Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Wybór opowiadań (T. Borowski)

Obóz koncentracyjny w ujęciu Tadeusza Borowskiego

W powojennej prozie problematyka obozowa była jednym z najczęściej podejmowanych tematów. Na tle bogatej literatury tego typu, twórczość Borowskiego wyróżnia się odmienną perspektywą spojrzenia na świat lagrów. W przeciwieństwie do innych pisarzy, nierzadko więźniów obozów, którzy opisywali rzeczywistość obozową, posługując się pojęciami zapożyczonymi z czasów wolności, Borowski umieszcza swojego narratora i bohatera wewnątrz opisywanego świata i z perspektywy więźnia ukazuje prawa i zasady panujące za drutami. Niemożność przeniesienia kryteriów i pojęć świata zewnętrznego do opisu rzeczywistości obozowej tłumaczy Tadeusz w liście do swojej narzeczonej, Tuśki (U nas w Auschwitzu...): „Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym, mając na co dzień krematorium (...) poznawszy, co to (...) niewolnictwo i władza patrzę na nich (cywilów - przyp. aut.) z odrobiną pobłażania, jak uczony na laika, wtajemniczony na profana”.

Dla Borowskiego, którego lata dojrzałości przypadły na czas przebywania za drutami, obóz stanowi odmienną formację, inny świat, który rządzi się własnymi prawami, nie podlega ocenie według ogólnie przyjętej hierarchii wartości wolnego człowieka. Jak pisze Tadeusz Drewnowski, „Lagry dla Borowskiego to element kultury europejskiej, idealny model nowego europejskiego ładu, wielki eksperyment z człowiekiem”. Prezentując warunki życia oraz strukturę organizacyjną obozu, posługuje się pisarz oszczędnym, praktycznie pozbawionym komentarza opisem. W liście do Tuśki (U nas w Auschwitzu...), Tadek, próbując uzmysłowić narzeczonej jak wygląda Oświęcim, pisze: „Weź Pawiak (...) dodaj Serbię, pomnóż przez dwadzieścia osiem (...), wszystko otocz podwójnym drutem naokoło, a z trzech stron betonowym murem, błoto wybrukuj, wyhoduj anemiczne drzewka - a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi”.

Obóz to zamknięte terytorium, w którym gromadzi się wyniszczonych, cierpiących, przeznaczonych na śmierć ludzi, stłoczonych jak zwierzęta w ciasnych blokach, na niewygodnych, zawszonych pryczach. Ale Oświęcim w ujęciu Borowskiego to przede wszystkim wysoko zorganizowane, doskonale pomyślane i funkcjonujące przedsiębiorstwo Trzeciej Rzeszy do likwidowania ludzi. Ciągłe transporty dostarczają nowych więźniów, dla których buduje się coraz doskonalsze krematoria mogące spalić w ciągu dnia pięćdziesiąt tysięcy osób. W opowiadaniu Proszę państwa do gazu narrator, obserwując napływające tłumy więźniów, rysuje katastroficzny obraz Europy rządzonej przez faszystowskie Niemcy. W tej fantastycznej przyszłej rzeczywistości obozy będą poszerzały swoje terytoria, nowi ludzie będą się rodzić i pracować dla hitlerowców, po to, aby w końcu zapełnić coraz to nowsze i bardziej udoskonalone krematoria. Proces zabijania prowadzony jest przez Niemców sprawnie i fachowo. Nadzorujący pracę więźniów esesmani są pedantyczni, schludni, dokładni, szczegółowo notują każdy przybyły transport, wszystkie ciężarówki, które odjeżdżają w stronę krematorium. Obozowa administracja jest niewielka liczebnie, ale sprawna, dokładnie przestrzegająca nakazów i skrupulatnie wypełniająca zadania. Jest swoistą miniaturą struktury faszystowskiego państwa. Wśród obozowych nadzorców nie ma w zasadzie wysokich rangą oficerów. Hierarchia obowiązków jest jasno wytyczona, każdy spełnia swoją funkcję dokładnie i zgodnie z obowiązującymi przepisami. Niemcy sprawnie zlikwidują kolejne przybywające transporty, a skazańcom (...) fachowi, rutynowi ludzie będą (...) grzebać we wnętrznościach, wyciągną złoto spod języka, brylanty z macicy i kiszki odchodowej. Wyrwą im złote zęby. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina” (Proszę państwa do gazu). Ludzie w obozie są towarem. Można ich zlikwidować, gdy nie są potrzebni, można z nich zedrzeć kosztowności, włosy i skórę wykorzystać w przemyśle, potraktować jako króliki doświadczalne w medycznych eksperymentach, a popiół ze spalonych ciał wykorzystać jako nawóz do użyźniania gleby.

