Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wybierz szkołę

Wybierz dział

Zaproszenie do wspólnej nauki

zaprasza Cię do wspólnej nauki fiszek

Połączenie głosowe
Upewnij się, że masz włączone głośniki i mikrofon
Odrzuć

Pan Tadeusz (A. Mickiewicz)

Streszczenie

Księga I. Gospodarstwo

Wieczorną porą do Soplicowa powrócił Tadeusz. Ostatnie lata spędził, pobierając nauki, gdzieś w świecie, a teraz wola stryja przywiodła go w rodzinne strony. Dom znajduje takim, jakim go opuścił; te same sprzęty, portrety bohaterów narodowych i ten sam stary zegar wygrywający Mazurka Dąbrowskiego. Odnajduje też pokój, w którym niegdyś mieszkał. Wchodzi doń i staje zaskoczony. Teraz zamieszkuje go kobieta. Przez okno dostrzega Tadeusz sad, niegdyś zaniedbany, dziś starannie wypielęgnowany, a w nim śliczną młodziutką dziewczynę. Panienka wbiega beztrosko do pokoju, wprost przez okno otwarte do ogrodu, i, dostrzegłszy Tadeusza, ucieka zawstydzona. Wojski wyszedł na powitanie Tadeusza a następnie ruszyli razem na spotkanie towarzystwa, które, spędziwszy dzień na oglądaniu żniw bądź myśliwskich zabawach, wracało właśnie do domu. W tym czasie Wojski i Protazy przenieśli wieczerzę do zamku, którego ruiny znajdowały się nie opodal. Właśnie dla rozsądzenia sporu o zamek tak licznie zjechali do Soplicowa goście. Wieczerza na zamku miała ugruntować prawo Sopliców do ruin. Obok Tadeusza pozostało wolne miejsce. Młodzieniec przeznaczył je w myśli „zjawisku”, które ujrzał w ogrodzie. W sali pojawiła się nagle mocno spóźniona Telimena. Tadeusz wziął ją za piękność z sadu. Usiadła obok niego i rozpoczęła rozmowę. Spostrzegłszy, że młodzieniec nie jest zbyt wykształcony (Tadeusz lepszą miał głowę do żołnierki i myślistwa niż do nauki), sprowadziła rozmowę na tematy życia codziennego. Tymczasem u drugiego końca stołu narastał spór o to, czyj chart udusił zająca: Kusy Rejenta czy Sokół Asesora. Dla rozsądzenia owego sporu Podkomorzy zarządził na dzień następny łowy. Tylko Wojski smętnie pokiwał głową. Kiedyś szlachta polowała na grubego zwierza, a dziś kłóci się o szaraka. Sędzia, nim usnął, sprawdził czy w gospodarstwie panuje należyty porządek. Jeszcze tego dnia odwiedził go bernardyn, by podzielić się jakimiś ważnymi wieściami. Miał on często wieści zza granicy, był bowiem jednym z tych dziwnych kwestarzy, którzy, bardziej podobni do żołnierzy niż do mnichów, wędrują po kraju, budząc nadzieję i przygotowując naród do walki.

