reguł obozowego świata, w którym żył. Znajdując się wewnątrz opisywanego świata i jednocześnie opisując go, narrator jest wewnętrznie rozdwojony, jak pisze A. Mencel: (...) będąc doskonale wewnętrzny dla świata obozowego jest zarazem doskonale zewnętrzny wobec siebie i wobec innych w tym świecie. Przedstawiając ten świat z pozycji bycia w nim, opisuje siebie i innych wyłącznie z zewnątrz”. Czasami obok pierwszej osoby liczby pojedynczej autor wprowadza w narracji liczbę mnogą dla podkreślenia wspólnoty losu znajdujących się w obozie oraz ich anonimowości (Ludzie, którzy szli). Język narracji wykorzystuje w dużej mierze żargon obowiązujący wśród oświęcimskich więźniów.

Postać narratora i konstrukcja narracji zastosowane przez Borowskiego nie były przypadkowe, ale stanowiły wynik wyraźnego zamysłu artystycznego i ideowego autora. Brak porozumienia i rozdźwięk między cynicznym narratorem a czytelnikiem był zamierzeniem celowym. Proza Borowskiego jest świadectwem kryzysu dotychczasowej poetyki realistycznej, stosowanej w opisywaniu świata, która wobec totalnego kataklizmu wartości spowodowanego przez wojnę okazała się niewystarczająca i nieadekwatna do wyrażanych treści.

Obraz życia w okupowanej Warszawie w opowiadaniu pt. Pożegnanie z Marią

Bohaterowie

Tadeusz - narrator opowiadania, młody człowiek, pracujący w firmie budowlanej. Przez pewien czas studiował na kompletach tajnego Uniwersytetu, dużo czytał, brał udział w spotkaniach poetyckich, pisał i drukował wiersze. Jest zakochany z wzajemnością w Marii. Bardzo wrażliwy, umie jednak trzeźwo obserwować rzeczywistość i dostosować się do reguł życia panujących w okupowanej stolicy.

Maria - młoda dziewczyna zakochana w Tadeuszu, studentka podziemnego Uniwersytetu, wrażliwa, pracuje u kierownika przy rozwożeniu bimbru.

Inżynier - właściciel firmy budowlanej, w czasie wojny założył i rozbudował swoje przedsiębiorstwo, dzięki pertraktacjom ze Wschodnią Koleją Niemiecką wybudował bocznicę kolejową, przy której postawił magazyny. Hojny dla swoich pracowników, przez trzy miesiące finansował studia Tadeusza.

Kierownik o imieniu Jan - prowadzi filię firmy budowlanej i zajmuje się nielegalną produkcją i sprzedażą bimbru. Przed wojną zgromadził majątek, pracując jako magazynier w żydowskim przedsiębiorstwie, należącym do doktorowej. W czasie wojny prowadzi rozległe interesy, pośredniczy w handlu lokalami, utrzymuje kontakty z gettem.

Doktorowa - stara Żydówka, przed wojną właścicielka składu towarów budowlanych, obecnie uciekinierka z getta, biedna, zaniepokojona losem córki i zięcia, którzy zostali za murami, decyduje się na powrót do getta.

Streszczenie

Tytułowe opowiadanie zbioru, ze względu na czas i miejsce akcji, różni się od pozostałych utworów Borowskiego. Jako jedyne opisuje życie poza murami obozu, w okupowanej Warszawie. Konstrukcja ukazanego przez pisarza świata opiera się na kontraście między odchodzącym w przeszłość światem wartości humanistycznych, a codzienną rzeczywistością wojennej Warszawy. Pożegnanie z Marią stanowi wnikliwą analizę wszelkich form okupacyjnego handlu, który zdominował życie mieszkańców na terenie Generalnej Guberni. Międzyludzkie relacje sprowadzone zostały do rozlicznych transakcji. Pod niemiecką okupacją wytworzyły się nowe formy życia i reguły postępowania, które pozwalały warszawiakom przeżyć, a nawet zarabiać pieniądze. Drobne nieuczciwości, kradzieże, łapówki, układy były podstawą swoiście funkcjonującej gospodarki.

Właściciel sklepiku, w którym zaopatrywał się Tadeusz (...) nie doważał, a cenę wydatnie zaokrąglał. (...) ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę (...) gdyż chciał żyć sam”. Mieszcząca się przy ulicy Skaryszewskiej firma budowlana, zapewniająca utrzymanie wielu pracownikom, również rządziła się swoistymi prawami. Oszukiwano klientów, zawarto umowy z magazynierem i dostawcą, które dostarczały wszystkim zainteresowanym stronom dodatkowy, nielegalny zarobek. Właściciel firmy, inżynier, w czasie okupacji pomnożył swój majątek (...) rozbudował składy w centrali, wydzierżawił plac (...) i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa (...) nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą” oraz dzięki umowie ze Wschodnią Koleją Niemiecką zbudował magazyny przy zakupionej bocznicy kolejowej.

Właściciel firmy dbał o swoich pracowników. Mimo że ustawa określiła maksymalną stawkę za dzień pracy na 73 złote, inżynier wypłacał zatrudnionym prawie sto. Pracownicy filii firmy również dorabiali, sprzedając kradzione towary. Kierownik oddziału prowadził rozległe interesy, wykorzystując teren firmy do swoich prywatnych transakcji handlowych. On jeden spośród bohaterów doświadczał niepokoju moralnego, związanego z przekraczaniem przepisów prawnych. „Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi” kiedy to (...) żył pełnią życia, bez dokuczliwych rozterek duchowych”. W pofabrycznych halach, w których znajdowało się schronisko dla bezrobotnych, mieścił się „port przeładunkowy”, gdzie handlowano kradzionymi towarami wiezionymi na front i kupowano przedmioty od obsługi wagonów sanitarnych wracających z terenów walki.

