Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Proces (F. Kafka)

Proces (F. Kafka)

Geneza

Pracę nad powieścią Kafka rozpoczął w sierpniu 1914 roku. Za życia pisarza ukazał się jedynie fragment pod tytułem Poza prawem natomiast resztę rękopisu Kafka umierając nakazał zniszczyć wraz z innymi swoimi dziełami. Pierwsze wydanie Procesu ukazało się w rok po śmierci Kafki w 1925 roku, a w Polsce w 1935 (tłumaczenie, sygnowane przez Brunona Schulza, lecz prawdopodobnie autorstwa narzeczonej Schulza).

Bohater

Józef K. - zwykły przeciętny człowiek, urzędnik (pracuje w banku), jeden z wielu funkcjonujących w biurokratycznej machinie wielkiego miasta. Zostaje wplątany w tę machinę nie jako pracownik, ale jako petent. Staje „po drugiej stronie”, w sytuacji zainteresowanego - sądzonego. Proces rozgrywa się właściwie poza nim. Bohater przeżywa głębokie rozterki psychiczne, strach, czasem panikę, jest bezsilny.

Plan wydarzeń

1. Józef K. zostaje aresztowany.

2. Wizyta w sądzie.

3. Ponownie na sali posiedzeń.

4. Przeprowadzka panny Bürstner.

5. Ukaranie Franciszka.

6. Odwiedziny wuja Karola.

7. Józef K. u adwokata Hulda.

8. Spotkanie z malarzem Titorellim.

9. Zerwanie kontaktów z adwokatem.

10. Zdarzenia w katedrze.

11. Śmierć Józefa K.

Streszczenie

Rozdział I. Aresztowanie

Józef K. budzi się rano i jak zwykle oczekuje na przyniesienie śniadania przez kucharkę Annę. Nagle spostrzega mężczyznę w czarnym ubraniu, który oznajmia, że K. jest aresztowany. Ubrany już, zdenerwowany K. wbiega do drugiego pokoju. Tutaj także znajduje się obcy człowiek. Odpowiedzią na żądania K. jest powtórne zakomunikowanie mu faktu aresztowania i zakaz opuszczania pokoju. K. nie przyjmuje rady, aby z uwagi na toczące się w jego sprawie dochodzenie, oddał swe rzeczy na przechowanie.

K. nie rozumie zaistniałej sytuacji, ale nie łudzi się już, że być może padł ofiarą kawału, który usprawiedliwiałyby jego trzydzieste urodziny. Wraca do swego pokoju, by znaleźć dokumenty. Odnajduje jedynie metrykę urodzenia. Od jedzących jego śniadanie w pokoju obok strażników (Willema i Franciszka) domaga się pokazania mu nakazu aresztowania. Oni jednak nie mają takowego, ale przypominają K., że powinien się im podporządkować. Józef rozmyśla nad swą dotychczasową pewnością, że żyje w państwie prawa, w którym nikt nie może dopuszczać się przemocy na porządnym obywatelu, w dodatku w jego własnym mieszkaniu. Nie potrafi przypomnieć sobie żadnego przewinienia, za które mogłyby spotkać go takie nieprzyjemności. Skierowany przez strażników do pokoju panny Bürstner, które mieszkała tutaj od niedawna, zastaje tam nadzorcę i trzech młodych mężczyzn, którzy oglądali w kącie zdjęcia. Nadzorca także nie umie wyjaśnić K. powodu aresztowania. Nie pozwala mu skontaktować się z zaprzyjaźnionym z nim prokuratorem Hastererem, ale oznajmia, że zaistniała sytuacja nie powinna przeszkodzić Józefowi w normalnej pracy w banku. O terminie przesłuchania zostanie zawiadomiony. Zirytowany K. przekonuje sam siebie, że to jednak nie może być prawdą. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości szykuje się do pracy. Bierze taksówkę i zaprasza do środka trzech mężczyzn z pokoju stenotypistki, w których rozpoznał urzędników z jego banku. Rabenstein, Kullick i Kaminer są trochę skrępowani, ale przyjmują zaproszenie. W czasie pracy K., zajmujący wysokie stanowisko prokurenta, wzywał do siebie co jakiś czas tych pracowników i uważnie ich obserwował. Zachowywali się tak, jakby nic nie zaszło i K. zaczął wierzyć, że dalej będzie mógł prowadzić ustabilizowane życie z pracą do dziewiątej wieczorem, późniejszym spacerem i wizytą raz w tygodniu u kelnerki Elzy. A jednak wspomnienie rannego epizodu wprawia go w niepokój.