Księga II. Zamek

Rankiem z Soplicowa wyruszono na polowanie. Hrabia spóźnił się nieco. Na zamku spotkał Gerwazego, ostatniego z służących zmarłego Horeszki. Ten zaczął czynić Hrabiemu wyrzuty, iż wrogom rodu, Soplicom, zamierza odstąpić zamek, po czym opowiedział mu tragiczną historię ruin: Stolnik Horeszko, pan zamku, miał piękną córkę Ewę, w której zakochał się Jacek Soplica, szlachcic posiadający niewielki majątek, ale często goszczony na zamku z powodu swych politycznych wpływów. Uczucie Jacka było odwzajemnione, ale Stolnik, zorientowawszy się w jego zamiarach, podał mu „czarną polewkę” - odmówił ręki swej córki. Były to czasy wojny o Konstytucję 3 maja (w 1792 r.), Horeszko należał do zwolenników Konstytucji. Pewnego dnia na jego zamek napadli Moskale. Podczas walki zginął dziedzic, zastrzelony przez Jacka Soplicę. Gerwazy dwakroć strzelał do zdrajcy, ale nie trafił. Hrabiego urzekła romantyczność tej historii i postanowił zatrzymać zamek. Podążył na polowanie, ale nie dane mu było tam dojechać. Dojrzawszy sad, a w nim „tajemniczą nimfę” wędrującą wśród grządek i z gracją zbierającą ogórki, stanął zauroczony. Tak go zastał ksiądz Robak i skarcił za zaglądanie do cudzych ogrodów. Tymczasem towarzystwo wróciło już z łowów. W tym czasie narastał spór Asesora z Rejentem. Polowanie nie rozwiązało go, gdyż zając uciekł w chłopskie zagony, które Sędzia zabronił tratować. Teraz właśnie dwaj rywale porwali się do bójki, ale zdecydowana interwencja księdza Robaka przywróciła spokój. Wojski zaproponował, by sprawę rozstrzygnąć zakładem, a znudzona sporami Telimena zaprosiła towarzystwo na grzybobranie. Ruszono więc do lasu.

Księga III. Umizgi

Gdy bernardyn odszedł, Hrabia wrócił do ogrodu, przekradł się w głąb, ukrył w krzakach i obserwował swoją nimfę. Cały świat wokół niej wydał się Hrabiemu baśniowy, a ona sama piękna i tajemnicza. Wyskoczył więc zza krzaków i uraczył ją płomienną przemową. Ale nimfa okazała się prostą dziewczyną, nieco przestraszoną i nic nie rozumiejącą z wzniosłej mowy Hrabiego. Zdezorientowany arystokrata ujrzał nagle świat takim, jakim był. Odszedł więc zły i rozczarowany. Ale zaraz ujrzał nowe dziwne zjawisko: zagajnik pełen „elizejskich cieni”. To goście z Soplicowa wyszli na grzybobranie. Jedna Telimena nie szukała grzybów. W malowniczej pozie legła na pagórku przy strumyku i czytała książkę. Powoli w jej stronę przekradał się Tadeusz, ale ubiegł go Sędzia. Siadł właśnie na kamieniu i rozpoczął poważną rozmowę. Chodziło o Tadeusza. Jego ojciec przysłał z zagranicy dyrektywy. Chce, by syn ożenił się z Zosią, córką Ewy Horeszkówny, wychowanką Telimeny. Ale opiekunka dziewczyny, sama zainteresowana Tadeuszem, zaproponowała wysłać młodzieńca za granicę, by nabył ogłady. Sędzia odrzucił tę propozycję i rozważał ewentualność innej kandydatki na żonę dla Tadeusza. Telimena, poczuwszy się zagrożona, zgodziła się na zapoznanie Zosi i Tadeusza. Sędzia oddalił się, a w jego miejsce przybliżał się Tadeusz. Ale tym razem uprzedził go Hrabia. Od jakiegoś czasu obserwował Sędziego i Telimenę i robił szkice. Teraz dał jej do oceny swe dzieło. Rozpoczęli dyskusję o malarstwie i europejskich krajobrazach. Znudzony Tadeusz zarzucił im niedocenianie rodzimej przyrody. Gdy cała trójka wpatrywała się w niebo, podziwiając kształty obłoków, Telimena dyskretnie podała Tadeuszowi klucz i bilecik. Nagle odezwał się dzwon wzywający na obiad i wszyscy ruszyli do Soplicowa, niosąc wypełnione grzybami koszyki. Podczas obiadu gajowy przyniósł wiadomość o niedźwiedziu, który wyszedł z matecznika. Rozpoczęto przygotowania do polowania. Wodzem wyprawy mianowano Wojskiego.