Transakcje handlowe przeprowadzano także w getcie. Zięć doktorowej został za murami, aby dokończyć prowadzone przez siebie interesy. Na ulicach całymi dniami toczył się handel. „Pod oknami i parapetami przekupnie (...) darli się ochryple nad koszykiem z bułkami, papierosami, kaszanką, pączkami, białym i razowym chlebem (...) Był zwykły targowy dzień”.

Tadeusz, narrator i bohater opowiadania, również dostosował się do panujących reguł. Jak inni handluje, trochę kradnie, do spółki z kierownikiem produkuje bimber, który rozwozi Maria. Borowski ukazuje w jaki sposób ludzie mieszkający w okupowanej Warszawie szybko dostosowali się do nowych panujących reguł i tworzyli zasady organizacyjne swoistej gospodarki. Bezprawie i kradzież uczynili nowym prawem, dzięki któremu mogli normalnie i często dostatnio żyć w nienormalnych warunkach. Kierując się sprytem omijali zakazy i sankcje nałożone przez Niemców, nauczyli się „kombinować” i wiedzieli, że oficjalnie niemożliwe rzeczy, załatwić można na drodze prywatnej, wykorzystując układy, znajomości lub dając łapówki. Zasady życia w tak zorganizowanej społeczności najdobitniej określają słowa kierownika: „Człowiek ma, chwaląc Boga, ręce i nogi, myśli, jak gdzie może chapsnąć, i dlatego żyje!”.

W rzeczywistości opisanej przez Borowskiego relacje ludzkie sprowadzone zostały do kontaktów handlowych. Życie człowieka podporządkowane było interesom, dzięki którym można było przeżyć, zapewnić sobie w miarę dostatnie życie, wyżywić rodzinę, ocalić własne istnienie. Podczas gdy na frontach toczyły się walki, mieszkańcy okupowanej Warszawy zarabiali i handlowali. W ironiczny sposób sytuację tę określają słowa niemieckiego żołnierza, prowadzącego interesy z firmą: „Wy ale żyjecie spokojnie (...) a nasi walczą za wasz spokój”.

W relacji narratora, ukazującego zasady funkcjonowania gospodarki na terenie Generalnej Guberni, raz po raz pojawiają się informacje przypominające o okupacji i toczącej się wojnie. Stara Żydówka, doktorowa, jest uciekinierką z getta. W gabinecie kierownika opowiada o tragedii Żydów, zastraszanych i mordowanych przez Niemców. O ciągłym strachu przed śmiercią wspomina młoda Żydówka, która uciekła z getta i znalazła się na weselu przyjaciół Tadeusza i Marii. Przybyły do firmy furman informuje o łapankach na ulicach. Bohaterowie, zdając sobie sprawę, co dzieje się za murami getta, obawiają się o swoją przyszłość: „jak z Żydami skończą, to nas będą wywozić” zauważa zaniepokojony woźnica.

W świadomości mieszkańców istnieje cały czas obawa przed wywiezieniem do obozu i śmiercią. Tadeusz, wiedząc o łapance, martwi się o Marię rozwożącą bimber. Kiedy wieczorem wychodzi na ulicę z kierownikiem, widzi wypełnione ludźmi niemieckie ciężarówki, eskortowane przez żołnierzy na motocyklach. Twarze stłoczonych w samochodach ludzi wyrażają strach i rozpacz. W jednej z ciężarówek Tadeusz dostrzega Marię. „Twarz Marii, otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza, była biała jak wapno. Trupio blade, kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania”. Bezsilność bohatera wobec zaistniałej sytuacji wyrażają słowa komentarza: „Nie wiedziałem zupełnie, co robić” oraz sucha relacja o przyszłych losach narzeczonej wywiezionej do obozu: „Marię (...) zagazowano w komorze krematoryjnej, a jej ciało zapewne przerobiono na mydło”.

Dzięki zastosowanej technice behawiorystycznej Borowski, eliminując elementy psychologicznej analizy i emocje bohatera, potęguje potworność rozgrywających się wydarzeń i uwypukla bezsilność człowieka wobec sytuacji przerastającej jego możliwości. Jednocześnie obraz życia w okupowanej stolicy, zdominowanego przez reguły handlowe i podszytego strachem przed śmiercią, kontrastuje pisarz z odchodzącym w przeszłość, nie przystającym do tej rzeczywistości, kanonem ludzkich wartości. Pożegnanie z Marią demaskuje mit romantycznej miłości w warunkach rzeczywistości okupacyjnej, jest świadectwem kryzysu kultury, tworzonej w ciągu tysiącleci przez człowieka. Uczucie dwojga wrażliwych ludzi, Marii i Tadeusza, w realiach II wojny światowej skazane jest na zagładę. Powtarzane wielokrotnie przez narratora słowa: „Miłość, oczywiście, że miłość” są rozpaczliwą próbą ucieczki od rzeczywistości i gorzkim komentarzem do całej historii. Sceny ukazujące wzajemne relacje i spotkania dwojga zakochanych utrzymane są w odmiennym od całego opowiadania, poetyckim stylu literackim. Literacko-filozoficzne dyskusje inteligentów zawieszone są w próżni i nie przystają do sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowi. „Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą” - te słowa Tadeusza w kontekście obozowych opowiadań Borowskiego jeszcze silniej uwypuklają kryzys kultury i wartości moralnych, który stał się przedmiotem prozy pisarza. Miłość, wartość najwyższa, w latach wojny i w warunkach obozowych zastąpiona została przez nienawiść i egoistyczny, fizjologiczny instynkt życia. Wiarę w nadrzędną wartość ludzkich ideałów i przekonanie o ich trwałości w obliczu terroru i zbrodni wyrażają słowa przyjaciela Tadeusza, Apoloniusza: „Po Wandalach nie zostało nic, a Augustyna dzisiaj czytają”. Zanim to jednak nastąpi, nim będzie można zapomnieć o nieludzkich czasach, bohaterowie opowiadań Borowskiego będą musieli przejść piekło obozów, w których utracą swoją niewinność i człowieczeństwo. Pożegnanie z Marią to pożegnanie Borowskiego z samym sobą z czasów przedwojennych, ze światem wartości, poezją, kulturą, miłością i humanistycznymi ideałami, które w obozowej rzeczywistości straciły rację bytu.