Po powrocie do domu Józef postanawia porozmawiać z panną Bürstner. Nie ma jej jednak w domu. Zdaniem właścicielki pensjonatu, pani Grabach, częsta nieobecność dziewczyny nie przysparza jej chwały. Pani Grubach zachowuje się tak, jakby nic szczególnego się nie stało. Aresztowanie uważa za pomyłkę. Stenotypistka wraca koło dwunastej i zgadza się na spotkanie z K. W jej pokoju Józef przeprasza za to, że rano z jego winy urzędowała tutaj komisja śledcza. Prosi też o to, by panna Bürstner była jego doradcą w procesie. Stenotypistka zgadza się. K. wraca do siebie zadowolony.

Rozdział II. Pierwsze przesłuchanie

K. otrzymuje podczas pracy telefon, z którego dowiaduje się, że w niedzielę ma przyjść na przesłuchanie do sądu znajdującego się na jakimś przedmieściu. Z tego powodu odrzuca zaproszenie zastępcy dyrektora na niedzielną przejażdżkę łodzią, choć zależało mu na zacieśnieniu z nim stosunków.

Nie mając żadnych dyspozycji odnośnie do godziny, K. postanawia zjawić się w sądzie o dziewiątej. Noc poprzedzającą przesłuchanie spędza bezsennie. Na ulicy napotyka trzech urzędników z banku, którzy dziwnym trafem wciąż znajdują się blisko niego. W biednej, zaniedbanej dzielnicy Józef wybiera kamienicę na ulicy Juliusza i w niej próbuje odnaleźć salę sądową. Mija stojące tu ciężarówki i wchodzi do pierwszej z klatek schodowych. Na myśl przychodzi mu twierdzenie Willema, iż „wina sama przyciąga sąd”. Udaje, że szuka stolarza Lanza, by móc zaglądać do mieszkań. Wymyślonemu rzemieślnikowi nadał nazwisko kapitana, siostrzeńca pani Grubach. Józef długo błąka się po domu, zanim udaje mu się trafić do pokoju przesłuchań na piątym piętrze. Na salę wprowadza go praczka. W tłumie ubranych w czarne surduty mężczyzn wyróżnia się siedzący na podwyższeniu gruby urzędnik. Wszystko wygląda tak, jakby odbywało się tu partyjne zebranie. Chłopiec, który podprowadził K., powiedział coś cicho grubemu urzędnikowi, a ten zganił Józefa za spóźnienie. Zgromadzeni są nieprzychylnie nastawieni wobec przybysza. Nie widząc sensu tłumaczeń, K. milczy. Kiedy jednak sędzia pyta go, czy jest malarzem pokojowym, nie wytrzymuje i głośno wypowiada swe oburzenie. Zarzuca sądowi korupcję, i bezprawne nękanie niewinnych ludzi. Wyraża też swe podejrzenie, że albo wszystko to fikcja, albo za tym poczynaniami kryje się jakaś organizacja, której zależy na istnieniu całej tej państwowej biurokracji. Wywody K. przerywa nagłe zamieszanie. To krzyczy praczka, którą jakiś mężczyzna ciągnął w kąt. Józef chce jej pomóc, ale drogę zastępuje mu tłum. Spod surdutów zebranych wyglądają odznaczenia państwowe. Widok ten uświadamia prokurentowi, że obecni nie są niczym innym, jak szajką szpicli. Gdy chce ich z pogardą opuścić, sędzia próbuje mu to utrudnić. Przypomina, że takim zachowaniem K. rezygnuje z korzyści, które mogłoby mu przynieść przesłuchanie. Ten jednak z satysfakcją śmieje się sędziemu prostu w twarz i wychodzi.

Rozdział III. W pustej sali posiedzeń...