W opowiadaniu U nas w Auschwitzu... narrator w liście do Tuśki opisuje sprawność działania faszystowskiego mechanizmu. Więźniowie są materiałem, który Niemcy potrafią wykorzystać w jak najbardziej efektywny sposób. W sprawnym procesie likwidacji właściwie żadna część człowieka nie zostaje zmarnowana. Dzięki pracy uwięzionych kopalnie, przedsiębiorstwa, fabryki bogacą się i pomnażają swój kapitał. Jak zauważa Tadeusz, firma Lenz, która wybudowała obóz, zrobiła (...) na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny”. Tak samo skorzystały na niemieckich lagrach inne wielkie i małe zakłady. Doskonałe zasady funkcjonowania przedsiębiorstwa Trzeciej Rzeszy więźniowie obserwują ze zdumieniem (ale też szybko przyzwyczajają się do panujących reguł). Pracujący na rampie przy rozładunku transportu Tadeusz mechanicznie włącza się w obowiązujący rytm pracy. Odbiera przyjezdnym bagaże, wrzuca do ciężarówek, przeszukuje zawiniątka i wyłuskuje cenne przedmioty. Beznamiętnie obserwuje sprawny proces przyjmowania więźniów: przyjazd wagonów, wyganianie ludzi, odbieranie bagaży, segregowanie więźniów i kierowanie ich do ciężarówek jadących w stronę krematorium, odbiór złota i kosztowności. Pociągi i samochody poruszają się szybko i sprawnie jak na taśmie, po obozie bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża, rozwożąc gaz używany do zabijania ludzi. Wszystko funkcjonuje gładko jak w dobrze zorganizowanej fabryce. Nadzorujący rozładunek esesmani nie dopuszczają do zmarnowania czasu. Przerażająca skuteczność hitlerowskiego systemu likwidacji więźniów zaskakuje i nieomal budzi podziw narratora opowiadania U nas w Auschwitzu..., który w liście do narzeczonej pisze: (...) słuchaj, masz milion ludzi albo dwa, albo trzy miliony, zabij ich tak, żeby nikt o tym nie wiedział, nawet oni, uwięź kilkaset tysięcy, złam ich solidarność, poszczuj człowieka na człowieka (...). Zdumienie budzi fakt, że przy pomocy niewielkiej liczby ludzi Niemcy potrafili unicestwić miliony, doprowadzić do urzeczowienia człowieka, który w obozie zapomniał czym jest bunt, godność i wolność. Próbując tłumaczyć ten fenomen, Borowski zwraca uwagę na przebiegle realizowany przez faszystów mechanizm oszustwa, dzięki któremu mogli oni okłamać cały świat i stworzyć pozory, że obóz jest w gruncie rzeczy normalną rzeczywistością (...) ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager, obóz oszustw” pisze Tadeusz do Tuśki i opisując warunki życia w Auschwitz, zwraca uwagę na pozory normalności, jakie próbowali stworzyć w obozie Niemcy. Budynki w Oświęcimiu są murowane, drogi betonowe, przybyli na kurs sanitarny więźniowie mają prycze z kocami i prześcieradłami, a nawet stół z obrusem. Na terenie obozu znajduje się biblioteka, muzeum, puff, czyli obozowy dom publiczny, sala orkiestry, w której odbywają się koncerty. Co prawda w bibliotece jest tylko „parę kryminalnych powieści”, a w muzeum „fotografie skonfiskowane z listów”, ale większość więźniów nie zdaje sobie z tego sprawy.