Obóz koncentracyjny w ujęciu Tadeusza Borowskiego

W powojennej prozie problematyka obozowa była jednym z najczęściej podejmowanych tematów. Na tle bogatej literatury tego typu, twórczość Borowskiego wyróżnia się odmienną perspektywą spojrzenia na świat lagrów. W przeciwieństwie do innych pisarzy, nierzadko więźniów obozów, którzy opisywali rzeczywistość obozową, posługując się pojęciami zapożyczonymi z czasów wolności, Borowski umieszcza swojego narratora i bohatera wewnątrz opisywanego świata i z perspektywy więźnia ukazuje prawa i zasady panujące za drutami. Niemożność przeniesienia kryteriów i pojęć świata zewnętrznego do opisu rzeczywistości obozowej tłumaczy Tadeusz w liście do swojej narzeczonej, Tuśki (U nas w Auschwitzu...): „Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym, mając na co dzień krematorium (...) poznawszy, co to (...) niewolnictwo i władza patrzę na nich (cywilów - przyp. aut.) z odrobiną pobłażania, jak uczony na laika, wtajemniczony na profana”.

Dla Borowskiego, którego lata dojrzałości przypadły na czas przebywania za drutami, obóz stanowi odmienną formację, inny świat, który rządzi się własnymi prawami, nie podlega ocenie według ogólnie przyjętej hierarchii wartości wolnego człowieka. Jak pisze Tadeusz Drewnowski, „Lagry dla Borowskiego to element kultury europejskiej, idealny model nowego europejskiego ładu, wielki eksperyment z człowiekiem”. Prezentując warunki życia oraz strukturę organizacyjną obozu, posługuje się pisarz oszczędnym, praktycznie pozbawionym komentarza opisem. W liście do Tuśki (U nas w Auschwitzu...), Tadek, próbując uzmysłowić narzeczonej jak wygląda Oświęcim, pisze: „Weź Pawiak (...) dodaj Serbię, pomnóż przez dwadzieścia osiem (...), wszystko otocz podwójnym drutem naokoło, a z trzech stron betonowym murem, błoto wybrukuj, wyhoduj anemiczne drzewka - a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi”.

Obóz to zamknięte terytorium, w którym gromadzi się wyniszczonych, cierpiących, przeznaczonych na śmierć ludzi, stłoczonych jak zwierzęta w ciasnych blokach, na niewygodnych, zawszonych pryczach. Ale Oświęcim w ujęciu Borowskiego to przede wszystkim wysoko zorganizowane, doskonale pomyślane i funkcjonujące przedsiębiorstwo Trzeciej Rzeszy do likwidowania ludzi. Ciągłe transporty dostarczają nowych więźniów, dla których buduje się coraz doskonalsze krematoria mogące spalić w ciągu dnia pięćdziesiąt tysięcy osób. W opowiadaniu Proszę państwa do gazu narrator, obserwując napływające tłumy więźniów, rysuje katastroficzny obraz Europy rządzonej przez faszystowskie Niemcy. W tej fantastycznej przyszłej rzeczywistości obozy będą poszerzały swoje terytoria, nowi ludzie będą się rodzić i pracować dla hitlerowców, po to, aby w końcu zapełnić coraz to nowsze i bardziej udoskonalone krematoria. Proces zabijania prowadzony jest przez Niemców sprawnie i fachowo. Nadzorujący pracę więźniów esesmani są pedantyczni, schludni, dokładni, szczegółowo notują każdy przybyły transport, wszystkie ciężarówki, które odjeżdżają w stronę krematorium. Obozowa administracja jest niewielka liczebnie, ale sprawna, dokładnie przestrzegająca nakazów i skrupulatnie wypełniająca zadania. Jest swoistą miniaturą struktury faszystowskiego państwa. Wśród obozowych nadzorców nie ma w zasadzie wysokich rangą oficerów. Hierarchia obowiązków jest jasno wytyczona, każdy spełnia swoją funkcję dokładnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami. Niemcy sprawnie zlikwidują kolejne przybywające transporty, a skazańcom (...) fachowi, rutynowi ludzie będą (...) grzebać we wnętrznościach, wyciągną złoto spod języka, brylanty z macicy i kiszki odchodowej. Wyrwą im złote zęby. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina” (Proszę państwa do gazu). Ludzie w obozie są towarem. Można ich zlikwidować, gdy nie są potrzebni, można z nich zedrzeć kosztowności, włosy i skórę wykorzystać w przemyśle, potraktować jako króliki doświadczalne w medycznych eksperymentach, a popiół ze spalonych ciał wykorzystać jako nawóz do użyźniania gleby.