Po tygodniu daremnego oczekiwania na zawiadomienie z sądu, K. w niedzielę sam zachodzi do dobrze mu już znanego mieszkania. Tak jak poprzednio spotyka tu praczkę. Kobieta wyjaśnia mu, że dzisiaj sąd nie urzęduje. Opowiada o sobie. Jest zamężna, ale musi znosić nagabywania studenta Bertolda oraz samego sędziego, bo inaczej ona i mąż (woźny sądowy) straciliby posadę. Student osiągnie w przyszłości wysokie stanowisko, a sędzia daje jej prezenty za sprzątanie jego pokoju. Swoje mieszkanie wynajmują na posiedzenia sądu. Praczka pokazuje Józefowi księgi sądowe, które ku jego zdziwieniu okazują się bogato ilustrowanymi dziełami pornograficznymi. Tytuł jednego z nich brzmi: „Plagi, jakie musiała znosić Małgosia od swego męża Jasia”. K. nie chce korzystać z ofiarowanej mu pomocy, choć praczka naprawdę wiele wie o sędzim. Pragnie tylko, by zakomunikowała mu, że on, Józef K., nie ulegnie presji i nie będzie dawał łapówek. Potrafi się obronić. Nagle do pokoju wchodzi Bertold i kiwnięciem palca przywołuje do siebie kobietę. K. poznaje, że jest to ten sam niski mężczyzna o pałąkowatych nogach, który wszczął zamieszanie na ostatnim posiedzeniu sądu. Józefowi przychodzi do głowy myśl, by odebrać kobietę studentowi i w ogóle całej zdeprawowanej klice. Kiedy próbuje wdrożyć ją w życie, Bertold, który tym razem przyszedł z polecenia sędziego, zarzuca sobie praczkę na ramię i znika w korytarzu. K. rusza za nim. Zauważa kartkę z napisem: „Wejście do kancelarii sądowych”. Wchodzi tam i widzi siedzących na ławkach ludzi w czarnych ubraniach, którzy okazują się czekającymi na informacje w swoich sprawach oskarżonymi. Spotyka także męża praczki. Żali się on na swój los i na to, że nie może go zmienić.

Po chwili spaceru po strychu Józef doznaje zawrotu głowy. Chce jak najszybciej stąd wyjść, ale nie ma siły. Korzysta z pomocy dwojga obcych ludzi, którzy sadzają go na krześle. Dziewczyna (będąca pracownicą kancelarii) tłumaczy mu, że takie osłabienie ogarnia każdego, kto po raz pierwszy znajdzie się w kancelariach sądowych. Do panującego tu charakterystycznego zaduchu trzeba się przyzwyczaić. K. jest zażenowany własnym stanem. Nie może utrzymać się na nogach, dlatego zostaje niemal wyniesiony na zewnątrz. Świeże powietrze orzeźwia go. K. szybko oddala się z przygnębiającego miejsca.

Rozdział IV. Przyjaciółka panny Bürstner

Wielokrotnie ponawiane próby skontaktowania się z panną Bürstner nie przynoszą rezultatu. K. pisze do niej dwa listy: do domu i do biura. Nie dostaje na nie odpowiedzi. Tymczasem w niedzielę zauważa, że od stenotypistki przeprowadza się panna Montag. Była nauczycielką francuskiego i także wynajmowała pokój w pensjonacie pani Grubach. Kiedy gospodyni przynosi mu rano śniadanie, pyta o przyczynę przeprowadzki. Ta nie potrafi wyjaśnić mu sprawy. Cieszy się jednak z zainteresowania, które świadczy, iż K. nie ma do niej urazy.

Odgłosy towarzyszące przenosinom nauczycielki irytują K. Po chwili dostaje przez służącą wiadomość od panny Montag: prosi o spotkanie w jadalni. Gdy Józef zjawia się tam, oznajmia mu w imieniu swej przyjaciółki, panny Bürstner, że ta nie życzy sobie rozmowy z nim, gdyż uważa ją za zbyteczną. Do jadalni wchodzi kapitan Lanz i ciepło wita się z kobietą. K. wychodzi z myślą, by pomimo to zajrzeć do sąsiadki. Gdy nikt nie odpowiada na pukanie, sam otwiera drzwi. Pokój jest pusty.