Do puffu można dostać się w nagrodę za pilną pracę, czas pobytu jest jednak ograniczony, a spotkanie z kobietą podglądane przez Madame lub komendanta obozu. Czasami w baraku, skąd wcześniej wysyła się transporty do gazu, odbywają się mecze bokserskie, a w sali muzycznej koncerty muzyki poważnej, której wykonawcy na co dzień pracują obierając kartofle. Krematoria są zamaskowane, a pomiędzy budynkami stoją rachityczne drzewka. Te namiastki normalnego życia wystarczą, aby stworzyć więźniom złudne wrażenie nadziei. „Ludzie są w Oświęcimiu zakochani” - pisze z ironią Tadeusz - „z dumą mówią: «u nas w Auschwitzu...»”.

Jednocześnie cały czas odbywa się w obozie proces zabijania, ciała milionów ludzi pali się w krematoriach. Ale przyzwyczajeni do tego stanu rzeczy więźniowie traktują to jako część normalnego obozowego życia. Świat wie o potwornościach, rozgrywających się za drutami, ale zwiedziony pozorami tak naprawdę nie wierzy w masowość i okrucieństwo mordu. Zbudowana na oszustwie faszystowska machina unicestwiania funkcjonuje bez zarzutu. „Jakiś tam boks, jakieś trawniczki przy blokach, dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów, musztarda w kantynie, cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy, aby oszukać świat i nas” gorzko zauważa Tadeusz. Opisany przez Borowskiego świat obozów stanowi odrębną, rządzącą się własnymi prawami rzeczywistość, której doskonałe zasady działania stworzyli Niemcy. Aby zrozumieć mechanizm funkcjonowania tego świata, należy zobaczyć go z perspektywy więźnia, którego psychika zmieniona została przez warunki obozowe i dostosowała się do jedynie dostępnych metod przetrwania. W obozie pojęcia i wartości obowiązujące w świecie ludzi wolnych nie mają racji bytu i nie przystają do panujących za drutami warunków życia. Głęboką prawdę o rzeczywistości lagrowej przedstawia Borowski prezentując suche fakty i rejestrując zachowania ludzkie. Brak komentarza i psychologicznej analizy sprzyja wyraźniejszemu ukazaniu okrucieństwa i bezwzględności funkcjonowania doskonałego przedsiębiorstwa skutecznie likwidującego ludzi, jakim niewątpliwie był niemiecki system obozów koncentracyjnych.