W opowiadaniu U nas w Auschwitzu... narrator w liście do Tuśki opisuje sprawność działania faszystowskiego mechanizmu. Więźniowie są materiałem, który Niemcy potrafią wykorzystać w jak najbardziej efektywny sposób. W sprawnym procesie likwidacji właściwie żadna część człowieka nie zostaje zmarnowana. Dzięki pracy uwięzionych kopalnie, przedsiębiorstwa, fabryki bogacą się i pomnażają swój kapitał. Jak zauważa Tadeusz, firma Lenz, która wybudowała obóz, zrobiła (...) na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny”. Tak samo skorzystały na niemieckich lagrach inne wielkie i małe zakłady. Doskonałe zasady funkcjonowania przedsiębiorstwa Trzeciej Rzeszy więźniowie obserwują ze zdumieniem (ale też szybko przyzwyczajają się do panujących reguł). Pracujący na rampie przy rozładunku transportu Tadeusz mechanicznie włącza się w obowiązujący rytm pracy. Odbiera przyjezdnym bagaże, wrzuca do ciężarówek, przeszukuje zawiniątka i wyłuskuje cenne przedmioty. Beznamiętnie obserwuje sprawny proces przyjmowania więźniów: przyjazd wagonów, wyganianie ludzi, odbieranie bagaży, segregowanie więźniów i kierowanie ich do ciężarówek jadących w stronę krematorium, odbiór złota i kosztowności. Pociągi i samochody poruszają się szybko i sprawnie jak na taśmie, po obozie bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża, rozwożąc gaz używany do zabijania ludzi. Wszystko funkcjonuje gładko jak w dobrze zorganizowanej fabryce. Nadzorujący rozładunek esesmani nie dopuszczają do zmarnowania czasu. Przerażająca skuteczność hitlerowskiego systemu likwidacji więźniów zaskakuje i nieomal budzi podziw narratora opowiadania U nas w Auschwitzu..., który w liście do narzeczonej pisze: (...) słuchaj, masz milion ludzi albo dwa, albo trzy miliony, zabij ich tak, żeby nikt o tym nie wiedział, nawet oni, uwięź kilkaset tysięcy, złam ich solidarność, poszczuj człowieka na człowieka (...). Zdumienie budzi fakt, że przy pomocy niewielkiej liczby ludzi Niemcy potrafili unicestwić miliony, doprowadzić do urzeczowienia człowieka, który w obozie zapomniał czym jest bunt, godność i wolność. Próbując tłumaczyć ten fenomen, Borowski zwraca uwagę na przebiegle realizowany przez faszystów mechanizm oszustwa, dzięki któremu mogli oni okłamać cały świat i stworzyć pozory, że obóz jest w gruncie rzeczy normalną rzeczywistością (...) ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager, obóz oszustw” pisze Tadeusz do Tuśki i opisując warunki życia w Auschwitz, zwraca uwagę na pozory normalności, jakie próbowali stworzyć w obozie Niemcy. Budynki w Oświęcimiu są murowane, drogi betonowe, przybyli na kurs sanitarny więźniowie mają prycze z kocami i prześcieradłami, a nawet stół z obrusem. Na terenie obozu znajduje się biblioteka, muzeum, puff, czyli obozowy dom publiczny, sala orkiestry, w której odbywają się koncerty. Co prawda w bibliotece jest tylko „parę kryminalnych powieści”, a w muzeum „fotografie skonfiskowane z listów”, ale większość więźniów nie zdaje sobie z tego sprawy.

Do puffu można dostać się w nagrodę za pilną pracę, czas pobytu jest jednak ograniczony, a spotkanie z kobietą podglądane przez Madame lub komendanta obozu. Czasami w baraku, skąd wcześniej wysyła się transporty do gazu, odbywają się mecze bokserskie, a w sali muzycznej koncerty muzyki poważnej, której wykonawcy na co dzień pracują obierając kartofle. Krematoria są zamaskowane, a pomiędzy budynkami stoją rachityczne drzewka. Te namiastki normalnego życia wystarczą, aby stworzyć więźniom złudne wrażenie nadziei. „Ludzie są w Oświęcimiu zakochani” - pisze z ironią Tadeusz - „z dumą mówią: «u nas w Auschwitzu...»”.

Jednocześnie cały czas odbywa się w obozie proces zabijania, ciała milionów ludzi pali się w krematoriach. Ale przyzwyczajeni do tego stanu rzeczy więźniowie traktują to jako część normalnego obozowego życia. Świat wie o potwornościach, rozgrywających się za drutami, ale zwiedziony pozorami tak naprawdę nie wierzy w masowość i okrucieństwo mordu. Zbudowana na oszustwie faszystowska machina unicestwiania funkcjonuje bez zarzutu. „Jakiś tam boks, jakieś trawniczki przy blokach, dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów, musztarda w kantynie, cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy, aby oszukać świat i nas” gorzko zauważa Tadeusz. Opisany przez Borowskiego świat obozów stanowi odrębną, rządzącą się własnymi prawami rzeczywistość, której doskonałe zasady działania stworzyli Niemcy. Aby zrozumieć mechanizm funkcjonowania tego świata, należy zobaczyć go z perspektywy więźnia, którego psychika zmieniona została przez warunki obozowe i dostosowała się do jedynie dostępnych metod przetrwania. W obozie pojęcia i wartości obowiązujące w świecie ludzi wolnych nie mają racji bytu i nie przystają do panujących za drutami warunków życia. Głęboką prawdę o rzeczywistości lagrowej przedstawia Borowski prezentując suche fakty i rejestrując zachowania ludzkie. Brak komentarza i psychologicznej analizy sprzyja wyraźniejszemu ukazaniu okrucieństwa i bezwzględności funkcjonowania doskonałego przedsiębiorstwa skutecznie likwidującego ludzi, jakim niewątpliwie był niemiecki system obozów koncentracyjnych.