Rozdział V. Siepacz

Pewnego razu, wychodząc z pracy, K. słyszy dziwne głosy dobiegające z rupieciarni. Wchodzi tam i zastaje niecodzienną scenę: dwaj mężczyźni (w których rozpoznaje pilnujących go w dniu aresztowania strażników) oczekują na wymierzenie im kary przez trzeciego. Siepacz ma wychłostać Willema i Franciszka za to, że próbowali przywłaszczyć sobie ubranie K. Józef domyśla się, że jest to skutek jego zarzutów w czasie przesłuchania. Robi mu się przykro i prosi o darowanie winy strażnikom. Chce nawet zapłacić za to lub ofiarować siepaczowi siebie. Ale ten, w obawie przed donosem K., nie zgadza się. Zrozpaczony Franciszek zrzuca winę na kolegę, który miał namówić go do tego postępku. Siepacz zaczyna systematyczne bicie Franciszka i nie przestaje do chwili, gdy ten mdleje. Wzburzony Józef wychodzi. W drodze do domu analizuje zajście. Ma pewność, że gdyby Franciszek nie krzyczał, w końcu udałoby mu się przekupić siepacza, bo przecież wszyscy urzędnicy sądowi byli skorumpowani. Przyszła mu do głowy paradoksalna myśl, że przekupstwo byłoby skuteczną metodą przeciwstawienia się korupcji. Postanowił w czasie następnego przesłuchania postulować ukaranie prawdziwych winnych - wysokich urzędników.

Nazajutrz, pełen obaw, ponownie zagląda do rupieciarni. Ku swemu przerażeniu widzi tę samą co wczoraj scenę. Szybko zamyka drzwi, a woźnego prosi o zrobienie w pomieszczeniu porządku.

Rozdział VI. Wuj - Leni

Niespodziewanie odwiedza Józefa w pracy jego wuj z prowincji, Karol. Kiedyś był on jego opiekunem. Miał zwyczaj przyjeżdżać co jakiś czas do stolicy w celu załatwienia jakichś interesów. Tym razem sprowadza go proces K. o którym poinformowała go przebywająca w stolicy na pensji córka. Niepokoi go przyszłość wychowanka, ale martwi się także o to, że zarówno on, jak i cała rodzina zostaną zamieszani w sprawę. Chce pomóc Józefowi i zawozi go do swego przyjaciela ze szkolnej ławy, adwokata Hulda. Huld jest popularnym obrońcą ubogich. Mieszka w tej samej okolicy, w której mieści się sąd. Chory na serce, wiele czasu spędza w łóżku, doglądany przez młodą, piękną pielęgniarkę Leni. Adwokat słyszał o procesie K., gdyż utrzymywał liczne stosunki ze swoimi kolegami po fachu. W pokoju Hulda siedział w kącie nie zauważony przez długi czas starszy mężczyzna. Gdy włącza się do rozmowy wuja Karola z adwokatem, okazuje się, że to dyrektor kancelarii sądowych. Józef nie zabiera głosu. Nudzi się i pragnie wracać. Gdy z pokoju obok daje się słyszeć hałas tłuczonego szkła, skwapliwie korzysta z możliwości wyjścia i idzie zobaczyć, co się stało. To Leni wpadła na pomysł wywołania K. i celowo rozbiła talerz. Dziewczyna prowadzi go do gabinetu adwokata, gdzie ofiaruje swą pomoc w procesie i wręcza klucz od mieszkania, aby mogli się spotykać. Po opuszczeniu domu Hulda przy samochodzie Józef zastaje czekającego na niego wuja, który wyrzuca mu, że ponad własny proces ceni sobie uciechy z Leni.

Rozdział VII. Adwokat Fabrykant. Malarz

Nadchodzi zima, a sprawa K. nadal jest w tym samym, martwym punkcie. Józef spotyka się od czasu do czasu z Huldem (i z Leni), ale nie ma przekonania do jego sposobu działania. Adwokat zapewnia go, że już wkrótce proces ruszy do przodu, bo - choć Józef utrudnił mu zadanie zniechęcając do siebie dyrektora kancelarii, on, Huld, ma rozległa stosunki i orientuje się w zawiłościach hierarchii adwokackiej. Teraz pracuje nad pierwszym wnioskiem. Huld chwali się swoimi zawodowymi osiągnięciami, kompetencją i rozwodzi się nad sądowymi zasadami postępowania, które opierają się na utrzymywaniu tajemnicy oraz na przekonaniu oskarżonego, że jest zdany wyłącznie na siebie. Wywody adwokata nie są dla Józefa przekonywające. Postanawia sam złożyć podanie do sądu. Nie wie jednak, jak je sformułować. Jego zmęczenie i poczucie osamotnienia pogłębiają się. W pracy wciąż myśli o procesie, co powoduje zaniedbywanie obowiązków. Widzi to i wykorzystuje rywalizujący z nim wicedyrektor. Pewnego dnia K. odprawia z niczym fabrykanta, który przyszedł podpisać kontrakt. Widząc to, zastępca dyrektora zaprasza klienta do siebie i finalizuje interes. Przed wejściem fabrykant zachodzi do Józefa i udziela mu rad w sprawie jego procesu. K. zaskoczony, przyjmuje list polecający do Titorellego, etatowego malarza. Jest tak zajęty procesem, że nie może już w ogóle zająć się swymi obowiązkami. Wicedyrektor przyjmuje odprawianych przez K. interesantów i, udając, iż szuka jakiejś umowy, panoszy się w jego gabinecie. K. widzi, że swoim zachowaniem podważa swą pozycję w banku, ale nie potrafi oderwać się od myśli o procesie. Postanawia niezwłocznie udać się do Titorellego. Znajduje go w małym pokoju na strychu domu w peryferyjnej dzielnicy. Po przeczytaniu listu od fabrykanta, malarz wyjaśnia K., że zajęcie sądowego portrecisty odziedziczył po ojcu. W czasie całej rozmowy za drzwiami chichoczą i robią dwuznaczne uwagi kilkunastoletnie dziewczynki.