Ludzie w obozie

Społeczność obozowa stanowi konglomerat różnych narodowości, którego członkowie porozumiewają się za pomocą specyficznego żargonu. Wśród przebywających w obozie panuje swoista hierarchia i podział. Najstarsi więźniowie (z najniższymi numerami) stanowią pewnego rodzaju elitę, już sam fakt, że udało im się przeżyć tak długo wzbudza szacunek innych. Doświadcza tego Tadek, który przybył do Oświęcimia na kurs sanitarny: „Oczywiście nikogo nie znalazłem, bo jestem milionowiec, a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry” (U nas w Auschwitzu...). Więźniowie z długoletnim „stażem” łatwiej radzą sobie w warunkach obozowych, doskonale poznali zasady, wiedzą jak przeżyć, jak zdobyć dodatkowe jedzenie, odzież, środki czystości. Uprzywilejowaną grupę stanowią silni i zdrowi, których wysoka przydatność do pracy chroni przed zagazowaniem. Narrator opowiadań Borowskiego, vorarbeiter Tadek, dzięki swej podrzędnej funkcji obozowego mistrza, stoi w hierarchii wyżej od przeciętnego więźnia. Z racji swojego stanowiska ma większe przywileje, a co za tym idzie większe szanse na przeżycie. W opowiadaniu Dzień na Harmenzach dzięki swojej pozycji i sprytowi Tadeusz żyje o wiele lepiej niż inni. Jako vorarbeiterowi należy mu się większa i lepsza porcja codziennego jedzenia (dwie miski zupy z mięsem i kartoflami). Handlując mydłem, papierosami i innymi produktami może kupować żywność; ofiarowując pani Haneczce drobne upominki dostaje w zamian dodatkowe porcje jedzenia. W opowiadaniu Proszę państwa do gazu Tadeusz na propozycję kolegi przyłącza się do komanda zwanego Kanadą zajmującego się nowo przybyłymi transportami. Uprzywilejowana grupa więźniów, pracująca przy wyładunku i segregacji nowych transportów, czerpie ze swego zajęcia duże korzyści materialne: „nasza Kanada, nie pachnie wprawdzie jak Fiedlerowska żywicą, tylko francuskimi perfumami, lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej, ile ta ma ukrytych brylantów i monet, zebranych z całej Europy”. Członkowie komanda, którzy, w przeciwieństwie do niektórych Polaków, nie dostają żywnościowych paczek z domów, traktują transport jako źródło dochodów. Przez wiele dni żyją z tego, co zagrabią przywiezionym do obozu ludziom. Po rozładunku więźniowie wracają do obozu niosąc łupy: chleb, cukier, marmoladę, bieliznę, perfumy, alkohol. „Parę dni” - zauważa narrator - „będzie obóz mówił o transporcie Sosnowiec - Będzin. Był to dobry, bogaty transport”. Tadek ma również uprzywilejowaną pozycję w Auschwitz (U nas w Auschwitzu...), gdzie przybył na zorganizowany przez Niemców kurs sanitarny. Uczestnicy szkolenia nie są zobowiązani do brania udziału w apelach, nie przydziela się im pracy. We flegerni, gdzie mieszkają, mają o wiele lepsze warunki życiowe od innych więźniów (piec, koce, prześcieradła, stół nakryty obrusem). Nie noszą pasiaków, nie odczuwają tak silnie niewoli i strachu: „Chodzimy po Birkenau wygoleni, świeży, beztroscy”. Ci, którzy umieją urządzić się za drutami, stanowią elitę obozową. Ale oprócz nich są tysiące szarych, anonimowych więźniów, którzy nie mają żadnych przywilejów, żyją na granicy wycieńczenia, w ciągłym strachu przed śmiercią. Na najniższym poziomie obozowej hierarchii znajdują się tzw. „muzułmanie”, wegetujący, zagłodzeni, najsłabsi więźniowie, którzy są nieprzydatni dla Niemców, więc w każdej chwili mogą trafić do krematorium. Są ogarnięci wszechwładną chęcią zaspokojenia głodu. W opowiadaniach Borowskiego są nimi często Grecy i Żydzi: stary tragarz z Salonik o napiętej skórze pokrytej świerzbem i wrzodami, z błyszczącymi od gorączki oczami i Żyd Beker. „Muzułmanie” nie mają prawa do drugiej miski wodnistej zupy: „Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina” - brutalnie przedstawia obozową filozofię narrator Dnia na Harmenzach. Wygłodniali, zmuszani do katorżniczej pracy, nie mają żadnej szansy na przeżycie w obozie.