Ludzie w obozie

Społeczność obozowa stanowi konglomerat różnych narodowości, którego członkowie porozumiewają się za pomocą specyficznego żargonu. Wśród przebywających w obozie panuje swoista hierarchia i podział. Najstarsi więźniowie (z najniższymi numerami) stanowią pewnego rodzaju elitę, już sam fakt, że udało im się przeżyć tak długo wzbudza szacunek innych. Doświadcza tego Tadek, który przybył do Oświęcimia na kurs sanitarny: „Oczywiście nikogo nie znalazłem, bo jestem milionowiec, a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry” (U nas w Auschwitzu...). Więźniowie z długoletnim „stażem” łatwiej radzą sobie w warunkach obozowych, doskonale poznali zasady, wiedzą jak przeżyć, jak zdobyć dodatkowe jedzenie, odzież, środki czystości. Uprzywilejowaną grupę stanowią silni i zdrowi, których wysoka przydatność do pracy chroni przed zagazowaniem. Narrator opowiadań Borowskiego, vorarbeiter Tadek, dzięki swej podrzędnej funkcji obozowego mistrza, stoi w hierarchii wyżej od przeciętnego więźnia. Z racji swojego stanowiska ma większe przywileje, a co za tym idzie większe szanse na przeżycie. W opowiadaniu Dzień na Harmenzach dzięki swojej pozycji i sprytowi Tadeusz żyje o wiele lepiej niż inni. Jako vorarbeiterowi należy mu się większa i lepsza porcja codziennego jedzenia (dwie miski zupy z mięsem i kartoflami). Handlując mydłem, papierosami i innymi produktami może kupować żywność; ofiarowując pani Haneczce drobne upominki dostaje w zamian dodatkowe porcje jedzenia. W opowiadaniu Proszę państwa do gazu Tadeusz na propozycję kolegi przyłącza się do komanda zwanego Kanadą zajmującego się nowo przybyłymi transportami. Uprzywilejowana grupa więźniów, pracująca przy wyładunku i segregacji nowych transportów, czerpie ze swego zajęcia duże korzyści materialne: „nasza Kanada, nie pachnie wprawdzie jak Fiedlerowska żywicą, tylko francuskimi perfumami, lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej, ile ta ma ukrytych brylantów i monet, zebranych z całej Europy”. Członkowie komanda, którzy, w przeciwieństwie do niektórych Polaków, nie dostają żywnościowych paczek z domów, traktują transport jako źródło dochodów. Przez wiele dni żyją z tego, co zagrabią przywiezionym do obozu ludziom. Po rozładunku więźniowie wracają do obozu niosąc łupy: chleb, cukier, marmoladę, bieliznę, perfumy, alkohol. „Parę dni” - zauważa narrator - „będzie obóz mówił o transporcie Sosnowiec - Będzin. Był to dobry, bogaty transport”. Tadek ma również uprzywilejowaną pozycję w Auschwitz (U nas w Auschwitzu...), gdzie przybył na zorganizowany przez Niemców kurs sanitarny. Uczestnicy szkolenia nie są zobowiązani do brania udziału w apelach, nie przydziela się im pracy. We flegerni, gdzie mieszkają, mają o wiele lepsze warunki życiowe od innych więźniów (piec, koce, prześcieradła, stół nakryty obrusem). Nie noszą pasiaków, nie odczuwają tak silnie niewoli i strachu: „Chodzimy po Birkenau wygoleni, świeży, beztroscy”. Ci, którzy umieją urządzić się za drutami, stanowią elitę obozową. Ale oprócz nich są tysiące szarych, anonimowych więźniów, którzy nie mają żadnych przywilejów, żyją na granicy wycieńczenia, w ciągłym strachu przed śmiercią. Na najniższym poziomie obozowej hierarchii znajdują się tzw. „muzułmanie”, wegetujący, zagłodzeni, najsłabsi więźniowie, którzy są nieprzydatni dla Niemców, więc w każdej chwili mogą trafić do krematorium. Są ogarnięci wszechwładną chęcią zaspokojenia głodu. W opowiadaniach Borowskiego są nimi często Grecy i Żydzi: stary tragarz z Salonik o napiętej skórze pokrytej świerzbem i wrzodami, z błyszczącymi od gorączki oczami i Żyd Beker. „Muzułmanie” nie mają prawa do drugiej miski wodnistej zupy: „Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina” - brutalnie przedstawia obozową filozofię narrator Dnia na Harmenzach. Wygłodniali, zmuszani do katorżniczej pracy, nie mają żadnej szansy na przeżycie w obozie.