Zaduch panujący w pomieszczeniu osłabił K. Za radą gospodarza siada na za-walonym pościelą łóżku. Malarz wyjaśnia mu mechanizmy działania sądu, w któ-rych jeden paradoks opiera się na drugim: sąd nie uznaje żadnych argumentów, a jednocześnie niewinny nie potrzebuje żadnej pomocy, decyzje w sprawie wyroków nie są znane nawet sędziom, a opowieści o nich nabierają cech legendy. Istnieją trzy rodzaje uwolnienia: prawdziwe, pozorne i przewleczone. Pozorne uwolnienie mógłby K. otrzymać, jeśli on, Titorelli, napisze oświadczenie potwierdzające jego niewinność oraz zbierze od sędziów podpisy pod tym oświadczeniem. Ujemną stroną takiego rozwiązania jest to, że K. powinien się spodziewać ponownego aresztowania za jakiś czas. Natomiast przeciągnięcie procesu zatrzyma go w stadium początko-wym, ale wówczas oskarżony musi stale być w kontakcie z sądem, gdyż nie zwalnia go to z przesłuchań. Obydwa sposoby zapobiegają skazaniu, ale równocześnie uniemożliwiają prawdziwe uwolnienie. Oszołomiony K. na nic się nie decyduje. Malarz wciska mu kilka swych obrazów, których tematem jest ten sam pejzaż, po czym wypuszcza go drugimi, zastawionymi łóżkiem drzwiami. Okazuje się, że za nimi znajdują się kancelarie sądowe zupełnie podobne do tych, które zwiedził Józef. Według zapewnień malarza kryje je w sobie prawie każdy dom.

Rozdział VIII. Kupiec Błock. K. wypowiada adwokatowi

Zirytowany brakiem rezultatów K. postanawia odebrać Huldowi pełnomocnictwo w jego sprawie. Z tą myślą wchodzi do mieszkania adwokata. Zastaje w nim małego człowieczka z długą brodą, który przedstawia się jako kupiec Błock. Jest długoletnim klientem Hulda. Aby całkowicie panować nad trwającym już pięć lat procesem, kupiec wynajął także kilku innych adwokatów, a sam ograniczył swoje zajęcia. Nie będąc łaskawie traktowanym przez Hulda, Błock niemal zamieszkał u niego, by nie przegapić momentu, który może zaważyć na całej sprawie.

Leni gotuje zupę dla Hulda. Przerywa, gdy K. zwierza się z zamiaru, z którym przyszedł. Przy pomocy kupca próbuje uniemożliwić mu wejście do pokoju adwokata. Józef dostaje się tam jednak i oznajmia Huldowi swoje postanowienie. Zdziwiony obrońca każe mu się poważnie zastanowić. Aby skruszyć stanowczość K. i pokazać mu, na jak wyjątkowych prawach jest traktowany, przywołuje Błocka, po czym nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Kupiec próbuje zyskać przychylność adwokata czołganiem się u jego stóp i całowaniem go po rękach. Zdegustowany K. słucha z jakim niewolniczym oddaniem Błock przyjmuje każde słowo adwokata, który protekcjonalnie wychwala gorliwość oskarżonego.