Niemcy zarządzający obozem to idealni urzędnicy państwa faszystowskiego. Sprawnie i szybko wypełniają swoje obowiązki. Fachowo mordują ludzi. Są dokładni i pedantyczni. Ukształtowani przez faszystowską ideologię, są ślepo posłuszni führerowi i rozkazom. (...) jedna masa, jedna wola” jak komentuje przemarsz oddziału SS narrator opowiadania Proszę państwa do gazu. Dopasowane mundury, wysokie buty i szpicruty nadają im służbowy wygląd. Emanuje z nich pewność siebie, brutalność i buta. Okrutni dla więźniów, beznamiętnie mordujący za najmniejsze przewinienie, w swoim gronie (...) uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie” (Proszę państwa do gazu). Kontrast między bestialskim stosunkiem do więźniów a typowymi ludzkimi reakcjami, jakie cechuje ich życie prywatne, jest uderzający. Hitlerowcy traktują przebywających w obozie jak zwierzęta. Katują słabych, zastraszają ich, odzierają z ludzkiej godności. Na każdym kroku okazują swoją wyższość i przewagę fizyczną. Gardzą więźniami, jak brzydka, sucha esesmanka z Proszę państwa do gazu, która nienawidzi kobiecej urody i z przyjemnością obserwuje jak przywiezione do obozu piękne dziewczyny zamieniają się w żywe szkielety. Niektórzy z oprawców to ludzie wykształceni, jak profesor uniwersytetu przeprowadzający medyczne doświadczenia na więźniarkach w Oświęcimiu (U nas w Auschwitzu....). Jedynym kryterium wartości więźnia jest dla esesmana jego przydatność do pracy. Słabi są bezużyteczni, a więc przeznaczeni do likwidacji.

Warunki i zasady determinujące życie obozowe

Borowski, opisując obozy koncentracyjne, ukazał mechanizm przystosowania się człowieka do warunków ekstremalnych. W świecie pozbawionym wszelkich wartości, naczelnym i jedynym celem każdego było przetrwać, przeżyć za wszelką cenę. Dlatego w prozie Borowskiego tak mało jest opisów aktów heroizmu i przejawów ludzkich odruchów; godność i odwaga cywilna drastycznie zmniejszały szanse na przeżycie. Ci nieliczni, którzy postępowali zgodnie z nakazem serca czy sumieniem, automatycznie skazywali się na śmierć. W Proszę państwa do gazu młoda dziewczyna z nowego transportu, uświadomiwszy sobie, gdzie przybyła, zdecydowanie wsiada do ciężarówki wiozącej ludzi przeznaczonych do zagazowania, a starsza siwa pani zaprzepaszcza swoje szanse na przetrwanie, biorąc na ręce porzucone przez matkę niemowlę. Są to jednak w opowiadaniach Borowskiego wypadki odosobnione. Ci, którzy poznali reguły życia w obozie, szybko się do nich przystosowali, wiedzą jak mało cenne i kruche jest życie za drutami, nauczyli się patrzeć obojętnie na śmierć, walczyć o pożywienie, lepszą pracę, ubranie, miejsce w szpitalu. Aby przetrwać, pozostawali obojętni lub brali udział w zbrodni. Więźniowie, będący ofiarami w rękach Niemców, wobec słabszych w obozie zachowują się okrutnie, przyjmując rolę kata. W obozie obowiązuje prawo silniejszego i bezwzględny egoizm; stawką jest bowiem życie. Faszyści sprowadzili ludzi do poziomu przedmiotów, odebrali im godność i pozbawili człowieczeństwa. Jedną z metod hitlerowskiego „odczłowieczenia” było doprowadzenie więźniów do skrajnego wyczerpania, zabicie w nich wszelkich duchowych wartości. Niemożność zaspokojenia podstawowych biologicznych potrzeb człowieka sprawiał, że przebywający za drutami jedynym swoim życiowym celem uczynili przetrwanie. Człowiek sprowadzony do poziomu swoich potrzeb fizjologicznych stawał się prawie zwierzęciem, istotą niezdolną do wyższych uczuć. Podstawowym problemem i obsesyjnym tematem w obozie był głód. Ciężka praca, głodowe racje praktycznie nie nadających się do jedzenia posiłków (wodnista zupa z pokrzyw) prowadziły do wycieńczenia więźniów. Jedzenie stało się podstawowym towarem handlowym, szansą na uniknięcie śmierci. W opowiadaniu Proszę państwa do gazu Henri w rozmowie z Tadeuszem formułuje fundamentalne prawo życia obozowego: „Kto ma żarcie (...), ten ma siłę”. Moc i potworność ludzkiego głodu najdobitniej wyrażają słowa Żyda Bekera (Dzień na Harmenzach): „Głód jest wtedy prawdziwy, gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia”. Niedostatek pożywienia sprawia, że więźniowie są w stanie zrobić wszystko, byle tylko zaspokoić głód. Grecy (Dzień na Harmenzach) wyławiają z mętnej wody, płynącej rowem, węgorze i zjadają je na surowo. Łapczywie pożerają zupę z pokrzyw, wylizują menażki do czysta. Beker, przeznaczony do zagazowania, ma tylko jedno marzenie, aby przed śmiercią najeść się do syta. Głodni Grecy (Proszę państwa do gazu) w trakcie rozładunku nowego transportu łapczywie rzucają się na wszystko, co nadaje się do zjedzenia. „Żrą wszystko co im pod rękę wlizie”, z głodu zdolni są posunąć się do morderstwa, jak Żyd Beker, zabójca własnego syna, który tłumaczy Tadkowi: (...) u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co, miałem nie zabijać kucharzy, co za masło kupowali wódkę a za chleb papierosy? Mój syn kradł, to go zabiłem”.