Niemcy zarządzający obozem to idealni urzędnicy państwa faszystowskiego. Sprawnie i szybko wypełniają swoje obowiązki. Fachowo mordują ludzi. Są dokładni i pedantyczni. Ukształtowani przez faszystowską ideologię, są ślepo posłuszni führerowi i rozkazom. (...) jedna masa, jedna wola” jak komentuje przemarsz oddziału SS narrator opowiadania Proszę państwa do gazu. Dopasowane mundury, wysokie buty i szpicruty nadają im służbowy wygląd. Emanuje z nich pewność siebie, brutalność i buta. Okrutni dla więźniów, beznamiętnie mordujący za najmniejsze przewinienie, w swoim gronie (...) uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie” (Proszę państwa do gazu). Kontrast między bestialskim stosunkiem do więźniów a typowymi ludzkimi reakcjami, jakie cechuje ich życie prywatne, jest uderzający. Hitlerowcy traktują przebywających w obozie jak zwierzęta. Katują słabych, zastraszają ich, odzierają z ludzkiej godności. Na każdym kroku okazują swoją wyższość i przewagę fizyczną. Gardzą więźniami, jak brzydka, sucha esesmanka z Proszę państwa do gazu, która nienawidzi kobiecej urody i z przyjemnością obserwuje jak przywiezione do obozu piękne dziewczyny zamieniają się w żywe szkielety. Niektórzy z oprawców to ludzie wykształceni, jak profesor uniwersytetu przeprowadzający medyczne doświadczenia na więźniarkach w Oświęcimiu (U nas w Auschwitzu....). Jedynym kryterium wartości więźnia jest dla esesmana jego przydatność do pracy. Słabi są bezużyteczni, a więc przeznaczeni do likwidacji.

Warunki i zasady determinujące życie obozowe

Borowski, opisując obozy koncentracyjne, ukazał mechanizm przystosowania się człowieka do warunków ekstremalnych. W świecie pozbawionym wszelkich wartości, naczelnym i jedynym celem każdego było przetrwać, przeżyć za wszelką cenę. Dlatego w prozie Borowskiego tak mało jest opisów aktów heroizmu i przejawów ludzkich odruchów; godność i odwaga cywilna drastycznie zmniejszały szanse na przeżycie. Ci nieliczni, którzy postępowali zgodnie z nakazem serca czy sumieniem, automatycznie skazywali się na śmierć. W Proszę państwa do gazu młoda dziewczyna z nowego transportu, uświadomiwszy sobie, gdzie przybyła, zdecydowanie wsiada do ciężarówki wiozącej ludzi przeznaczonych do zagazowania, a starsza siwa pani zaprzepaszcza swoje szanse na przetrwanie, biorąc na ręce porzucone przez matkę niemowlę. Są to jednak w opowiadaniach Borowskiego wypadki odosobnione. Ci, którzy poznali reguły życia w obozie, szybko się do nich przystosowali, wiedzą jak mało cenne i kruche jest życie za drutami, nauczyli się patrzeć obojętnie na śmierć, walczyć o pożywienie, lepszą pracę, ubranie, miejsce w szpitalu. Aby przetrwać, pozostawali obojętni lub brali udział w zbrodni. Więźniowie, będący ofiarami w rękach Niemców, wobec słabszych w obozie zachowują się okrutnie, przyjmując rolę kata. W obozie obowiązuje prawo silniejszego i bezwzględny egoizm; stawką jest bowiem życie. Faszyści sprowadzili ludzi do poziomu przedmiotów, odebrali im godność i pozbawili człowieczeństwa. Jedną z metod hitlerowskiego „odczłowieczenia” było doprowadzenie więźniów do skrajnego wyczerpania, zabicie w nich wszelkich duchowych wartości. Niemożność zaspokojenia podstawowych biologicznych potrzeb człowieka sprawiał, że przebywający za drutami jedynym swoim życiowym celem uczynili przetrwanie. Człowiek sprowadzony do poziomu swoich potrzeb fizjologicznych stawał się prawie zwierzęciem, istotą niezdolną do wyższych uczuć. Podstawowym problemem i obsesyjnym tematem w obozie był głód. Ciężka praca, głodowe racje praktycznie nie nadających się do jedzenia posiłków (wodnista zupa z pokrzyw) prowadziły do wycieńczenia więźniów. Jedzenie stało się podstawowym towarem handlowym, szansą na uniknięcie śmierci. W opowiadaniu Proszę państwa do gazu Henri w rozmowie z Tadeuszem formułuje fundamentalne prawo życia obozowego: „Kto ma żarcie (...), ten ma siłę”. Moc i potworność ludzkiego głodu najdobitniej wyrażają słowa Żyda Bekera (Dzień na Harmenzach): „Głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia”. Niedostatek pożywienia sprawia, że więźniowie są w stanie zrobić wszystko, byle tylko zaspokoić głód. Grecy (Dzień na Harmenzach) wyławiają z mętnej wody, płynącej rowem, węgorze i zjadają je na surowo. Łapczywie pożerają zupę z pokrzyw, wylizują menażki do czysta. Beker, przeznaczony do zagazowania, ma tylko jedno marzenie, aby przed śmiercią najeść się do syta. Głodni Grecy (Proszę państwa do gazu) w trakcie rozładunku nowego transportu łapczywie rzucają się na wszystko, co nadaje się do zjedzenia. „Żrą wszystko co im pod rękę wlizie”, z głodu zdolni są posunąć się do morderstwa, jak Żyd Beker, zabójca własnego syna, który tłumaczy Tadkowi: (...) u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co, miałem nie zabijać kucharzy, co za masło kupowali wódkę a za chleb papierosy? Mój syn kradł, to go zabiłem”.