Księga IV. Dyplomatyka i Łowy

W Soplicowie od rana przygotowywano się do łowów. Jedynie Tadeusz zaspał. Obudziła go Zosia cichym pukaniem w okiennicę. Tymczasem myśliwi wyruszyli już w las. Tadeusz, goniąc towarzystwo, przejeżdżał obok stojących naprzeciwko siebie karczem. Stara należała do zamku, tu rej wodził Gerwazy, nowa do Soplicy - w niej królował Protazy. Właśnie w starej karczmie odbywało się zebranie. Chłopi i drobna szlachta słuchali uważnie bernardyna. Między gośćmi przechadzał się Jankiel, stary Żyd, arendarz, który, wziął w dzierżawę obie karczmy. Jankiel słynął w okolicy z mistrzowskiej gry na cymbałach. Szczególnie pięknie grał polskie pieśni narodowe. Ponoć to on sprowadził do kraju Mazurek Dąbrowskiego. Dziś w karczmie toczyła się poważna rozmowa. Ksiądz Robak opowiedział zgromadzonym o Jasnej Górze, o klasztornych skarbach oddanych na nowe wojsko, po czym zarzucił szlachcie, że jedynie moskiewską kasę wspomaga. Z tego zarzutu zrodziły się dłuższe narzekania szlachty nad utratą złotej wolności. Bernardyn, by skończyć tę dyskusję, zaczął częstować towarzystwo tabaką, po czym powrócił do ważniejszych tematów. Mówił o Dąbrowskim, a szlachta, porwana jego mową, odśpiewała pieśń. Opowiedział o Napoleonie, zachęcał do rozpoczęcia przygotowań do walki. Nagle, ujrzawszy za oknem Tadeusza galopującego w stronę lasu, Robak skończył rozmowę i ruszył za nim.

W środku litewskich puszcz znajdowała się kraina nie tknięta ludzką stopą, zwana matecznikiem. Tam miały swoje królestwo zwierzęta. Stamtąd przyszedł niedźwiedź, na którego dziś polowano. Obława już się rozpoczęła. Myśliwi zastygli w oczekiwaniu. Nagle lasem wstrząsnęło ujadanie - psy wpadły na trop. Strzelcy zaczęli opuszczać stanowiska. Zapanował hałas i bałagan. Zwierz wymknął się więc obławie i ruszył w stronę mniej strzeżoną, tam, gdzie stali Tadeusz i Hrabia. Ci, widząc niedźwiedzia szarżującego na nich, strzelili równocześnie, obaj chybili, po czym rzucili się do ucieczki. Niedźwiedź już doganiał Hrabiego, gdy z boku wyskoczyli Asesor, Rejent i Gerwazy, a za nimi Robak bez broni. Trzy strzały huknęły jednocześnie i niedźwiedź padł. Wojski odegrał na rogu sygnał zakończenia polowania. Rejent i Asesor znów zaczęli się kłócić, tym razem o to, czyj strzał zabił niedźwiedzia. Wojski zaczął opowiadać historię o Domejce i Dowejce. W tym czasie okazało się, że niedźwiedź zginął od strzału bernardyna z broni Gerwazego, słynnej jednorurki Horeszkowej. Przyrządzono bigos. Sędzia częstował wszystkich gdańską wódką, a Wojski kończył swą opowieść. Tymczasem dostrzeżono zająca. Psy rzuciły się w pogoń, ale szarak uciekł im, wprawiając w zakłopotanie Asesora i Rejenta.