Równie silnie determinuje więźniów głód seksualny. Tadeusz w liście do Tuśki opisuje jak mężczyźni gwałcą kobiety na których dokonuje się medycznych eksperymentów. Narrator tłumaczy ich postępowanie: (...) to nie są ludzie zboczeni (...) Cały obóz jak się naje i wyśpi, mówi o kobietach, cały obóz marzy o kobietach, cały obóz dobiera się do nich (...). W obozie rośnie psychoza kobiety”.

Opowiadania Borowskiego pełne są obrazów zaszczutych, katowanych ludzi, mordowanych jak zwierzęta, którzy zmuszani są do pracy w nieludzkich warunkach, bez odpoczynku, bez jedzenia, bez zapłaty. Życie człowieka w obozie nie ma żadnej wartości. Morduje się słabych, niezdolnych do pracy. Tadeusz opowiada o pewnym lagrze, gdzie z powodu braku racji żywnościowych rozstrzeliwano więźniów. Niemcy wprowadzili do obozów wyrafinowane sposoby torturowania ludzi: deptanie ciała podkutymi butami, chłostę, zmuszanie więźniów do stania w bezruchu całą noc, wieszanie za ręce na drągu, picie wody aż do uduszenia i inne metody (...) potwornie rozwiniętej techniki męczenia człowieka” (U nas w Auschwitzu...). Obrazy wyniszczonego ciała ludzkiego, poddanego najstraszliwszym torturom, nękanego chorobami zapełniają strony opowiadań obozowych. Uczestniczący w rozładunku transportu Tadeusz (Proszę państwa do gazu) ogląda poskręcane, podeptane trupy niemowląt, leżące w wagonach pośród ludzkiego kału, (...) W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów, zdeptane dzieci, kaleki, poukładane razem z trupami, i tłum, tłum, tłum...”. W obliczu śmierci ludzie zaczynają zachowywać się jak zwierzęta, kurczowo czepiają się życia, desperacko walczą o przetrwanie.

Praw obozowych nie da się wytłumaczyć w kategoriach świata ludzi wolnych. Żyjący w ekstremalnych warunkach więźniowie wytworzyli własny kodeks postępowania, ułatwiający im przeżycie. Kradną, handlują, biorą udział w zbrodni, starają się utracić jak najmniej sił w czasie pracy, a wszystko po to, aby ocalić swoje biologiczne istnienie. Jedni (...) wałczą o byt ciężko i bohatersko. Innym jest wszystko jedno. Ruszają się, żeby umknąć bicia, żrą trawę i lepką glinę, aby nie czuć głodu” (Dzień na Harmenzach). Życie więźniów, zredukowane do katorżniczej pracy, prób zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych, wypełnione ciągłym strachem przed śmiercią, jest nieustanną, bezkompromisową walką o przetrwanie.

Zobacz podobne opracowania

Tadeusz Różewicz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna
Tadeusz Różewicz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna
Tadeusz Różewicz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna
Czesław Miłosz
  • Liceum
  • Język polski
  • Literatura współczesna

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.