Równie silnie determinuje więźniów głód seksualny. Tadeusz w liście do Tuśki opisuje jak mężczyźni gwałcą kobiety na których dokonuje się medycznych eksperymentów. Narrator tłumaczy ich postępowanie: (...) to nie są ludzie zboczeni (...) Cały obóz jak się naje i wyśpi, mówi o kobietach, cały obóz marzy o kobietach, cały obóz dobiera się do nich (...). W obozie rośnie psychoza kobiety”.

Opowiadania Borowskiego pełne są obrazów zaszczutych, katowanych ludzi, mordowanych jak zwierzęta, którzy zmuszani są do pracy w nieludzkich warunkach, bez odpoczynku, bez jedzenia, bez zapłaty. Życie człowieka w obozie nie ma żadnej wartości. Morduje się słabych, niezdolnych do pracy. Tadeusz opowiada o pewnym lagrze, gdzie z powodu braku racji żywnościowych rozstrzeliwano więźniów. Niemcy wprowadzili do obozów wyrafinowane sposoby torturowania ludzi: deptanie ciała podkutymi butami, chłostę, zmuszanie więźniów do stania w bezruchu całą noc, wieszanie za ręce na drągu, picie wody aż do uduszenia i inne metody (...) potwornie rozwiniętej techniki męczenia człowieka” (U nas w Auschwitzu...). Obrazy wyniszczonego ciała ludzkiego, poddanego najstraszliwszym torturom, nękanego chorobami zapełniają strony opowiadań obozowych. Uczestniczący w rozładunku transportu Tadeusz (Proszę państwa do gazu) ogląda poskręcane, podeptane trupy niemowląt, leżące w wagonach pośród ludzkiego kału, (...) W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów, zdeptane dzieci, kaleki, poukładane razem z trupami, i tłum, tłum, tłum...”. W obliczu śmierci ludzie zaczynają zachowywać się jak zwierzęta, kurczowo czepiają się życia, desperacko walczą o przetrwanie.

Praw obozowych nie da się wytłumaczyć w kategoriach świata ludzi wolnych. Żyjący w ekstremalnych warunkach więźniowie wytworzyli własny kodeks postępowania, ułatwiający im przeżycie. Kradną, handlują, biorą udział w zbrodni, starają się utracić jak najmniej sił w czasie pracy, a wszystko po to, aby ocalić swoje biologiczne istnienie. Jedni (...) wałczą o byt ciężko i bohatersko. Innym jest wszystko jedno. Ruszają się, żeby umknąć bicia, żrą trawę i lepką glinę, aby nie czuć głodu” (Dzień na Harmenzach). Życie więźniów, zredukowane do katorżniczej pracy, prób zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych, wypełnione ciągłym strachem przed śmiercią, jest nieustanną, bezkompromisową walką o przetrwanie.

Opowiadania Tadeusza Borowskiego jako wyraz kryzysu europejskiej kultury i świadectwo tragizmu „człowieka zlagrowanego”

Sformułowanie „człowiek zlagrowany” pochodzi od niemieckiego terminu - „Konzentrazionlager” - obóz koncentracyjny. Borowski użył tego pojęcia na określenie człowieka, który, aby przeżyć dostosował się do panujących w obozie zasad, zapomniał o swoim człowieczeństwie, stracił zdolność oceny swoich czynów. Tragizm więźnia polegał na niemożności wyboru pomiędzy dobrem a złem, na konieczności życia według zasady nazwanej przez Borowskiego „przeciętną przetrwania”. W warunkach obozowych wszelkie odruchy humanitaryzmu i litości oznaczały skazanie samego siebie na śmierć, a także narażenie osoby, której ofiarowało się pomoc. Zlagrowanie oznaczało odczłowieczenie jednostki, pozbawienie jej elementarnych odruchów i uczuć ludzkich, zabicie wolności, chęci buntu, sprowadzenie życiowych funkcji do poziomu zaspokajania potrzeb fizjologicznych. Człowiek w obozie pozbawiony był wyższych celów i ideałów, marzył tylko o tym, aby się wyspać, najeść i aby uniknąć śmierci. Pod koniec dnia, po rozładunku nowo przybyłych transportów (Proszę państwa do gazu) Tadeusz rozmyślą o swojej sytuacji: „Naraz obóz wydał się jakąś zatoką spokoju. Wciąż umierają inni, samemu się jeszcze jakoś żyje, ma się co jeść, ma się siły do pracy, ma się ojczyznę, dom, dziewczynę...”. Więzień, aby przetrwać, musi zabić w sobie wszelkie odruchy ludzkie: miłość, przyjaźń, współczucie, troskę, odrzucić ponadczasowe ideały i wartości, zobojętnieć na śmierć i cierpienie innych. Wielu z uwięzionych przeżywało z tego powodu osobisty dramat, wynikający z całkowitego załamania się obowiązujących w ich dotychczasowym życiu kanonów moralnych. „Czy my jesteśmy ludzie dobrzy?” - pyta swojego towarzysza Tadeusz w opowiadaniu Proszę państwa do gazu. Bohater nie może zrozumieć i ocenić swojej nienawiści, jaką żywi do mordowanych, swojego okrucieństwa, niewrażliwości, które czynią go podobnym do niemieckich oprawców.