Księga V. Kłótnia

Telimena rozważa, na kogo lepiej zapolować: na Hrabiego czy na Tadeusza. Ostatecznie postanawia wyjść za Tadeusza, a Hrabiego ożenić z Zosią. Tego też dnia, po powrocie myśliwych z lasu, przedstawia im swą wychowankę. Tadeusz poznaje w niej „zjawisko” z sadu. Spostrzegłszy swą pomyłkę, staje się nieprzyjemny dla Telimeny. Wybiega z domu. Błąka się po polach i trafia do Świątyni Dumania, gdzie właśnie Telimena oddaje się rozpaczy. Niestety, nie zauważyła mrowiska. Tadeusz pomaga jej pozbyć się mrówek i ta czynność godzi ich. Usłyszawszy dzwon z Soplicowa wzywający na wieczerzę, Tadeusz i Telimena wracają do dworu różnymi drogami. Jemu zdaje się, że widział cień Hrabiego, ona dostrzega kaptur Robaka. Wieczerza znów odbywa się na zamku. Przy stole panuje milczenie. Myśliwi są zawstydzeni, że niedźwiedzia zabił ksiądz, a Tadeusz, dostrzegłszy skazy na urodzie swojej damy, staje się niemiły. Dodatkowo gryzie go zazdrość o Zosię, rozmawiającą właśnie z Hrabią o jakimś spotkaniu w ogrodzie. Milczenie szczególnie ciąży Wojskiemu. Zagaja więc rozmowę o łowach i rozpoczyna opowieść o pośle Rejtanie i księciu Denassów. Opowieść tę przerywa rozmowa na temat trofeów z dzisiejszego polowania. Mięso dostaje bernardyn, a skórę Podkomorzy przyznaje Hrabiemu, jako temu, który znalazł się w największym niebezpieczeństwie. Hrabia nie chce przyjąć skóry, chyba, że razem z zamkiem. Podkomorzy zaczyna wyłuszczać projekt zamiany, lecz przerywa mu wejście Gerwazego. Klucznik nakręca stare zegary, czyniąc wielki hałas. Rozpoczyna się kłótnia o prawa do zamku, w czasie której Hrabia obraża Sędziego i Podkomorzego. Wobec tego Tadeusz wyzywa Hrabiego na pojedynek. Tymczasem już rozpoczęła się walka na butelki i stołki. Kobiety mdleją. Hrabia i Gerwazy wycofują się. Gdy znikają, bitwa powoli ucicha. Goście wracają do Soplicowa, a na zamku Hrabia i Gerwazy odbywają naradę wojenną. Hrabia chce się pojedynkować z każdym po kolei, Gerwazy proponuje zajazd. Rankiem zacznie agitować okoliczną szlachtę zaściankową, wrogo usposobioną do Sopliców.

Księga VI. Zaścianek

W Soplicowie, po wczorajszej kłótni, panuje ponury nastrój. Sędzia napisał pozew przeciw Hrabiemu, a Protazy wyruszył dostarczyć go pozwanemu. W tym czasie do Soplicowa przybył ksiądz Robak, by porozmawiać z Sędzią o Telimenie, która miesza Jackowi szyki, kokietując Tadeusza i Hrabiego. Sędzia nie chce już zgody z Hrabią. Opowiada księdzu o wczorajszej zwadzie. Bernardyn chce doprowadzić do porozumienia. Mówi Soplicy o bliskiej wojnie, o wojskach francuskich, o potrzebie wywołania powstania na tyłach wroga. Sędziego wzrusza wieść o wojnie, ale pogodzi się z Hrabią, jeśli ten go przeprosi. Ksiądz rusza więc do Hrabiego. W domu tegoż zastaje Protazego z pozwem. We dworze nikogo nie ma. Wszędzie leży porozrzucana broń. Hrabia z całym dworem ruszył do Dobrzyna. Był to zubożały, podupadły zaścianek zamieszkany przez ród Dobrzyńskich. Wszystkim chłopcom nadawano tu imiona Maciej lub Bartłomiej, wszystkim dziewczętom - Kachna lub Maryna. Aby rozeznać się w tej gmatwaninie, każdemu nadawano jakiś przydomek. Na czele rodu stał stary Maciek Dobrzyński, zwany Kurkiem na kościele, gdyż często zmieniał sympatie polityczne. W Dobrzynie panował wielki ruch. Odbywano burzliwą naradę, a nie mogąc się pogodzić, postanowiono przedłożyć sprawę Maćkowi. Siedział właśnie przed domem, karmiąc króliki i wróble, gdy przybyła szlachta z zaścianka.