Rozdział IX. W katedrze

Pozycja Józefa w banku stawała się coraz słabsza. Większość jego obowiązków przejął wicedyrektor. Coraz częściej wysyłano go do miasta w jakichś mniej ważnych sprawach. Pewnego dnia dostaje polecenie oprowadzenia po mieście i pokazania zabytków jakiemuś włoskiemu klientowi banku. Po rozmowie z Włochem K. orientuje się, że z jego znajomości włoskiego niewiele pozostało. Przed wyjściem na umówione spotkanie o dziesiątej w katedrze powtarza więc zwroty, które mogą być mu potrzebne. W kościele zjawia się punktualnie, choć nie czuje się dobrze z powodu przeziębienia. W oczekiwaniu na gościa ogląda album z zabytkami, a później, rozpraszając mrok kieszonkową latarką, obrazy wiszące na ścianach świątyni. W pewnym momencie spostrzega sługę kościelnego, który wyraźnie na niego kiwa. Zaintrygowany K. idzie za nim, aż do momentu, gdy zauważa stojącego przy bocznej ambonie księdza. Duchowny wbiega na nią i donośnym głosem zwraca się wprost do Józefa, który rezygnuje z zamiaru opuszczenia katedry i podchodzi do ambony. Jest ona tak mała, że ksiądz musi się z niej wychylać. Okazuje się, iż pełni on obowiązki kapelana więziennego. Oznajmia, że sprawy K. nie stoją dobrze: sąd uważa go za winnego. Najprawdopodobniej proces zakończy się niepomyślnie. Józef prosi, aby kapelan zszedł na dół. Ten czyni to i opowiada przypowieść o pewnym chłopie, który przez całe życie pragnął wejść do budynku sądu, ale bronił mu tego odźwierny. Chłop korzył się przed tym zdyscyplinowanym pracownikiem, ale nie przynosiło to żadnego rezultatu. Dopiero w chwili śmierci oczekujący dowiedział się, że tymi drzwiami mógł wejść tylko on. Odźwierny wypełniał swoje obowiązki, które były dla niego najważniejsze, a chłop zadysponował swoim życiem zgodnie z własną wolą - wybrał wyczekiwanie przed bramą. K. zrozumiał, że przed przeznaczeniem nie ma ucieczki. Na pożegnanie ksiądz wyjaśnił, że on także przynależy do sądu.

Rozdział X. Koniec

Dnia poprzedzającego trzydzieste pierwsze urodziny Józefa zjawiają się u niego dwaj mężczyźni. Ubrani na czarno, bladzi i grubi, wyglądają na aktorów. Rozbawiony początkowo K. zapytał, z jakiego teatru ich przysłano. Kiedy jednak wyszedł z nimi z domu, a oni chwycili go pod ręce i prowadzili tak, jakby był chory, dociera do niego, kim są naprawdę. Próbuje się opierać, ale ulega ich sile. Kiedy dostrzega na ulicy pannę Bürstner, postanawia zachować do końca godność i spokój. Teraz sam kieruje marszem i nie chce zatrzymać się przed patrzącym na nich podejrzliwie policjantem. Funkcjonariusz długo patrzy za oddalającą się grupą. Towarzysze Józefa w czasie drogi milczą. Po pewnym czasie zatrzymują się w opustoszałym kamieniołomie za miastem. Józef K. ma już pełną świadomość, że nadchodzą jego ostatnie chwile. Jest zadowolony ze swej obecnej postawy - nikt nie będzie mógł powiedzieć, że na początku chciał zakończyć swój proces, a na końcu zachowywał się tak, jakby miał ochotę rozpocząć go na nowo.

Oprawcy rozpoczynają przygotowania do egzekucji. Rozbierają K. i sadzają go tak, by głowa wystawała mu ponad wielki głaz. Józef nie okazuje strachu. Siedzi bez ruchu i przygląda się spokojnie poczynaniom mężczyzn. Jeden z nich wyjmuje z pochwy bardzo długi nóż, jakiego używają rzeźnicy. W pewnym momencie w budynku stojącym przy kamieniołomie otwiera się okno, przez które wygląda jakiś człowiek. Józef patrzy w jego stronę i zastanawia się, czy lituje się on teraz nad nim i kim w ogóle może być ów człowiek.