W warunkach obozowych zacierają się granice między katem a ofiarą. Poniżani, torturowani więźniowie wyładowują swój strach i agresję na słabszych od siebie. Faszystowskie metody sprawiają, że więźniowie tracą poczucie godności ludzkiej, nie buntują się przeciwko nieludzkim warunkom swojej egzystencji, pokornie idą na śmierć, zabijają swoich najbliższych, pozwalają na mordowanie własnych rodzin. „Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka” tłumaczy taki stan rzeczy Tadeusz (U nas w Auschwitzu...). Za drutami ludzie dają się oszukiwać i oszukują innych. Z obojętnością przechodzą obok cudzej śmierci, ciesząc się, że jeszcze żyją, są bierni, „Bo żywi zawsze mają rację przeciwko umarłym” (U nas w Auschwitzu...). Według Borowskiego największą zbrodnią obozów było zlagrowanie człowieka, poszczucie ludzi na siebie, doprowadzenie więźniów głodem, ciężką pracą i torturami do stanu skrajnego wyczerpania, w którym jednostka przestaje być człowiekiem i staje się zwierzęciem walczącym o swoje biologiczne przetrwanie. „Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa, jak kamienie” pisze Tadeusz w liście do Tuśki (U nas w Auschwitzu...). Opisując totalną dehumanizację człowieka w obozach koncentracyjnych Borowski zaznacza, że w czasach po II wojnie światowej nie istnieją już jednoznaczne kryteria oceny człowieka. Bohaterowie Borowskiego nie mogą być moralni w rozumieniu człowieka wolnego, gdyż nie pozwalają im na to warunki, w jakich żyją. Nie znaczy to jednak, że nie odczuwają z tego powodu rozterek wewnętrznych i nie tęsknią do świata prawdziwych wartości. Tadeusz (U nas w Auschwitzu...) w poczuciu absolutnego osamotnienia, rozpaczliwie wierzy w trwałość i sens ludzkich uczuć: miłości i nadziei: (...) tęsknimy do świata, w którym jest miłość drugiego człowieka, spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów”.

Etyczny maksymalizm Borowskiego był często przyczyną niesłusznych oskarżeń pisarza o nihilizm. Autor Pożegnania z Marią w przeciwieństwie do innych twórców, poruszających problematykę obozową, uważał się za współodpowiedzialnego za zbrodnie hitlerowskie. Człowiek, który przeżył obóz, nawet jeśli nie dopuszczał się morderstw, jest winny śmierci milionów ludzi, wobec cierpienia których zajął postawę bierną i obojętną. Na zawsze utracił niewinność, bo był świadkiem zbrodni. Obozowe opowiadania Borowskiego w szerszym aspekcie stanowią świadectwo kryzysu całej kultury europejskiej, jaki nastąpił w czasie II wojny światowej. Porównując faszystowskie Niemcy do starożytnych państw, które powstawały na trupach ludzi, pisarz w zasadzie opisuje całą dwudziestowieczną cywilizację. Świat, w którym przyszło Borowskiemu żyć, jest pełen zbrodni i krwi: „Jak mało jest w Europie ludzi, którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi, których by inni ludzie nie pragnęli zamordować”. (U nas w Auschwitzu...). Czasy wojny zniweczyły sens odwiecznych wartości ludzkich, pojęcia prawdy i piękna straciły swoje znaczenie. Dominującym odczuciem człowieka, któremu przyszło żyć w czasach zbrodni i zaniku moralności jest poczucie samotności, wyobcowania, braku zakorzenienia. Zawarte w opowiadaniach katastroficzne wizje świata pod panowaniem faszystowskich Niemiec są wyrazem lęku pisarza przez kresem cywilizacji i kultury.

W ujęciu Borowskiego świat widziany z perspektywy obozowej podzielony jest na tych, którzy zabijają i na tych, którzy giną. W takiej rzeczywistości nieuchronnie musi nastąpić duchowa śmierć jednostki, dehumanizacja człowieka. Niemożność ogarnięcia i wytłumaczenia przemian, jakich dokonała II wojna światowa, najpełniej wyrażają końcowe słowa opowiadania U nas w Auschwitzu...: „Ale to jest nieprawda i groteska jak cały obóz, jak cały świat”.

Przyjęcie opowiadań Tadeusza Borowskiego przez krytykę

Opublikowanie utworów Borowskiego w „Twórczości”, a następnie w zbiorze opowiadań wywołało burzliwą dyskusję krytyków na łamach polskiej prasy. Nowatorskie ujęcie tematu obozowego, kształt artystyczny opowiadań i konstrukcja narratora przyczyniły się do okrzyknięcia Borowskiego pisarzem kontrowersyjnym. Większość krytyków nie potrafiła objąć i zrozumieć zakresu i głębi problematyki podejmowanej w utworach pisarza. Przez wielu Borowski oskarżony został o propagowanie cynicznej i nihilistycznej postawy, inni widzieli w nim ofiarę faszyzmu, którą pobyt w obozie pozbawił podstawowych kryteriów moralnych. Do dziś bezwzględny okrutny moralizm opowiadań Borowskiego stanowi przedmiot licznych dyskusji. Znaczącym elementem toczących się w tym czasie polemik był spór między Tadeuszem Borowskim, który uważał, że doświadczenie obozowe na zawsze zabija w człowieku niewinność, a pisarką Zofią Kossak-Szczucką, byłą więźniarką, wierzącą w możliwość obrony i zachowania podstawowych wartości moralnych nawet w warunkach ekstremalnych. Atak autora Pożegnania z Marią nie był wymierzony przeciwko samej osobie pisarki, ale stanowił polemikę ze stosowaną przez nią, przestarzałą już w czasach powojennych, techniką realizmu, niezdolną opisać w sposób prawdziwy doświadczeń obozowych.

Zobacz podobne opracowania

Tadeusz Różewicz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna
Tadeusz Różewicz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna
Tadeusz Różewicz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna
Czesław Miłosz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.