Księga VII. Rada

Dobrzyńskich doszły wieści o zbliżaniu się Napoleona. Radzą, czy się zbroić i szykować powstanie na Litwie. Bartek Prusak wspomina „pranie” uciekających Niemców w zaborze pruskim po bitwie pod Jena. Proponuje podobnie zająć się Moskwą. Stary Maciek czeka jednak na konkrety: jak daleko jest wojsko francuskie, jak jest liczne, kiedy przybędzie...? Nikt nie umie mu na to odpowiedzieć. Prusak proponuje poczekać na bernardyna. On przyniósł nowinę, on będzie wiedział. Ale Maciek, który rozpoznał, kim jest ksiądz, wie, że on do zaścianka nie przyjdzie. Rozgorączkowana szlachta pragnie wojować. Nagle pojawia się Gerwazy i sprytnie wykorzystuje zapalczywość szlachty do własnych celów, nastawiając ich przeciw Soplicy. Nie pomaga, że Prusak broni Sędziego, nie pomaga nawołująca do zgody mowa Jankiela. Może pomogłoby to, że Maciek rozgniewał się, iż w sprawie narodowej dojść do porozumienia nie mogą, a osobiste urazy przysłaniają im dobro ojczyzny i wypędził wszystkich z domu, ale właśnie za oknem pojawił się Hrabia. Rozochocona szlachta rzuciła się do niego. Ruszono do karczmy. Gerwazy hojnie poił szlachtę. Wywołano nawet bójkę, po czym ruszono w zgodzie „na Soplicę”.

Księga VIII. Zajazd

W Soplicowie po wieczerzy goście odpoczywają na dziedzińcu. Przyroda daje wieczorny koncert. Na niebie wśród gwiazd pojawiła się kometa interpretowana jako znak głodu lub wojny. Podkomorzy wspomina, iż gdy Jan III Sobieski ruszał pod Wiedeń, też towarzyszyła mu kometa. Może ta przyprowadzi Napoleona? Wojski rozpoczyna opowieść o pośle Rejtanie i księciu Denassów, ale przerywa mu ją przybycie do gospodarza posłańca. Goście rozchodzą się na spoczynek, a Tadeusz spieszy do Sędziego po radę. Ale ten zajęty jest innym gościem. Właśnie bernardyn powierzył mu jakąś tajemnicę. Obaj ściskają się radośnie, po czym ksiądz uchodzi przez okno. Teraz Tadeusz zwierza się Sędziemu ze swej chęci wyjazdu pod pretekstem odbycia pojedynku z Hrabią (na Litwie pojedynki są zakazane). Sędzia domyśla się innego powodu i nie pozwala mu wyjechać. Gdy Tadeusz opuszcza pokoje stryja, napotyka Telimenę, która robi mu scenę zazdrości. Tadeusz ucieka nad stawy z myślą o samobójstwie. Tam znajduje go Hrabia, związuje i zabiera do Soplicowa, następnie napada wraz ze swymi dżokejami na śpiący dwór. W tym czasie przybywają Dobrzyńscy pałający chęcią mordu, ale Hrabia zdążył już zamknąć rodzinę Sopliców w pokojach i wystawić straże. Szlachta więc plądruje dwór i rozpoczyna „rzeź” inwentarza. Gerwazy, chcąc ugruntować prawa Hrabiego do zamku, dworu i innych ziem Soplicy, odszukuje Woźnego i każe mu ogłosić te prawa, ale sprytny Protazy ucieka. Dobrzyńscy, zaopatrzeni w jadło i trunki z sędziowskiej piwnicy, ruszają do zamku z zamiarem wyprawienia uczty. Lecz szybko morzy ich sen.