Józef K. nie chce umierać, ale jednocześnie ma poczucie niemożności oparcia się swemu przeznaczeniu. Nie rozumie tylko, z jakiego powodu ma ponieść śmierć. Nie wie, kto jest jego oskarżycielem i dlaczego mu się nie ujawnił. Kaci, przystępując do wykonaniu wyroku, przerywają te rozmyślania. Jeden łapie go za gardło, a drugi wbija mu nóż aż po trzonek w serce. Resztką uchodzącej z niego świadomości Józef K. formułuje myśl, że umiera jak pies.

Problematyka

Proces jako przypowieść (parabola)

Według Słownika terminów literackich pod red. J. Głowińskiego przypowieść to „gatunek literatury moralistycznej, utwór narracyjny, w którym przedstawione postacie i zdarzenia nie są ważne ze względu na swoje cechy jednostkowe, lecz jako przykłady uniwersalnych prawideł ludzkiej egzystencji, postaw wobec życia i kolei losu. Świat przedstawiony w przypowieści stanowi zbiór sytuacyjnych wykładników jakiejś ogólnej prawdy moralnej, filozoficznej, czy religijnej. Przypowieść zawiera niejednokrotnie rozwiniętą fabułę, jednakże jest ona z racji swojego przykładowego charakteru silnie uschematyzowana i uboga w realia, które podlegają rygorystycznej selekcji ze względu na nadrzędny charakter utworu”.

Proces Kafki to przypowieść, którą można interpretować na wiele sposobów. Znawca twórczości Kafki - Erich Heller napisał „Trudu interpretowania Procesu oszczędzić sobie można tylko w jeden sposób: nie czytając go”.

Główny bohater powieści - Józef K. jest pozbawiony cech wyróżniających go spośród innych ludzi. To przeciętny, trzydziestoletni człowiek, pracujący jako urzędnik w banku, marzący o karierze zawodowej, szukający rozrywki w piwiarni i na spotkaniach z kochanką. Prowadzi monotonne, schematyczne życie zamknięte między bankiem a wynajętym pokojem. Mieszka w anonimowym mieście pozbawionym własnej indywidualności. Ten nie istniejący świat sprawia wrażenie realnego. Nagle spokojne życie Józefa K. ulega zmianie. Pewnego dnia odwiedzają go ubrani na czarno funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości i aresztują go. Nie podają jednak przyczyny oskarżenia i sposobu przeprowadzenia śledztwa. Informują jedynie Józefa K., że nie może sobie pomóc i ma czekać na dalszy rozwój wypadków. Mimo aresztowania bohater pozostaje w mieszkaniu, może też dalej pracować. Choć Józef K. nie poczuwa się do żadnej winy, ogarnia go strach. Stara się bronić, zatrudnia adwokata, szuka pomocy u innych ludzi. Wszyscy są jednak albo bezsilni wobec prawa, albo pracują w wymiarze sprawiedliwości. Nagle okazuje się, że z prawem związanych jest wielu ludzi - nawet ksiądz. Sąd i urzędy jak pajęczyna osaczają Józefa K. i są stale obecne w jego życiu. W miarę upływu czasu bohater dostrzega własną bezsilność i ostatecznie poddaje się losowi, do końca jednak nie rozumie przyczyn procesu i wyroku. Jedyną winą Józefa K. stała się jego egzystencja, wola życia w godności i wolności. Główny bohater jest przedstawiony bardzo schematycznie. Anonimowość tej postaci Kafka podkreślił pozbawiając ją nazwiska. Z Józefem K. może utożsamiać się wielu ludzi, tak więc staje się on postacią uniwersalną.

Próby interpretacji powieści

Jak już powiedziano, Proces można interpretować na wiele sposobów i na wielu płaszczyznach: religijnej, filozoficznej, egzystencjalnej. Spróbujemy zastanowić się nad kilkoma możliwościami.

Proces można interpretować jako powieść o zniewoleniu człowieka przez panujące prawo, tradycje, zwyczaje. Ludzie są bezsilni wobec społeczeństwa, jeśli chcą wyłamać się spod przyjętych norm. Tę wersję interpretacji powieści nasuwa sytuacja samego pisarza, nie potrafiącego odnaleźć się w życiu. Małżeństwo postrzegane jako przymus, praca zawodowa ograniczająca wolność twórczą były dla Kafki trudne do zniesienia. Z kolei otoczenie nie akceptowało jego modelu życia. Podobnie Józef K. nie mógł zrozumieć obowiązującego, absurdalnego prawa. Buntując się przeciwko zasadom panującym w jego świecie, bohater powieści skazał się na potępienie i śmierć.