Księga IX. Bitwa

Nocą Rosjanie napadają na zamek i związują śpiącą szlachtę. Tymczasem do Soplicowa przybyła z odsieczą szlachta przyjazna Sędziemu. Dobrzyńskich, z rozkazu majora Płuta, zakuto w dyby i zostawiono na deszczu. Sędzia próbuje załagodzić sprawę, przekupić majora, ale ten jest nieubłagany. Chce szlachtę postawić przed sądem. W tym czasie na dziedziniec wjeżdża kwestarz Robak z wypełnionymi wozami. Powożą nimi stary Maciej i Bartek Prusak, przebrani za chłopów. Robak udaje zadowolonego z losu szlachty, aranżuje pijaństwo we dworze.

Z jego namowy wytoczono beczki alkoholu dla żołnierzy. Podpity Płut naprzykrza się kobietom, za co dostaje policzek od Tadeusza. To rozpoczyna walkę. Na dziedzińcu trwa rozkuwanie i uzbrajanie szlachty (na wozach Robaka znajdowała się broń). Toczy się zaciekła bitwa. Polacy uzyskują przewagę, ale Ryków zdołał uformować szereg, który rozpoczyna atak na dwór. Polakom udaje się obronić Soplicowo. Żołnierze rosyjscy formują klin. Odpiera on konny atak Hrabiego i jego dżokejów. By nie przelewać dalej krwi, Tadeusz proponuje Płutowi pojedynek (za ów policzek), ale tchórzliwy major wykręca się. Zamiast niego do walki staje Ryków. Z nim ma się pojedynkować Hrabia. Z szeregu Rosjan pada zdradziecki strzał i porozumienie zostaje zerwane. Walkę kończy przygniecenie żołnierzy ogromną starą sernicą. Spróchniała budowla, dzięki pomocy Protazego i Wojskiego, zawaliła się prosto na uformowany klin wrogów. Szlachta ściga niedobitków. Robak ratuje życie Gerwazemu pędzącemu wprost na karabiny Rosjan. Podkomorzy ogłasza koniec bitwy.

Księga X. Emigracja. Jacek

Nad Soplicowem rozszalała się burza. Dzięki niej można było na razie zachować w tajemnicy niedawne wypadki. We dworze szlachta, najmocniej udzielająca się w boju, w tym Tadeusz, kilku Dobrzyńskich i Hrabia, szykuje się do emigracji. Zosia ofiarowuje Tadeuszowi na drogę relikwię: suknię świętego Józefa, patrona zaręczonych, a Telimena żegna Hrabiego, przypinając mu do piersi kokardę. Tadeusz odjeżdża, nie poznawszy tajemnicy Jacka. Do izby rannego księdza Sędzia wprowadza Gerwazego. W obecności tych dwóch Robak rozpoczyna swą spowiedź słowami „Jam jest Jacek Soplica...”. Opowiada historię swego życia. Mówi o swej przyjaźni z Horeszką, o odwzajemnionej miłości do jego córki, o lekceważeniu uczucia Jacka przez ojca dziewczyny. Wspomina swe plany wyjazdu i przewrotne pytanie Stolnika o radę w sprawie zaręczyn córki. Mówi o swej żonie, matce Tadeusza, którą unieszczęśliwił, pojmując za żonę, by zapomnieć o Ewie. Opowiada o swym pijaństwie, o upadku autorytetu. Wspomina samotne wycieczki w okolice zamku. Podczas jednej z nich trafił na atak Rosjan. Rozgniewany powodzeniem Horeszki, zabił go w afekcie. Gerwazy, który poprzysiągł zemścić się na mordercy swego pana, odstępuje od tego zamiaru. Wszak dziś ksiądz uratował życie jemu i Hrabiemu, ostatniemu z Horeszków. Ale Jacek pragnie więcej - pragnie przebaczenia. Wie, że nie przeżyje tej nocy. Odnowiła mu się dawna rana i wdała się w nią gangrena. Rozpoczyna opowieść o swych próbach odkupienia zła. Moskale uznali go za swego stronnika, proponowali wysokie urzędy. Oddali Soplicom ziemie Horeszki. On jednak nie „przemoskwicił” się. Wyemigrował, by walczyć. Wstąpił do zakonu, przyjął imię Robak. Szykował spiski, brał udział w walce, służył ojczyźnie. Gerwazy przebacza mu. Przyznaje, że Stolnik przed śmiercią przebaczył swemu zabójcy.

Księga XI. Rok 1812

Nadeszła wiosna. Na Litwę wkroczyły wojska Napoleona toczące wojnę z Rosją. Generał Dąbrowski ze swymi legionami zatrzymał się na popas w Soplicowie. Właśnie w tym czasie miały się odbyć zaręczyny trzech par: Tadeusza z Zosią, Rejenta z Telimeną i Asesora z Teklą Hreczeszanką, córką Wojskiego. Po niedzielnej mszy, w obecności okolicznej szlachty, ludu i żołnierzy, dokonano rehabilitacji Jacka Soplicy i zawieszono na jego grobie przyznany mu przez Napoleona krzyż Legii Honorowej. Sędzia zaprosił wszystkich na biesiadę. Przygotował ją Wojski, zgromadziwszy w tym celu najlepszych kucharzy z sąsiedztwa. Gerwazy z Protazym snuli na ganku wspomnienia, a Tadeusz i Zosia rozmawiali w sadzie o swych zaręczynach. Nagle pojawił się zając. Rejent i Asesor natychmiast rozpoczęli polowanie, pragnąc rozstrzygnąć wreszcie swój spór. Sprawa zakończyła się remisem: szaraka dopadły jednocześnie oba charty. Między właścicielami psów zapanowała zgoda. Tymczasem goście zdążyli zgromadzić się w wielkiej zamkowej sali. Zosia oczarowała wszystkich, występując w narodowym litewskim stroju. Wśród oficerów znajdował się Hrabia, który natychmiast zaczął robić szkice. Na salę wkroczyła i druga para narzeczonych. Brakowało tylko Rejenta, który szukał w polu zgubionego podczas polowania pierścienia zaręczynowego i Telimeny, której toaleta jeszcze nie była gotowa.

Księga XII. Kochajmy się!

Uczta na zamku trwa. Wojski występuje w charakterze marszałka dworu. Usadza gości, podaje potrawy. Jako pierwszy wniesiono serwis, a na nim kulinarne dzieło sztuki, ukazujące stworzony z lodów krajobraz zimowy. Figurki na serwisie przedstawiają sejmik. Gdy Wojski objaśnia poszczególne sceny, służba wnosi kolejne dania. Tymczasem zmienia się krajobraz na serwisie, smakołyki topnieją, przedstawiając wiosnę, potem lato. Na koniec pozostają tylko nagie jesienne laski cynamonu, imitujące bezlistne drzewa. Cały ten pokaz wzbudza podziw ucztujących. Przybywają stary Maciek Dobrzyński i Gerwazy. Ten ofiarowuje swój słynny „Scyzoryk” Kniaziewiczowi, oficerowi, który, jako jedyny na sali, potrafi świetnie nim wywijać. Przybywa trzecia para narzeczonych, ubrana według najświeższej mody. Widać, że Rejent nie czuje się dobrze we fraku. Po obfitym posiłku goście wychodzą na dziedziniec. Tu Sędzia ugaszcza włościan. Według zwyczaju usługują im Tadeusz i Zosia, nowi dziedzice. Właśnie ogłosili uwłaszczenie chłopów. Nim rozpoczęto tańce, Jankiel na prośbę Zosi odegrał koncert na cymbałach. Muzyka opowiada o faktach historycznych: 3 Maja, Targowicy, rzezi Pragi, Legionach. Mistrz zakończył grę Mazurkiem Dąbrowskiego. Po koncercie Podkomorzy z Zosią rozpoczęli poloneza. Bawiono się hucznie i wesoło.

Ciekawostki (0)

Zabłyśnij i pokaż wszystkim, że znasz interesujący szczegół, ciekawy fakt dotyczący tego tematu.