W kolejnej próbie interpretacji powieści podkreślić należy samotność bohatera. Józef K. jest samotny, mieszka w wynajętym mieszkaniu. Prawdopodobnie nie ma bliskiej rodziny. Poznajemy jedynie jego wuja Karola, który opiekował się Józefem, gdy był on dzieckiem. Bohater nie lubi swojego dawnego opiekuna, a ten nie przejmuje się procesem Józefa, jedynie wpływem jaki może mieć cała sprawa na los rodziny. Jako człowiek samotny, pozbawiony wsparcia rodziny i bliskich przyjaciół Józef K. jest całkowicie bezbronny wobec panującego prawa.

Świat, w którym żyje Józef K. ma cechy ustroju totalitarnego. Państwa totalitarne powstały już po śmierci Kafki, lecz pisarz zetknął się z pewną namiastką totalitaryzmu - z niezwykle rozbudowanym aparatem biurokratycznym, charakterystycznym dla Monarchii Austro-Węgierskiej. Przepisy dotyczyły prawie wszystkich dziedzin życia, w biurach pracowały rzesze urzędników wielu szczebli, a załatwienie nawet drobnej sprawy wymagało od przeciętnego obywatela cierpliwości i czasu. Kafka sam pracował w firmie ubezpieczeniowej i dokładnie orientował się, jak trudne może być dla petenta przebrnięcie przez biurokratyczny gąszcz. Podobnie w powieści Józef K. napotyka funkcjonariuszy niskiego szczebla, którzy aresztując go, nie znają sprawy, bo nie leży to w ich kompetencjach. Natomiast dotarcie do wyższych instancji jest niemożliwe. Z drugiej strony biura sądu (czyli Urzędu) mieszczą się właściwie wszędzie, co świadczy o całkowitym zdominowaniu mieszkańców miasta przez biurokrację. Przepisy i prawo reprezentowane przez nie, są bezduszne, traktują człowieka jak przedmiot. Ludzie nie mają możliwości odwołania się od wydanych wyroków (czyli decyzji urzędniczych). Przedstawiciele władzy w imię prawa skazują na śmierć, nie dopuszczając podejrzanych do obrony. Jest to jedna z totalitarnych cech ustroju, który ogranicza wolność człowieka. Celem jego jest przejęcie całkowitej kontroli nad jednostką zmienioną w pozbawionego godności niewolnika. Wobec ludzi niezadowolonych lub nie chcących się podporządkować, władza stosuje represje: absurdalne oskarżenia i procesy, tortury, karę śmierci. Kontrolę nad społeczeństwem zapewnia rozbudowany system urzędów, inwigilacja i pozbawienie obywateli poczucia wolności nawet w ich własnych mieszkaniach. Religia także staje się narzędziem manipulowania ludzkimi umysłami. Człowiek osaczony zewsząd przez prawo jest bezbronny wobec władzy i poddaje się jej mechanizmom. Ponura wizja świata zdominowanego przez bezduszne urzędy i absurdalne prawo zrealizowała się niedługo po śmierci Kafki. Ludzkość została dotknięta klęską totalitaryzmu wywołaną przez Hitlera, Stalina, Mao, „Czerwonych Khmerów”. Ich rządy opierały się na podobnych zasadach jak działalność sądu w powieści Kafki - na kłamstwie, chęci zdominowania i pozbawienia indywidualności przeciętnego człowieka, na zniszczeniu więzów rodzinnych. Być może ten sposób interpretacji jest zbyt daleko idący i niezgodny z intencjami pisarza, lecz Proces jest powieścią, stwarzającą możliwości odczytania na wiele sposobów.

Zobacz podobne opracowania

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

Autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A Sabak, D. Stopka, A Szostak, D. Pietrzyk, A. Popławska, E. Seweryn, M. Zagnińska, J. Paciorek, E. Lis, M. D. Wyrwińska, A Jaszczuk, A Barszcz, A. Żmuda, K. Stypinska, A Radek, J. Fuerst, C. Hadam, I. Kubowia-Bień, M. Dubiel, J. Pabian, M. Lewcun, B. Matoga, A. Nawrot, S. Jaszczuk, A Krzyżek, J. Zastawny, K. Surówka, E. Nowak, P. Czerwiński, G. Matachowska, B. Więsek, Z. Daszczyńska, R. Całka

Zgodnie z regulaminem serwisu www.opracowania.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora jest niedozwolone.